Elementarz premiera
Darmowe podręczniki dla pierwszaków. MEN nieprzygotowane?
Dla rodziców to obietnica istotna, ucieszyło się kilkaset tysięcy rodzin. Ten rocznik będzie wyjątkowo liczny, obok siedmiolatków uda się po raz pierwszy do szkoły także część sześciolatków. Wyprawienie pierwszaka do szkoły wiąże się ze sporym wydatkiem finansowym. Jeśli dzieci jest więcej, finansowy ciężar staje się dla wielu rodziców zbyt wielki. Także dlatego, że podręczniki są w naszym kraju drogie. Za drogie. To opinia nie tylko rodziców, ale także nauczycieli.
Obietnica premiera mocno zaniepokoiła wydawców. Trudno się temu dziwić. Teraz rynek książek tylko dla pierwszaków wart jest około 80 mln i tę sumę dzieli między siebie dziewiętnastu prywatnych wydawców. Skoro podręcznik ma być jeden, w dodatku opracowany przez MEN, nie zarobi na nim żaden. Premier, robiąc prezent setkom tysięcy rodzin, wydawców pozbawia sporych pieniędzy. Rodziców lament wydawców nie musi interesować, bardziej martwią się o własny budżet, niż ich zyski. Ale zaniepokojeni są także nauczyciele. Nie chcą, żeby MEN narzucał im jeden, jedynie słuszny rodzaj podręcznika. Obowiązujące ustawy gwarantują im prawo wyboru książki, dostosowanej do potrzeb uczniów. To nauczyciel, a nie ministerstwo, lepiej jest w stanie ocenić ich potrzeby i możliwości. Polskie podręczniki mają opinię bardzo dobrych, czy MEN zdąży do czerwca przygotować lepszy?
Sprawa komplikuje się tym bardziej, że obecnie pierwszaki nie uczą się już od dawna z elementarza, jaki pamiętają ich rodzice. To już nawet nie jest jednak książka, a cały „boks”, czyli kilkukilogramowy zestaw broszur i zeszytów do ćwiczeń. Kosztuje ponad 200 zł. Co z tego zestawu wybierze MEN ?