Społeczeństwo

Tatarska Jurta ***

Kruszyniany 58

Znowu  podróżowałem w poprzek przez nasz piękny kraj. I znowu byłem zachwycony: zarówno krajobrazem (nie było odgradzających mnie od pól, łąk i lasów gigantycznych płotów), jak i drogami. Jechałem spod Pułtuska za Białystok. Oczywiście w poszukiwaniu nieznanych smaków. Pędziłem co koń wyskoczy (ale zgodnie z kodeksem drogowym) do Tatarskiej Jurty w Kruszynianach.

Dziś na 30 rodzin żyjących na stałe w Kruszynianach są tylko trzy rodziny tatarskie. W lecie jest Tatarów znacznie więcej, bo moda na letnie domy spowodowała, że byli mieszkańcy kupują, restaurują opuszczone domostwa i spędzają we wsi kilka miesięcy w roku. Tłoczno i we wsi, i w meczecie bywa tylko podczas świąt muzułmańskich. Zjeżdżają bowiem wierni z różnych stron Polski.

Po zwiedzeniu wsi, odwiedzeniu meczetu i cmentarza musieliśmy się posilić i zasiedliśmy przy ciężkich drewnianych stołach w Tatarskiej Jurcie. Prowadzi ją rodzina Bogdanowiczów. Główną szefową jest Dżenneta, a pomagają jej dwie urocze córki. W czasie jednego posiłku nie dało się popróbować większej liczby potraw, ale przynajmniej poznaliśmy choć kilka podstawowych. Wspaniałe były jeczpoczmaki i kibiny. To dwa rodzaje pieczonych pierogów. Pierwsze z farszem z ziemniaków, pietruszki (korzenia), marchewki, cebuli i mięsa wołowego. A drugie z kapustą, cebulą, mięsem. Doskonały jest także pierekaczewnik, czyli kilkuwarstwowe ciasto nadziewane mięsem, serem (lub jabłkami) z delikatnie stosowanymi przyprawami. Wielkością, zapachem i smakiem imponują także pyzy z białym serem przyprawianym na ostro, a podawane w rosole. Więcej dań po pierwszej wizycie nie mogę ocenić, bo nie dałem im rady, ale widziałem, że od sąsiednich stołów też odchodzili zadowoleni goście. W dodatku Dżemila nie zdziera siódmej skóry z klientów, bo jako rasowa restauratorka wie, że płacąc niezbyt drogo za pyszne jedzenie na pewno jeszcze do niej wrócą. I tak będzie.

Tel. 85 749 40 52, www.kruszyniany.pl

Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak leśnicy sami sprywatyzowali Lasy Państwowe

Prywatyzacją lasów politycy straszą nas regularnie. Zawsze wtedy, gdy partykularne interesy leśnego lobby i jego politycznych protektorów wydają się zagrożone. Samym jednak lasom przekazanie w prywatne ręce nigdy nie groziło. PiS wykreowało wroga, żeby nas przed nim bronić.

Joanna Solska
01.09.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną