Społeczeństwo

Chłopiec, Pani i dziecko

Romans nauczycielki z uczniem – ciąg dalszy

Lubił ciotkę, a ona jego i właśnie w ramach tej sympatii – jak mówiła – bujała mu konika. Lubił ciotkę, a ona jego i właśnie w ramach tej sympatii – jak mówiła – bujała mu konika. Mirosław Gryń / Polityka
W Kaliszu lada dzień ruszy sprawa o seksualne wykorzystanie 14-letniego ucznia przez 38-letnią nauczycielkę. Czekając na wyrok, oskarżona, ofiara i ich półroczne dziecko mieszkają razem.
Nawet kiedy zajrzą za kotarę i zobaczą siebie kilkuletniego, wykorzystanego przez zazwyczaj bliską kobietę – mają kłopot w spojrzeniu kawałek dalej.blueone/PantherMedia Nawet kiedy zajrzą za kotarę i zobaczą siebie kilkuletniego, wykorzystanego przez zazwyczaj bliską kobietę – mają kłopot w spojrzeniu kawałek dalej.

Mężczyźni wykorzystani w dzieciństwie przyznają, że pewnie minie wiele czasu, zanim – o ile w ogóle – chłopiec zrozumie, że kobieta wyrządziła mu krzywdę. Mówią, że tacy jak oni są niewygodni dla wszystkich, którzy trzymają się stereotypu mężczyzny agresora. Pewnie dlatego są bezradni już na poziomie języka. Nie mają słów na to, co ich spotkało, bo jak mówią – wszystko zagarnęły dziewczynki. To do nich pasują hasła: ofiara, trauma, lęk, nadużycie seksualne, przemoc. Robi się jeszcze trudniej, kiedy dociera do nich, że dotknęła ich niedoszacowana nawet w procentach patologia patologii, czyli zostali wykorzystani przez kobietę.

Dlatego wymyślili własny język. Używają go na spotkaniach anonimowych seksoholików, bo tam ich kilka marnych procent zamienia się w ponad 80. Świadomi, którzy już wiedzą, że w dzieciństwie zostali wykorzystani, mówią, że zostali zbyt mocno dotknięci, doprowadzeni albo rozbici. Początkujący, którzy trafili do grupy wsparcia, bo z powodu seksoholizmu wali się ich kolejny związek, a oni nadal nie wiedzą dlaczego, mówią o odsuwaniu zasłony. Ale nawet kiedy zajrzą za kotarę i zobaczą siebie kilkuletniego, wykorzystanego przez zazwyczaj bliską kobietę – mają kłopot w spojrzeniu kawałek dalej. Czyli w stronę przyzwalających na ich krzywdę rodziców.

Matka

Matka Chłopca, który lada moment stanie przed sądem jako pokrzywdzony przez nauczycielkę, nie umie – choćby bardzo chciała – zobaczyć w nim ofiary. – To ta pani została skrzywdzona – przekonuje. – Została samotną matką, roboty nie dostanie, bo po wyroku nikt do szkoły nie przyjmuje. I z czego wyżywi dziecko, moją wnuczkę, która nie prosiła się na ten świat?

Fakt, że Chłopiec zamieszkał z Panią i swoim dzieckiem, to – według Matki – kolejny dowód, że nie on jest ofiarą. Dziewczynki wykorzystane seksualnie przez dorosłych mężczyzn – z czego zwierzały się w talk-show, Matka sama widziała – wymiotowały na sam widok gwałcicieli. A Chłopiec chodzi za nauczycielką jak piesek, a kiedy Matka wciska mu drobniaki, zamiast na słodycze wydaje na śpiochy z lumpeksu dla małej. Co do seksu, bo przecież wnuczka nie wzięła się z samego przytulania, Matka nie ma za złe, że chłopak przeszedł inicjację z dorosłą kobietą. Prędzej czy później popróbowałby tego miodu, a z nauczycielką nawet lepiej: może przy okazji nauczy się przy niej czegoś dobrego, bo ostatnio bywał francowaty i trudny do utrzymania.

Matka, choć nie ma wykształcenia i pracuje fizycznie w cukierni, jest tolerancyjna dla ludzkich słabości. Bo w takich kategoriach przyjmuje to, co się wydarzyło między Panią a jej synem. Nauczycielka przechodziła ciężkie dni, bo umierała jej matka. Potrzebowała wsparcia. Upatrzyła sobie Chłopca. Który może i chciał ją pocieszyć, ale burza hormonów wzięła górę.

Jednak potem, z czego Matka jest dumna, Chłopiec okazał się nad wiek dojrzały. Bo kiedy Pani zaszła w ciążę, nie zgodził się na aborcję.

Godzinami wisieli na telefonie i rozmawiali o tej skrobance – mówi Matka, i nie rozumie, dlaczego takie rozmowy mogły być dla jej nastoletniego syna obciążające. Faktycznie, to pamięta jak przez mgłę, że w początkach ciąży nauczycielki Chłopak nie mógł spać. Ale to akurat Matka wiązałaby z niestrawnością, bo gdy zmieniła mu dietę, wszystko przeszło. Nie pojmuje też, co może być złego w uczestnictwie Chłopca w porodzie? Przecież nie był tam sam. Pojechał ze starszą siostrą, fryzjerką, która od początku była we wszystko wtajemniczona i trzymała język za zębami. O dziecku, co ustalili z Panią, mieli powiedzieć w Boże Narodzenie. Również o tym, że wprawdzie Pani nie zakłada, że mogą zostać parą, ale jeśli Chłopiec zasłuży, to kto wie. Matka chciałaby, aby im wyszło, i nie boi się, że stworzą coś kulawego, opartego na warunkach nauczycielki. Bo i dlaczego miałoby tak być, skoro się kochają?

Porzuceni, zdradzeni, odsunięci

Krzysztof (l. 56), dotknięty i już świadomy, przez całe małżeństwo, jak mówi, flaki sobie wyszarpywał, żeby związać ze sobą kobietę, ale ona wyrywała się, zostawiała go, zdradzała. Kiedy odeszła, bo „wreszcie znalazła sobie partnera, a nie taką ofiarę jak on”, wpadł w alkoholizm przeplatany uzależnieniem od hazardu, wizyt w burdelach i peepshowach. Przestraszył się dopiero, kiedy się zakochał, ale po pierwszym seksie zostawił dziewczynę. Świadomi, kiedy zobaczyli go na pierwszym spotkaniu anonimowych seksoholików, od razu wiedzieli, że w dzieciństwie został dotknięty. Bo skoro ucieka od kogoś, kogo kocha, musiał mieć dużo wcześniej – i znów te problemy ze słowami – odcięty penis od serca.

 

10 lat dochodził do kotary i wreszcie zobaczył za nią trzydziestoparoletnią wtedy ciotkę, która zajmowała się nim, wówczas 12-letnim, i jego młodszym bratem. Lubił ciotkę, a ona jego i właśnie w ramach tej sympatii – jak mówiła – bujała mu konika. Robiła to zawsze po obiedzie, prosiła, żeby się położył i odpoczął, w trakcie upominała, aby nie patrzył na nią, ale na firankę ze wzorkiem okrętów płynących pod pełnymi żaglami, a po wszystkim uciekała do kuchni. – Wysyłała mnie w kosmos i zostawiała – mówi Krzysztof.

Świadomi radzą początkującym, żeby w momencie dojścia do kotary rozpisywali swoje życie na kartkach i usiłowali je pospinać w ciągu przyczynowo-skutkowym. Wtedy – przekonują – najpierw zobaczą, jaki mają w życiu bałagan, bo jedna kartka nie łączy się z drugą. A potem, kiedy wyskoczy brakujący, zepchnięty głęboko puzelek, wszystko nabierze sensu. Krzysztof połączył puzelek ciotki z puzelkiem gwałtu.

Układanka Marcina (l. 40): zaniżone poczucie własnej wartości, dwa rozwody, dwie próby samobójcze, leczenie psychiatryczne. Puzelek, który wyskoczył podczas meetingu anonimowych seksoholików: historia sprzed 26 lat, kiedy na koloniach w Rabce wychowawczyni wkładała mu rękę w majtki. Matka, kiedy się zwierzył, że nauczycielka przychodziła do niego w nocy, uznała, że mu się przyśniło, bo jak on – pryszczaty i niezgrabny – mógłby zainteresować taką ładną, wykształconą kobietę. Został mu po tamtym – jak mówią dotknięci – Dzień Świra. Czyli wciąż obecny, przykrywany różnymi natręctwami lęk, że coś się stanie, a on nie będzie miał kogo prosić o pomoc.

Ojciec

Ojciec nie zamierza w niczym Chłopcu pomagać ani niczego mu ułatwiać. Owszem, kiedy wyszło na jaw, że nauczycielka urodziła jego dziecko, wykrzyczał, że skoro sypia z wychowawczynią, to tak jakby rypał własną matkę. Może i mocne, ale co w tym złego? Ojciec ma prawo krzyczeć i pomiatać synem, bo inaczej co z niego wyrośnie? Grunt, że go nie bije. Inna sprawa, że odkąd syn skończył dwa lata – nie wziął go na kolana ani nie powiedział, że go kocha, ale przecież Ojciec nie jest od tego, Chłopiec powinien być twardy. A Chłopiec, co Ojca irytowało na samym początku afery, kiedy z każdego krzaka pod domem wystawał obiektyw aparatu, wydawał się nie tylko przestraszony, ale też chętny do zwierzeń. Ojciec powtarzał, że ma trzymać język za zębami, ale on wygadał się pedagog szkolnej, rozmawiał z dyrektorką. I, co najbardziej Ojca wkurzało, całymi godzinami wisiał na słuchawce i gadał z Panią, jeździł do niej, robił zakupy, pomagał przy dziecku, spał niby w kuchni, ale Ojciec wie swoje.

