Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Zdecydowanie polski bohater

Zbigniew Religa i jego filmowy odpowiednik

Pacjenci go uwielbiali, przełożeni niekoniecznie – za dużo robił szumu wokół siebie. Pacjenci go uwielbiali, przełożeni niekoniecznie – za dużo robił szumu wokół siebie. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Zbigniew Religa: mąż, ojciec, pijący, palący, nerwowy, uparty, znawca ludzkich serc. Film o profesorze wchodzi właśnie na ekrany kin.
Ocaleni pacjenci widzieli w nim boga – wyjmował zepsute serca, wstawiał dobre, wskrzeszał Łazarzy.Stanisław Jakubowski/PAP Ocaleni pacjenci widzieli w nim boga – wyjmował zepsute serca, wstawiał dobre, wskrzeszał Łazarzy.

Umarł w marcu 2009 r. Dwa lata wcześniej publicznie ogłosił, że ma raka płuc. Mówił o tym ze spokojem, jak przystało staremu lekarzowi i ministrowi zdrowia. Przechodził kolejne operacje, ale wciąż pracował. W wywiadach filozofował o śmierci – to sen; nie ma człowieka na Wyspach Zielonego Przylądka ani nigdzie indziej; przebywa się pod ziemią na cmentarzu. Pochowano go na Powązkach w Warszawie przy piosence Louisa Armstronga, tej wychwalającej wspaniałość świata.

Ludzie często pytali Zbigniewa Religę, kardiochirurga, co czuje, gdy podczas operacji trzyma w dłoni czyjeś serce.

Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >