Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Duma i wstyd

Nasza klasa polityczna nie osiągnęła jeszcze takiego poziomu pisania i czytania ważnych wystąpień politycznych jak Barack Obama. Rzadko słyszy się tak znakomite przemówienie jak to, które wygłosił prezydent Stanów Zjednoczonych w Warszawie. Do tego potrzeba dwustu lat demokracji. Demokracja bowiem to najlepsza szkoła uwodzenia wyborców. Wszystko się liczy – dorobek, treść przekazu, kultura, prezencja, sylwetka, czytanie, a nawet wdzięk. „Chwilo, trwaj!” – napisała jedna z blogerek na blogu „en passant”, która dała się porwać Obamie.

Faktycznie, trudno było pozostać obojętnym wobec porywającego przemówienia prezydenta USA. Prezydent największego mocarstwa powiedział to, co Polska chciała usłyszeć. To był miód na nasze serca. Że upadek komunizmu zaczął się w Polsce, że nie ma wolności bez solidarności, że Lech Wałęsa historyczną postacią jest, że Polska – tylekroć osamotniona i zdradzana – nigdy już nie będzie sama, podobnie jak Litwa, Łotwa, Estonia i inne państwa regionu, że bezpieczeństwo nasze i USA jest nierozdzielne, że XIX- i XX-wieczna polityka stref wpływów i dominacji dużych oraz silnych (czytaj: Moskwy) nad małymi i słabymi należy do przeszłości, że Ukraina i każdy inny kraj ma prawo decydować o swojej przyszłości, że aneksja Krymu jest złem. Putin na pewno nie był szczęśliwy z powodu festiwalu wolności w Polsce, teraz rzecz w tym, jak utrzymać dialog z Rosją.

Pewien wybitny znawca dyplomacji podpowiedział mi, że tym przemówieniem Barack Obama naprawił gafy, jakie popełnił wobec Polski. Gorzką decyzję o rezygnacji z tarczy antyrakietowej ogłosił 17 września, nie wiedząc, że była to rocznica napaści ZSRR na Polskę w 1939 r. Na uroczystości ku czci m.

Polityka 24.2014 (2962) z dnia 10.06.2014; Felietony; s. 97
Reklama