A potem przyjechali oboje do nich na święta. Najpierw wyszła z samochodu Pani, potem Chłopiec z dzieckiem w foteliku. Wchodził do domu taki dumny i ważny, aż Ojcem zatrzęsło. Opowiedział o tej wizycie krewnym i rozniosło się po wsi, że nauczycielka już im wnuczka podrzuca. Może i Chłopiec miał mu to gadanie za złe, Ojciec nie wie, bo od paru miesięcy nie rozmawiają. Pani przyjechała potem jeszcze kilka razy i prosiła o dyskrecję, żeby przed rozprawą ludzie nie roznosili plotek. Jednym razem nie wytrzymał i grubym słowem powiedział, żeby się wynosiła z jego domu. Nie wróciła już, a Chłopiec wyniósł się niby do starszej siostry do Kalisza, ale tak naprawdę pewnie do niej. Dojeżdżał stamtąd do gimnazjum, a kiedy nowa dyrektorka – bo dawna zrezygnowała po wybuchu afery z ciążą – zagroziła, że wystąpi do sądu o kuratora, Chłopiec wrócił na kilka dni do domu.

Przywiozła go oczywiście nauczycielka. Szeptali coś w samochodzie, a kiedy Chłopiec zabrał z bagażnika swoje bambetle i rzucił się płakać na łóżko, Ojciec wyszedł z domu. Na szczęście kiedy sprawa się odbyła i sędzia nie stwierdził podstaw do ustanowienia kuratora, Chłopiec, dziś 15-latek, wrócił do Pani. Ojciec czasem słyszy, że widziano ją, jak podwozi syna na naukę bierzmowania do kościoła, razem przechadzają się z wózkiem po Kaliszu albo robią zakupy. Wie, że Chłopiec jest od dźwigania, przewijania, wstawania w nocy do dziecka, a skarżąca się na bóle kręgosłupa nauczycielka ogarnia dom, gotuje i pierze.

Chłopak – o czym Ojciec usłyszał od kuzynki – coraz głośniej mówi o pójściu do samochodówki, bo z roboty kierowcy powinien mieć jakieś pieniądze. Mimo to Ojciec jest przekonany, że z Chłopca już nic nie będzie. Ale umywa ręce: to nie on wypchnął go z domu; nie on przymusił go do seksu z dojrzałą kobietą, co zresztą – jak Ojciec przypuszcza – nie różni się wiele od seksu równolatków, a więc co tu mówić o jakimś przestępstwie?

Bez sprawiedliwości

Dotknięci przez kobietę rzadko wychodzą poza krąg meetingów seksoholików. Nie stać ich z reguły na terapię indywidualną, poza tym nie mają pojęcia, na czym miałaby ona polegać. Nieliczni szukają w sieci po kluczowych słowach: chłopcy, wykorzystanie seksualne przez kobietę – ale trafiają w pustkę.

Czasem, na swoją rękę, szukają sprawiedliwości. Krzysztof, wtedy 50-letni, kiedy wróciła pamięć o molestującej ciotce, pojechał do sądu, wpadł do pokoju, w którym siedzieli kuratorzy, i zmusił, aby wysłuchali jego historii. Pojechał też na policję, do jakiejś organizacji dla ofiar przemocy. Wszyscy patrzyli na niego jak na wariata. Szczególnie kiedy mówił, że po rozwodzie i zerwaniu kontaktów z dziećmi i żoną zamieszkał z 80-letnią dziś ciotką. Ale trzeba być dotkniętym, żeby zrozumieć, że w tej decyzji jest pokrętny sens.

Polityka 16.2014 (2954) z dnia 15.04.2014; Społeczeństwo; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Chłopiec, Pani i dziecko"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wielki Janusz Gajos. Mówi, a ludzie go słuchają

Kluczowe postaci w „Klerze” i „Kamerdynerze”, do tego kilka ról w Teatrze Narodowym i kolejne filmy w przygotowaniu. Od Janusza Gajosa zależy dziś w polskiej kulturze więcej niż kiedykolwiek.

Aneta Kyzioł
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną