Społeczeństwo

Mama Antoninki

Matka Madzi bis

Mirosław Gryń / Polityka
Zrobiła to cicho i bez specjalnej oprawy. Jej córka była niewiele starsza od Madzi z Sosnowca.
Mirosław Gryń/Polityka
Mirosław Gryń/Polityka

Ojciec

Ojciec Antoniny, Jakub, był dobrym kandydatem na męża. Niebrzydki, przedsiębiorczy. Dobrze zarabiał, miał firmę – usługi samochodowe, klasa średnia z półki średniej. Nosiciel wirusa HIV, co jednak w zestawieniu z poprzednimi zaletami kobieta po przejściach, już nie młódka, może sobie odpuścić. Zresztą HIV się opatrzył, osłuchał i nikt już nie tłucze talerza, z którego nosiciel jadł zupę.

Pierwsza

Małżeństwo ojca małej Antoniny z pierwszą żoną trwało 13 lat, co wystarczyło, żeby mąż się związkiem znudził. Ale długo było udane. Kolejne, z Wiktorią, matką Antoniny, też byłoby takie, gdyby druga żona przesadnie nie piła.

Pierwsza nie piła wcale, zaradna i sympatyczna. Urodziło im się dwoje dzieci – syn i córka. Zbudowali pod miastem dom. Poważnych trosk materialnych nie mieli. Po co to wszystko było zmieniać?

Mąż Jakub zaczął nagle chorować. A to grypa, a to inna niedomoga, bez wyraźnej przyczyny. Chadzał do agencji towarzyskich, miał wielkie potrzeby, ale to dla żony nie powód, żeby zaraz robić raban. Lecz te dziwne grypy i gorączki ni stąd, ni zowąd żonę zastanawiały. Kazała mu się zbadać. On nie chciał, ociągał się, w końcu poszedł do lekarza. Żonie powiedział, że zaraził się wirusem, pracując w młodości za granicą. Ale ona przypuszcza, że winę ponosi któraś z agencji towarzyskich.

Nikomu nie powiedziała o chorobie męża, ani dzieciom, ani dziadkom. Mąż zaczął się leczyć. Miał się dobrze. Powoli wchodził w wiek średni. Uczęszczał do kasyna. I do agencji towarzyskich.

Druga

Wiktorię, drugą żonę, poznał w agencji. Ładna, elegancka, zawsze zadbana. Jakub należy do mężczyzn, których miłość razi jak cios między oczy. Wiktoria mówi, że w agencji pracuje dopiero od dwóch dni, a koleżanka, która ją do tego namówiła, precyzuje, że ona raczej chciała coś poznać, przeżyć, niż na serio pracować.

Wiktoria była mężatką, ale po 13 latach mąż okazał się nudny, bez życiowego impetu, bez ambicji. Stracił pracę, nie mógł znaleźć innej, słowem fajtłapa. Wiktoria jest po trzydziestce. Potrzebuje pełnokrwistego mężczyzny. Zawsze była ambitna, dobrze się uczyła. Zrobiła maturę, została wizażystką i otworzyła salon kosmetyczny w dobrym punkcie miasta. Miała wzięcie. Przychodziły panie z towarzystwa. Nudny mąż na tle tych sukcesów był nie do wytrzymania. Tak jest, nie ma sensu być razem, kiedy kończy się miłość – potwierdza usłużnie rzucony mąż.

Wiktoria nie znosi samotności. Czeka na nowe zdarzenie w życiu, żeby pełnokrwisty mężczyzna przynosił pieniądze i kochał. Nie ma za wiele czasu: niebawem wejdzie w wiek średni. Zaczyna nałogowo jeść. Zaniedbuje salon kosmetyczny. Nic się nie dzieje.

Wreszcie do agencji towarzyskiej, do której trafia, wchodzi na seks pełnokrwisty, co widać na pierwszy rzut oka, mężczyzna. Nawet nie spółkują. Wybucha miłość. Jakub szybko zabiera Wiktorię z agencji. Przed pierwszym stosunkiem mówi o swym HIV, ale Wiktoria temu później zaprzeczy.

W domu pierwsza żona zauważa, że Jakub dziwnie się zachowuje. Wynajmuje detektywa. Pociesza się, że on się opamięta. Ale Jakub jest naprawdę trafiony miłością. W końcu mąż przyznaje się do zdrady i wyprowadza z domu. Chce rozwodu.

Pierwsza żona pragnie pomsty. Ma tylko jedną możliwość. Spisuje z komórki Jakuba telefon do Wiktorii. Dzwoni i przedstawia się. Informuje, że jej mąż, który właśnie ją rzucił z dwojgiem dzieci, ma HIV. Powiadamia też swoich rodziców o chorobie Jakuba. I dzieci: mają ojca hiwowca, niech uważają, żeby się od niego nie zarazić.

Po donosie żony Jakub wpada we wściekłość. Dochodzi do awantur i rękoczynów. W końcu następuje rozwód ze wskazaniem na winę Jakuba. Zaczyna się przymiarka do podziału majątku między pierwszą i Jakubem. Dzieci zostają przy matce w zbudowanym domu, który miał być na całe wspólne życie.

Ciągi

Wiktoria przeprowadza się ze swego miasta do pobliskiego, w którym Jakub ma mieszkanie i firmę. Z pierwszą żoną już koniec, zostało tylko trochę nienawiści. Jakub jest zamożny i uczuciowy. Wiktoria zabiera do nowego życia dorastającego syna z pierwszego małżeństwa z nudnym mężem. Jakub dobrze chłopaka traktuje.

Powinno dla Wiktorii nastąpić wyczekane wreszcie szczęście, ale nie może wyjść z bulimii. Nim coś zje, musi wypić piwo – tłumaczy Jakubowi, bo inaczej wszystko by zwróciła. Jakub posyła ukochaną do profesora, najlepszego psychiatry w mieście. Stać go. Kocha Wiktorię. I wszystko by dla niej zrobił. Jej stan się poprawia. Przestaje wymiotować, bulimia ustępuje. Miło patrzeć, gdy we dwoje – ona elegancka jak lalka, on pewny siebie – idą do kasyna zagrać w ruletkę.

Jakub zaczyna jednak chodzić do agencji na seks uzupełniający, wciąż ma duże potrzeby. Wiktoria może się tego domyślać, ma koleżankę w agencji. Zaczyna coraz więcej pić, choć z pierwszym nudnym mężem nie piła wcale. Potrzebuje wrażeń i napędu. Przyjmuje leki zapisane przez psychiatrę, sama ustalając na wyczucie liczbę połykanych tabletek. Raczej więcej niż mniej. Leków nie można mieszać z alkoholem, ale co tam.

Matka Wiktorii też przeżywała ciągi alkoholowe. Znikała z domu na długie dni, choć pracowała na etacie. Do Wiktorii ciągi matki wróciły jak posag: Jakub, jak kiedyś jej ojciec, wylewa alkohol, a ona dostaje wtedy szału. Raz rzuca się na ukochanego z nożem.

Antonina

Dziecko. Tego brakuje. To może być nowym napędem i impulsem. Druga żona nie ma przewagi nad pierwszą, jeśli ta pierwsza ma dziecko ze swym byłym, a ona go nie ma.

Lekarz odradza ciążę. Istnieją, co prawda, medyczne sposoby, żeby dziecko rodzica chorego na HIV urodziło się zdrowe, ale absolutnej pewności nie ma. Wiktoria nie chce żadnych sposobów. Ma być dobrze i tak będzie. Nie boi się.

W dziewiątym miesiącu ciąży Wiktoria przechodzi badania. Nie ma HIV, wirus ominął ją bokiem. To oznacza, że Antonina przyjdzie na świat zdrowa. Wiktoria pozwala sobie wszyć pod skórę esperal i w ciąży nie pije przez pół roku.

Antonina rodzi się zdrowiuteńka. Jej mama bardzo o nią dba. Antonina ma mleko z piersi, przytulanie, odżywka taka, odżywka owaka. Jakub małą uwielbia. Szykuje się księżniczka tatusia. Kiedy mała ma dziewięć miesięcy, Wiktoria ją zabiera i wyjeżdża na parę dni do kuzyna. Akurat! Jakub podejrzewa najgorsze i dzwoni na policję. Okazuje się, że Wiktoria z córką gości w agencji towarzyskiej u znajomej, która tam pracuje. Pije.

Jakub kieruje sprawę do sądu o narażenie córki na niebezpieczeństwo. Wiktoria nie przychodzi na rozprawę. Sąd ogranicza jej władzę rodzicielską nad córką.

W tajemnicy przed rodziną Jakub żeni się z Wiktorią. Sądzi, że po ślubie będzie lepiej, wszystko się sklei i zabliźni. Dwa tygodnie później świeżo poślubiona ucieka do hotelu i pije. Antonina jest chora, kłamie przez telefon mąż, wracaj do domu. Ale ona, gdy wpada w ciąg, jest głucha i ślepa.

Trzecia

Jakub poznaje trzecią w kawiarni. Jest rozwiedziona. Mieszka z dzieckiem. Pracuje. Ładna, miła. Jakub mówi jej, że kocha Wiktorię, ale ma jej dość. Przed pierwszym stosunkiem wyjawia nowej, że jest plusowy. Ona odczuwa coś w rodzaju szoku, ale zgadza się. Nie jest młódką. To jej pierwszy stosunek od rozwodu. Nie może wybierać i przebierać.

Wiktoria już o trzeciej wie. W hotelu próbuje samobójstwa. Zostawia list. Przeprasza syna z pierwszego małżeństwa i Antoninę. Obsługa hotelowa znajduje ją z podciętymi żyłami. Rany są niegłębokie. Żadnego zagrożenia dla życia.

Jakub odwiedza ją w szpitalu. Wiktoria pyta, czy nie zabierze jej córki. Sąd postanowił przecież, że dziecko ma być wychowywane przez ojca, a nie przez nią. Jakub obiecuje, że tego nie zrobi, jeśli ona przestanie pić i znikać nie wiadomo gdzie. Ale ma się wyprowadzić z jego mieszkania. Może ze sobą zabrać syna i Antoninę.

Widzowie

Wiktoria nie rozpakowuje rzeczy. Siedzi między kartonami. Telefonuje do pierwszej żony Jakuba, żeby ją odwiedziła. Pierwsza przychodzi z wizytą późnym wieczorem. Trwa wciąż podział majątku – nie chce narażać się na gniew Jakuba. Widzi Wiktorię po raz drugi w życiu. Może napawać się jej klęską. Ale może jej tej drugiej żal.

Wiktoria przeprasza za zabranie męża. Wyznaje, że jest zarażona HIV. Jej córeczka też – choć to nieprawda. Musi mieć widzów. Niech się dowiedzą, jaki podły jest jej mąż i jak wielka jej krzywda. Potem zaprasza do siebie po kolei innych znajomych. Wszystkim mówi, że jest już chora na AIDS i zostaje jej kilka miesięcy życia. Dziecko też jest plusowe.

Cztery minuty

Wiktoria zamyka drzwi. Klucz zostawia w zamku od wewnątrz. 17-letni syn nie może wejść. Z buzi małej wystaje koniec języka. Leży na tapczanie przykryta kołdrą do ramion. Wiktoria przytula córkę. Piersi wciskają się w małe oczy i nos coraz mocniej i szczelniej. Wystarczy dwie do czterech minut, nim następuje koniec. Rozdymają się płuca.

Wiktoria przysypia. Kiedy się budzi, mała jest sztywna. Nie krzyczy po ratunek, nagle przerażona nie stara się przywrócić dziecku oddechu. Nic. Jak tamta z Sosnowca.

Syn nie ma czystych majtek na zmianę, więc znów dzwoni, żeby matka otworzyła wreszcie drzwi. Zrzuca mu majtki przez okno. Niech idzie do ojca.

Pisze list do Jakuba. „Powiedziałam, że nie będziesz miał Antoniny, a ja zawsze dotrzymuję słowa. Jestem ciekawa, ile kobiet zaraziłeś, seksoholiku. Zgnijesz w pierdlu, życzę ci tego z całego serca. Potworze, zapłacisz za wszystko. Chcę być pochowana z Antoniną”.

Syn telefonuje do Jakuba. Coś złego dzieje się w mieszkaniu. Niech Jakub tam natychmiast jedzie. Jakub widzi, że żaluzje są zasłonięte. Pewnie jego żona z córką śpią. Następnego dnia jest z Wiktorią umówiony przed przedszkolem, do którego ma chodzić Antonina. Czeka i czeka, ale żona nie przychodzi. Wzywa policję i jadą do mieszkania Wiktorii. Żaluzje dalej opuszczone.

Nagle ktoś krzyczy, że przez balkon z trzeciego piętra wyskoczyła kobieta i leży na dolnym tarasie w kałuży krwi. Podbiega policjant. Rzucił mnie, rzucił – powtarza Wiktoria. Jakieś złamania. Nic groźnego.

Jakub czepia się gzymsów i balkonów. Wspina do mieszkania, gdzie zostało jego dziecko. Jest prawie u celu. Nagle spada w dół na beton. I też nic groźnego. Jakieś złamanie. W karetce mówią mu, że Antonina nie żyje.

Wyrok

W szpitalu psychiatrycznym na obserwacji Wiktoria nieudolnie symuluje objawy psychotyczne. Przy lekarzach rozpacza. Nie wie, dlaczego to zrobiła, ale z pewnością nie chciała śmierci córki. Gdy lekarze wychodzą, udziela się to­warzysko, pisze innym pacjentkom listy i podania, robi im fryzury.

Biegli nie stwierdzają choroby psychicznej ani działania w stanie afektu, który jest w krótkim gwałtownym porywie jak piorun burzący równowagę człowieka. Osobowość dyssocjalna – stwierdzają psychiatrzy. Taka sama diagnoza jak u matki Madzi z Sosnowca. Taki sam wyrok – 25 lat.

Polityka 34.2014 (2972) z dnia 19.08.2014; Społeczeństwo; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Mama Antoninki"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Za murami seminariów. Co chłopaków tam pcha? Jak sobie radzą?

Dziś mamy w Polsce ponad 70 seminariów, gdzie klerycy przez sześć lat są przygotowywani do swego zawodu.

Adam Szostkiewicz
24.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną