Figurantów czas

Jeszcze raz potwierdza się zasada, że proste pomysły są najlepsze. Jak donosi wszędobylska telewizja, w małych miejscowościach na ulicach przelotowych ustawiane są naturalnej wielkości plastikowe postaci policjantów z radarami wymierzonymi w nadjeżdża­jące samochody lub postaci funkcjo­nariuszy stojących z lizakiem drogowca. Ten banalny chwyt wystarcza, by pędzący zwykle bez opamiętania kierowcy przyhamowali przynajmniej na pewnym odcinku. Jak wiadomo, każde ograniczenie prędkości zmniejsza skutki ewentualnych kolizji (a czasem całkiem im zapobiega). Czyli akcja ma sens.

To tanie rozwiązanie natychmiast powinno stać się przedmiotem szerokiego naśladownictwa. Zważywszy, że od dawna dysponujemy niezbędnym know-how jako europejskie zagłębie ogrodowych krasnali i dinozaurów, uruchomienie produkcji rozmaitych sylwetek nie powinno stanowić najmniejszego problemu. Oczywiście, oprócz policjantów potrzebne są manekiny przedstawicieli innych – kluczowych dla życia społecznego – zawodów.

W pobliżu dyskotek, zwłaszcza tych wiejskich, gdzie tak często dochodzi do zachowań jawnie nieobyczajnych, trzeba ustawiać figurę dobrotliwego, ale jednak nieustępliwego księdza. Można by tu nawet posunąć się do indywidualizacji – tak by postać już z daleka przypominała miejscowego kaznodzieję, bo to on cieszy się zwykle największą estymą wśród dorastającej młodzieży. Na giełdowym parkiecie, gdzieś z boku, dyskretnie, ale jednak na widoku rozgrzanych sesją spekulantów, stanąć powinien – jak żywy – agent Tomek. Byłby wielofunkcyjny, bo przypominałby nie tylko o istnieniu CBA, ale także o złudnej bezkarności odwiedzania domów intensywnego masażu erotycznego.

Z kolei postać ministra Bartosza Arłukowicza, ustawiana raz tu, raz tam na korytarzach przychodni zdrowia i szpitali, dawałaby pacjentom poczucie, że władza o nich dba, jednocześnie przypominając personelowi, że minister ich nie porzucił i czuwa. Paralelny efekt dawałby w urzędach skarbowych przesuwany z miejsca na miejsce były minister Jacek Rostowski. Widać zresztą, że ten koncept ma olbrzymi potencjał przed wyborami samorządowymi: tylko odrobinę więcej wysiłku ze strony producentów wymagałoby przygotowanie postaci prezydentów miast doglądających podległego im obszaru. W większych miastach mnożenie figur mogłoby nawet dawać dodatkowy efekt pozytywny – imponująca wszechobecność włodarza musiałaby zrobić wrażenie na najbardziej zatwardziałych krytykach miejskich porządków.

Wskazywanie na oszczędności, jakie przyniosłoby szerokie wdrożenie tego projektu, wydaje się zbędne, zwłaszcza że równocześnie można być pewnym wzrostu zatrudnienia w tej dość niszowej, ale przyszłościowej gałęzi usług na rzecz ludności. Raz uruchomiona wyobraźnia nie przestaje pracować: ustawienie na uczelniach postaci niektórych ich absolwentów, obecnie znanych polityków, pobudzałoby studentów do nauki albo przynajmniej do refleksji nad własną przyszłością.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną