Wszystkie winy księdza Andrzeja

Gagatek Agaty
Obowiązuje zasada: po czynach ich poznacie. Lista czynów księdza Andrzeja spoczywa w kurii łomżyńskiej. Tylko tam wiedzą, ile w księdzu księdza, ale nie powiedzą, bo sprawa jest poufna.
Agacie ksiądz Andrzej spodobał się od pierwszego wejrzenia. Nie jako ksiądz, ale mężczyzna. Nie miała w tym względzie uprzedzeń.
Robin Bartholick/Getty Images

Agacie ksiądz Andrzej spodobał się od pierwszego wejrzenia. Nie jako ksiądz, ale mężczyzna. Nie miała w tym względzie uprzedzeń.

Albrecht Durer, „Adam i Ewa”, 1507 r.
Wikipedia

Albrecht Durer, „Adam i Ewa”, 1507 r.

Wysokie Mazowieckie, wydział zamiejscowy Sądu Rejonowego w Zambrowie. Sędzia pyta pozwaną, czy to ona napisała i podpisała trzy zobowiązania w sprawie zwrotu pieniędzy. Agata trzyma na ręku półtoraroczną córeczkę. Sędzia jest wyrozumiały, Agata, składając wyjaśnienia, siedzi na krześle.

Ma 34 lata, kłopoty z kręgosłupem, miłą twarz. Wykształcenie średnie, bez zawodu. Nie pracuje. Sędzia ustalił, że uzyskuje dochód z renty socjalnej – 619,5 zł oraz zasiłek – 153 zł. Stałe wydatki: kredyt – 95 zł, energia – 183 zł oraz wywóz śmieci – 300 zł rocznie. I konkluzja – pozwanej należy się adwokat z urzędu, ale sąd go nie przydzieli, bo sprawa jest na tyle prosta dowodowo, że nie wymaga udziału profesjonalnego prawnika.

Szybko okazuje się jednak, że sprawa nie jest taka prosta. Agata rozpoznaje swój charakter pisma na dwóch zobowiązaniach. Trzeciego ani nie pisała, ani nie podpisała. Ktoś się podszył. Osobą, która dostarczyła sądowi zobowiązania w charakterze dowodów, jest ksiądz Andrzej. Złożył pozew o 5963 zł wraz z odsetkami. Twierdził, że pieniądze Agacie pożyczył i domaga się ich zwrotu. – Dał mi 2 tys. zł, ale to nie była pożyczka – oświadczyła Agata przed sądem.

– Na co były te pieniądze? – dopytywał sędzia.

– Na utrzymanie naszego mieszkania, na czynsz, wyżywienie i na koszty paszportu, jaki na życzenie księdza Andrzeja wyrabiałam.

Sędzia sprawiał wrażenie zdziwionego. Nie mógł o nic spytać powoda, bo ksiądz na rozprawę się nie stawił. Był na poprzedniej, bez obecności pozwanej. Zapadł wtedy wyrok zaoczny, a do zasądzonej kwoty rzekomej pożyczki dodano jeszcze 500 zł kosztów procesowych, bo na tyle ksiądz Andrzej oszacował swój wydatek na dojazd do sądu. Wszystko dokładnie udokumentował. Jechał z Warszawy samochodem o pojemności skokowej 1,3 tys. cm sześc., w jedną stronę to 150 km – niech pozwana płaci. Teraz toczy się rozprawa odwoławcza.

Sędzia wpadł w jeszcze większe zdziwienie, kiedy przed jego obliczem stawił się świadek Leszek. – Kim pan jest z zawodu? – spytał sędzia. – Reporterem – wyjaśnił świadek. – W tej sprawie mam do powiedzenia to, że ksiądz Andrzej stosował wobec pozwanej mobbing psychiczny, widziałem to na własne oczy. A na domiar złego wiem, że pozwana zaszła z księdzem w ciążę. Na żądanie księdza wywołała sztuczne poronienie, czyli aborcję.

Posprzątaj mi pokój

Agata poznała księdza Andrzeja w 2007 r. Miała wtedy 27 lat, on 43. – Rzucili go do naszej parafii w Dąbrowie Wielkiej na rezydenta – wspomina. Rezydent to ksiądz bez przydziału. Pomaga w pracach duszpasterskich, ale nie ma przywilejów nawet wikariusza. Dostaje kąt na plebanii, czasem odprawia liturgie. Zdarza się, że księża zostają rezydentami za karę. Agata nie wiedziała, co też przeskrobał ksiądz Andrzej, że go przydzielono do Dąbrowy, gdzie diabeł mówi dobranoc.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną