Społeczeństwo

Bluzgiem i kopem

Kontrowersje wokół hostelu LGBT

Poznański plac Zbawiciela, happening grupy Circus Ferus zrecenzowany przez członków Związku Patriotycznego Wierni Polsce. Poznański plac Zbawiciela, happening grupy Circus Ferus zrecenzowany przez członków Związku Patriotycznego Wierni Polsce. Paweł Jaskółka / PAP
Idea powstania hostelu LGBT wywołała oburzenie prawicy. Takiego nasilenia agresji i pogardy wobec osób homoseksualnych jak dziś jeszcze w debacie publicznej nie było.
Osoby transseksualne bardzo często padają ofiarą ostracyzmu i przemocy.Jason Sutter/PantherMedia Osoby transseksualne bardzo często padają ofiarą ostracyzmu i przemocy.

Zboczeńcy, perwersy, pedały – te określenia weszły już do oficjalnego słownika używanego przez prawicowych polityków i publicystów. Przestali się patyczkować, a wszelkie uwagi na temat mowy nienawiści kwitują krótko: cenzura. Nie obowiązują już zasady elementarnej logiki, kultury i empatii. Przyzwolenie na przemoc fizyczną jest tylko lekko niedopowiedziane.

Gdy ostatnio poznańska grupa teatralna Circus Ferus, zainspirowana wydarzeniami wokół warszawskiej tęczy na placu Zbawiciela, zorganizowała happening, podczas którego chciała ustawić tęczę na innym placu Zbawiciela – w Poznaniu, została zaatakowana przez kiboli, parafianki i narodowców. Kilku członków Związku Patriotycznego Wierni Polsce zaczęło kopać pudła, w których znajdowały się kwiaty. Ktoś uszkodził szkielet instalacji. Komentarz posła Stanisława Pięty z PiS: „Nawet papież powiedział, że w przypadku agresji uzasadniony jest opór. I to nie spokojni katolicy podchodzą do takich przedsięwzięć agresywnie, ale ci, którzy chcą zawojować przestrzeń publiczną”. Katolicy wypełniali według posła „moralny obowiązek”.

Małgorzata Fuszara, pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania, kieruje do nauczycieli podręcznik „Lekcja równości”, w którym osoby homoseksualne przedstawiane są jako „środowisko normalne i powszechnie znane”. Według Mirosława Orzechowskiego, wiceministra edukacji w rządzie PiS, oznacza to „piekło na ziemi”. Zakładanie, że osoby homoseksualne są takie, jak każdy inny człowiek, to skandal.

Ta nieklasyczna logika obowiązuje także w przypadku wypowiedzi na temat hostelu. Jeszcze nie powstał, a poseł Pięta zobaczył w nim „siedlisko patologii” i chorób wenerycznych. Bowiem, według posła, osoby „dotknięte upośledzeniem homoseksualizmu czy transseksualizmu” popadają w kłopoty z prawem, bo bywają niezrównoważone pod względem psychicznym i emocjonalnym. Zatem z całą pewnością będzie tam sodoma i gomora. Publicysta „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz też od razu wywnioskował, że to nie będzie żaden hostel, ale dom publiczny. Wywodzi to tak: skoro adres homohostelu ma być otoczony tajemnicą, to jak mają tam trafić potencjalni klienci? Dzięki „specjalistycznej” prasie i portalom, ale wszystkie one mają – według Ziemkiewicza – mniej lub bardziej pornograficzny charakter. „Takie sprofilowanie finansowanej przez Fundację Batorego placówki zdaje się wskazywać, że chodzi nie tyle o hostel, ile o dom schadzek. Być może inicjatorzy przedsięwzięcia nie wiedzą, że udostępnianie lokalu do takich celów nazywa się w prawie kuplerstwem i jest czynem karalnym. Wiem, fundacja jest bogata, więc może ma to wliczone w koszty” – pisze Ziemkiewicz. I pyta dalej: co będzie, jak między „tęczowy pokot” zaplącze się jakiś heteryk, a potem poczuje się molestowany i wniesie pozew? Nie stara się jednak szukać odpowiedzi. Nawet na pytanie, które uznał za najciekawsze: „po kiego mianowicie czorta?”. Założył, że pomysłodawcy nie są w stanie sprostać mu intelektualnie.

Nazwa „hostel” jest może nieco myląca, bo kojarzy się z turystyką, ale nie trzeba wielkiego śledztwa dziennikarskiego, żeby dowiedzieć się, o co w tym pomyśle chodzi. Nadal niestety zdarza się – zwłaszcza na wsiach czy w małych miasteczkach – że w momencie ujawnienia odmiennej orientacji młodzi ludzie są przez rodziców wyrzucani z domów. Raport o sytuacji społecznej osób LGBT w Polsce opisuje sporo takich przypadków. Między innymi 20-letniego geja, którego „wyautował” starszy brat po przeczytaniu jego korespondencji na Gadu-Gadu. Matka goniła go z krucyfiksem i wodą święconą; musiał uciekać z domu. Młodzi ludzie w takich sytuacjach próbują przechować się u przyjaciół, ale najczęściej wsiadają w pociąg i jadą do Warszawy. Lądują na Centralnym bez pieniędzy, znajomości, kontaktów. Nie wszyscy sobie radzą. Gdy trafiają do zwykłej noclegowni dla bezdomnych, są narażeni na przemoc i dyskryminację.

Osób transseksualnych dotyczy to w sposób szczególny. Lalka Podobińska, prezeska fundacji Trans-Fuzja, ma mnóstwo podopiecznych, dla których hostel mógłby być życiową szansą. Dziewczyna trans, która już jako 14-latka czuła, że musi zmienić płeć, była przez rodzinę szantażowana emocjonalnie; mama prowadzała ją do psychiatry, żeby „synka” leczył. Dziś jest pełnoletnia, chce się wyprowadzić, iść na studia, zacząć korektę płci. Ale nie ma żadnego punktu zaczepienia. Stanowisko rodziców jest jednoznaczne: albo zapomni o korekcie, albo o jakiejkolwiek pomocy.

Albo 40-letnia transkobieta, nie do końca sprawna intelektualnie, po porażeniu mózgowym. Cudem udało się jej przeprowadzić korektę płci. Rodzice tego nie zaakceptowali. Chcą się jej pozbyć, wymeldować z mieszkania. Jest ofiarą przemocy, ma nawet Niebieską Kartę. Powinna natychmiast się wyprowadzić, ale nie ma dokąd.

 

Osoby transseksualne bardzo często padają ofiarą ostracyzmu i przemocy. Co piąta deklaruje, że w momencie gdy zaczęła korektę płci, straciła wszystkich lub większość znajomych. Blisko połowa doświadczyła agresji psychicznej, zaczepek, poniżania, lżenia. Co czwarta była ofiarą fizycznej przemocy; często jest to niestety przemoc domowa. – Młodzi ludzie w takich sytuacjach podejmują próby samobójcze, trafiają na oddziały psychiatryczne. Potem nie mają dokąd wracać – mówi Podobińska.

Nawet dla osób o ustabilizowanej sytuacji życiowej moment podjęcia korekty płci jest bardzo trudny. Są wyrzucane z pracy albo odchodzą same, nie mogąc znieść kpin, pogardy, wrogości otoczenia. Po korekcie płci metrykalnej mają utrudniony dostęp do rynku pracy. Świadectwa z poprzednich miejsc pracy, zaświadczenia, dyplomy nie zgadzają się z płcią po korekcie. Zmiana tych dokumentów nie jest uregulowana prawnie, więc osoba 40- czy 50-letnia może nagle zostać bez udokumentowanego wykształcenia i doświadczenia zawodowego.

Jedni zatajają swoje kwalifikacje, by uniknąć ujawnienia, inni próbują otwarcie mówić prawdę, ale ta strategia też zawodzi. Tak jak w przypadku transseksualnej kobiety, która podczas rozmowy kwalifikacyjnej usłyszała, że w firmie nie ma miejsca dla kłopotliwych osób. Nie liczyło się wykształcenie, dyplom MBA, znajomość czterech języków, publikacje w magazynach naukowych. Wysłała potem kilkanaście aplikacji z CV, listem motywacyjnym i wytłumaczeniem, dlaczego we wszystkich dokumentach widnieje męskie nazwisko. Nie zaproszono jej na ani jedno spotkanie. Pracuje dorywczo, poniżej kwalifikacji.

Właśnie dla osób, które ze względu na orientację seksualną lub transpłciowość zagrożone są wykluczeniem, biedą, bezdomnością, ma powstać hostel. To projekt Stowarzyszenia Lambda Warszawa i fundacji Trans-Fuzja. Udało się zdobyć na niego grant z Funduszy Norweskich, których dystrybucją zajmuje się Fundacja Batorego. Osoby na życiowym zakręcie będą tam trafiać na trzy miesiące. Dostaną dach nad głową, wyżywienie, pomoc terapeutyczną i doradztwo pracownika socjalnego; żeby mogły się pozbierać, ogarnąć i zacząć samodzielne życie. Kryteria przyjęć i regulamin są jeszcze w opracowaniu, ale wiadomo już, że regulamin będzie dość restrykcyjny: zero alkoholu, narkotyków i seksu. Adres hostelu będzie trzymany w tajemnicy, by nie narażać jego mieszkańców na ataki „patriotów”.

Według raportu „Sytuacja społeczna osób LGBT w Polsce” w 2006 r. 18 proc. osób homoseksualnych deklarowało, że było ofiarą przemocy fizycznej, a 60 proc., że doświadczyło przemocy psychicznej. To był czas rządów PiS i LPR i dyskusji wokół zakazu Parady Równości przez ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego, podczas której padło wiele wypowiedzi pełnych stereotypów i uprzedzeń.

Choć i tak trudno to porównać do tego, co dzieje się dziś. Podobne badanie przeprowadzono w 2011 r. wśród ponad 11 tys. osób homoseksualnych. Wskaźniki przemocy znacząco spadły. Ofiarą fizycznej agresji padło 12 proc. ankietowanych, a przemocy psychicznej doznało 44 proc. To był moment, gdy do Sejmu dostali się Robert Biedroń i Anna Grodzka, toczyła się w miarę rzeczowa i sensowna debata o związkach partnerskich, a poseł PO Robert Węgrzyn za homofobiczną wypowiedź o lesbijkach, na które by sobie chętnie popatrzył, został wykluczony z partii.

Wydaje się, że działo się to wszystko w jakimś innym kraju albo innej epoce. Dziś na porządku dziennym jest odmawianie osobom LGBT podmiotowości, wręcz człowieczeństwa („to coś” posła Zawiszy), obrzucanie ich obelgami i wyzwiskami. Ton debacie – jeśli to można jeszcze tak określać – nadają ks. Dariusz Oko, poseł Pięta i prof. Pawłowicz, ich słowa pełne są pogardy i nienawiści, a słowa tworzą klimat dla czynów. Można się obawiać, że gdyby dziś przeprowadzono wśród osób homoseksualnych ankietę na temat przemocy, wskaźniki byłyby bliższe tym z 2006 r. Niedawno w lokalu Stowarzyszenia Lambda Warszawa dwukrotnie wybito szyby. Na drzwiach lokalu Kampanii Przeciw Homofobii ktoś wysprejował napis: „Pedały”. Można? Można, przecież tak mówią politycy i prawicowi publicyści.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wypadki kolarzy

Zawodowym peletonem raz po raz wstrząsają wiadomości o ciężkich wypadkach kolarzy. To tylko kumulacja pecha czy coś więcej?

Marcin Piątek
20.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną