Skazani, mimo że niepełnosprawni intelektualnie

Temida z zaburzeniami
Przyznają się do winy i idą do więzienia. Nie za swoje grzechy. Seria skandali z nieporadnymi umysłowo więźniami sprawiła, że prokurator generalny zapowiada kasacje i wnioski o ułaskawienie. Nie rozwiąże to do końca problemu.
Radek Agatowski był na oddziale terapeutycznym w Potulicach, ale co chwila przenoszono go do aresztu. A tam znęcali się nad nim współwięźniowie.
SE/EAST NEWS

Radek Agatowski był na oddziale terapeutycznym w Potulicach, ale co chwila przenoszono go do aresztu. A tam znęcali się nad nim współwięźniowie.

Tylko 10 proc. kar orzekanych przez sądy to kary bezwzględne - mówi płk Krzysztof Olkowicz.
Krystian Maj/Forum

Tylko 10 proc. kar orzekanych przez sądy to kary bezwzględne - mówi płk Krzysztof Olkowicz.

Tekst został opublikowany w POLITYCE w październiku 2014 roku.

Kaliber zarzutów bywa duży. Upośledzony umysłowo Tomasz Kułaczewski przyznał się do brutalnego mordu na dziesięciolatku – bo śledczy podczas przesłuchania kazali mu siedzieć w samych spodenkach, a było zimno. Potem obiecali policyjny mundur moro. A nawet, że postrzela sobie na sucho z policyjnego glocka. I jeszcze, zachęcali, w więzieniu będzie miał leczenie psychiatrycznie. Dostał 15 lat, a leczyli go współosadzeni, tak skutecznie, że kilka razy próbował popełnić samobójstwo. Po czterech latach od zbrodni, za którą go skazano, przyznał się rzeczywisty sprawca.

Częściej chodzi o drobnicę – jakieś oszustwa, drobne kradzieże. Czasem – też o to, że nie rozumieli, że robią coś zakazanego. – Sytuacja takich ludzi w całym wymiarze sprawiedliwości, od pierwszego kontaktu z jej przedstawicielem, jest dramatyczna – mówi mecenas Anna Mazurczak z Komisji Praw Człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej. – Bez profesjonalnej pomocy są z góry na straconej pozycji i wpadają w pułapki zastawione przez wymiar sprawiedliwości.

Rzecznik praw obywatelskich prof. Irena Lipowicz dowiedziała się od dyrektora Służby Więziennej, że osób z umiarkowanym i znacznym upośledzeniem jest w więzieniach około 200. Właściwie każda z tych spraw to wątpliwy wyrok. Prokurator generalny Andrzej Seremet mówi o kilkuset sprawach, które polecił prześledzić swoim podwładnym. Ale wiele wskazuje, że takich skazanych może być znacznie więcej, skoro system penitencjarny ma do dyspozycji 1,7 tys. miejsc na 22 oddziałach terapeutycznych dla takich właśnie więźniów – i one pękają w szwach. Trafiają tam także uzależnieni, co akurat często współistnieje z zaburzeniami psychicznymi i dysfunkcją intelektualną. W każdym razie: oddziały nie są w stanie pomieścić wszystkich kierowanych tam więźniów.

A przecież wielu skazanych za nie swoje wymyka się nawet tym sitom. Żeby dostać się na oddział terapeutyczny, więzień musi zostać przebadany w ośrodku diagnostycznym. Dopiero jeżeli diagnoza potwierdzi chorobę lub niepełnosprawność intelektualną, a na oddziale jest wolne miejsce, może zostać skierowany do oddziału przez komisję penitencjarną. To wszystko trwa czasem nawet pół roku. Jeżeli wyrok jest krótki, można nie zdążyć załapać się na oddział specjalny, odsiadując swoje bez żadnej ochrony. Jak Radek Agatowski, który był na oddziale terapeutycznym w Potulicach, ale co chwila wzywano go do najbliższego aresztu w Koszalinie na kolejne sprawy za kolejne kradzieże metalowych przedmiotów (w jego mniemaniu będących złomem). A tam więźniowie spod celi maltretowali go psychicznie i fizycznie. Przez kilka miesięcy oczekiwania na rozprawę najprawdopodobniej był molestowany seksualnie, poniżany, przypalany papierosami. Służba więzienna przenosiła go z celi do celi, nie mogąc zrobić nic innego, bo areszt śledczy oddziałem terapeutycznym nie dysponuje.

Pierwszy kontakt

Areszt i więzienie są na końcu drogi. Najpierw jest przesłuchanie na komisariacie w charakterze podejrzanego. Śledczy namawiają do przyznania się do winy i jeżeli sprawa jest mniejszego kalibru (do 12 lat pozbawienia wolności) – do dobrowolnego poddania karze, w wysokości uzgodnionej z prokuratorem.

Tak było w przypadku Roberta, który chciał dobrowolnie poddać się karze za oszustwo. Proceder przestępczy był na dużą skalę, dziesiątki poszkodowanych osób, które wpłaciły zaliczki na używane samochody rzekomo sprowadzane ze Szwecji i sprzedawane na internetowej aukcji oraz takich, których dokumenty skradziono. Na tryb ugodowy nie zgodziła się jedna z poszkodowanych, będąca oskarżycielem posiłkowym w swojej sprawie.

Zastanowiło ją, że chłopak, bardzo zagubiony i wyglądający na życiową niedorajdę, jest najwyraźniej jedynym podejrzanym. Okazało się, że Robert ma za sobą trzy poważne próby samobójcze, hospitalizacje w szpitalach psychiatrycznych, choruje na depresję. Nie wiadomo, czy w ogóle jest winny, czy świadomie uczestniczył w sprytnie zorganizowanym oszustwie. Być może tylko użyczył komuś swojego konta na aukcji internetowej. Gdyby jednak dobrowolnie poddał się karze, to wszystko nie miałoby żadnego znaczenia. Podobnie jak stan jego zdrowia.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną