Społeczeństwo

Zdecydowanie polski bohater

Niezwykłe przypadki Zbigniewa Religi

Pacjenci go uwielbiali, przełożeni niekoniecznie – za dużo robił szumu wokół siebie. Pacjenci go uwielbiali, przełożeni niekoniecznie – za dużo robił szumu wokół siebie. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Zbigniew Religa: mąż, ojciec, pijący, palący, nerwowy, uparty, znawca ludzkich serc. Film o profesorze wchodzi właśnie na ekrany kin.
Zbigniew Religa z drugim pacjentem, u którego wraz z zespołem kliniki w Zabrzu dokonał przeszczepu serca, 1985 r.Stanisław Jakubowski/PAP Zbigniew Religa z drugim pacjentem, u którego wraz z zespołem kliniki w Zabrzu dokonał przeszczepu serca, 1985 r.

Umarł w marcu 2009 r. Dwa lata wcześniej publicznie ogłosił, że ma raka płuc. Mówił o tym ze spokojem, jak przystało staremu lekarzowi i ministrowi zdrowia. Przechodził kolejne operacje, ale wciąż pracował. W wywiadach filozofował o śmierci – to sen; nie ma człowieka na Wyspach Zielonego Przylądka ani nigdzie indziej; przebywa się pod ziemią na cmentarzu. Pochowano go na Powązkach w Warszawie przy piosence Louisa Armstronga, tej wychwalającej wspaniałość świata.

Ludzie często pytali Zbigniewa Religę, kardiochirurga, co czuje, gdy podczas operacji trzyma w dłoni czyjeś serce. Spodziewali się transcendencji, boskiego uniesienia. On tylko speszony dukał o odpowiedzialności i koncentracji. Był ateuszem, uważał się za rzemieślnika, kiedyś po nieudanej operacji wypił duszkiem butelkę wódki. Koledzy go odwieźli do domu – klął i bełkotał jak każdy pijany. Ale ocaleni pacjenci widzieli w nim boga – wyjmował zepsute serca, wstawiał dobre, wskrzeszał Łazarzy.

„Bogowie”, film fabularny o Zbigniewie Relidze, wchodzi do kin za kilka dni. Na festiwalu w Gdyni wzbudził rzadko spotykany aplauz.

Był ze Zbyszka chłop prostolinijny, pamiętają Religę koledzy, każdemu powiedział, co myśli – potem ta szczerość mu przeszkadzała, kiedy został politykiem. Nadużywał słówka „kurwa”. Jako dyrektor szpitala kardiologicznego potrafił opieprzyć kogoś rano, a wieczorem przepraszać. Dzień spędzał w chmurze dymu z papierosów, zalatany, zarobiony, na telefonach, w aucie. Czasem znikał, ale wiadomo było, że wyłoni się w zakrwawionym fartuchu, bo znowu kogoś przywracał do życia na operacyjnym.

Polityka 41.2014 (2979) z dnia 07.10.2014; Społeczeństwo; s. 28
Oryginalny tytuł tekstu: "Zdecydowanie polski bohater"

Czytaj także

Ludzie i style

Związki romantyczne: zachowania, które wydają się normalne, a są toksyczne

Zdarza się, że mylimy zachowania, które są do zaakceptowania, z takimi, które stopniowo nasze związki wyniszczają.

Polityka.pl
13.05.2017