Gdy matma nie wchodzi do głowy...

Tabliczka marzenia
Jak nie zniechęcić dziecka do matematyki?
Maciej Winiarek: „Współczesna szkoła to miejsce najbardziej nieprzyjazne matematyce”.
Lech Muszyński/PAP

Maciej Winiarek: „Współczesna szkoła to miejsce najbardziej nieprzyjazne matematyce”.

Nie można eksperymentować (co wydaje się najlepszym sposobem nauki), kiedy większość szkół przypomina muzeum pomocy dydaktycznych.
Marcin Polak/Flickr CC by SA

Nie można eksperymentować (co wydaje się najlepszym sposobem nauki), kiedy większość szkół przypomina muzeum pomocy dydaktycznych.

Jak zaznaczają psychologowie, gra idzie o wszystko – bo matematyka uczy samodzielności, myślenia, systematyczności. Czyli: życia.
Uwe Bumann/PantherMedia

Jak zaznaczają psychologowie, gra idzie o wszystko – bo matematyka uczy samodzielności, myślenia, systematyczności. Czyli: życia.

Archiwum

Marzena Świeczak, z wykształcenia geofizyk (z tytułem doktora nauk o Ziemi), z zawodu nauczycielka matematyki w Zespole Szkół nr 2 w Garwolinie, wymyśliła takie zadanie: „W garnku Kasi jest o 2,5 litra zupy dyniowej więcej niż w garnku Jasia. Jaś ma o 5 litrów zupy mniej niż Ola, która ma dwa razy więcej zupy niż Kacper. Zupa Kacpra wypełni dokładnie sześć misek o pojemności 0,8 litra. Ile litrów zupy mają razem dzieci?” (rozwiązanie zadania pod tekstem). – Trudne? Może dla kogoś, kto nie potrafi sobie tego wyobrazić – uśmiecha się Marzena Świeczak. – Piątoklasiści, nawet ci uchodzący za mniej zdolnych, którzy uczestniczyli w warsztatach „Matematyk w kuchni”, rozwiązali to zadanie błyskawicznie. Ale wcześniej, podczas trwającego cztery miesiące projektu przygotowanego i prowadzonego przez Stowarzyszenie Calos Cagathos, zrobiliśmy wszystko, żeby przestawić ich sposób myślenia o matematyce: najpierw mieli ją zobaczyć, poczuć, posmakować. Potem zrozumieć.

Obraz, ruch, zmiany

Przemysław Karpowicz, 28-letni doktorant na Wydziale Chemii Uniwersytetu Gdańskiego, przyznaje, że lekcje, na których można zobaczyć, że matematyka to narzędzie, które ułatwia życie, były marzeniem jego dzieciństwa. Niestety, ani w podstawówce, ani w szkole średniej w niewielkich Bartoszycach nikt nie pokazał, że znienawidzona „matma” nie tylko rządzi innymi naukami ścisłymi, ale też naszą codziennością. To kompletne oderwanie jej od życia i zatrzymanie na czasach Arystotelesa jest – jak przekonuje wydawca i edukator Maciej Winiarek – polską normą.

– Współczesna szkoła to miejsce najbardziej nieprzyjazne matematyce – przyznaje Winiarek. – Wiedza jest podawana w formie transmisji danych nauczyciel–uczeń. Dziecko ma słuchać i rozumieć. Jeśli matma nie wchodzi mu do głowy, rodzic powinien wysłać je na korepetycje. Niestety, mało kto zauważa, że dzisiejsi uczniowie to pokolenie obrazu: muszą najpierw zobaczyć i poczuć, a dopiero potem zrozumieć. Tymczasem zbyt szybko, bo już od pierwszej klasy, są uczeni cyfr. A przecież liczba to tylko sposób kodowania informacji – a te najpierw trzeba przyswoić, np. poprzez zabawy twórcze, eksperymenty, samodzielne dochodzenie. Niestety, nauczyciele klas 1–3, którzy często sami nie rozumieją matematyki, nie potrafią wyciągnąć ręki do dziecka i uratować go z morderczego gąszczu cyfr.

O tym, że system szkolny już na wstępie zabija wrodzone zdolności matematyczne dzieci, mówią sami nauczyciele matematyki. – Przez pierwsze trzy klasy te zdolniejsze, które dziwią się, że inne nie potrafią tak szybko liczyć jak one, są traktowane przez nauczycieli jako krnąbrne albo zarozumiałe. I równane w dół, bo mało kto ma chęć albo czas na pracę indywidualną przy przeładowanych klasach – przyznaje Dorota (prosi o niepodawanie nazwiska), nauczycielka klas 4–6 w szkole podstawowej w Gdańsku. Badania prof. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej, pedagog z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, potwierdzają tę tezę. Według niej uzdolnienia matematyczne można zauważyć już u czterolatków. Wybitne zdolności matematyczne przejawia co piąty pięciolatek i co czwarty sześciolatek. Co ciekawe, ta krzywa spada już w ósmym miesiącu nauki, kiedy fascynację liczeniem przejawia już tylko co ósmy siedmiolatek.

A przecież, jak zaznaczają psychologowie, gra idzie o wszystko – bo matematyka uczy samodzielności, myślenia, systematyczności. Czyli: życia.

Ucieczka ze szkoły

Uczniowie Marzeny Świeczak, zanim przystąpili do projektu „Matematyk w kuchni”, mieli kłopot właśnie z przełożeniem matematyki na życie, a więc łączeniem wzorów z informacjami z geografii, chemii, fizyki czy techniki. W trakcie projektu, z rosnącym apetytem na więcej, odnajdywali wyższą matematykę nie tylko w gotowaniu zupy dyniowej, ale też w pieczeniu pierników czy nakrywaniu do stołu. Przygotowywanie ciasta zamieniało się w poznawanie ciągu Fibonacciego, wycinanie pierników stawało się zabawą z kształtami, ale też z układem współrzędnych.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną