„Wiosna z mundurem”, czyli przeszkolenie wojskowe dla każdego

Za mundurem naród sznurem
Po ostatniej zmianie przepisów właściwie każdy mężczyzna może spodziewać się wezwania na ćwiczenia. A ochotniczy zryw, do którego namawia minister obrony narodowej, to zasłona dymna dla pierwszych od ponad 15 lat ćwiczeń w trybie mobilizacji.
Polityka

Manewry zorganizowane przez stowarzyszenia paramilitarne. Uczestniczyło w nich 170 osób wyselekcjonowanych z organizacji proobronnych z całej Polski, Świdnik, październik 2013 r.
Maciej Kaczanowski/Dziennik Wschodni/Forum

Manewry zorganizowane przez stowarzyszenia paramilitarne. Uczestniczyło w nich 170 osób wyselekcjonowanych z organizacji proobronnych z całej Polski, Świdnik, październik 2013 r.

Ćwiczenia wojsk chemicznych pod kryptonimem Błysk na poligonie w Wesołej.
Krystian Maj/Forum

Ćwiczenia wojsk chemicznych pod kryptonimem Błysk na poligonie w Wesołej.

Pierwszych chętnych na przeszkolenie wojskowe minister zaprosił w trybie nieoficjalnym. Konkretnie na antenie RMF FM. – Od 1 marca wszyscy pomiędzy 18 a 50 rokiem życia mogą ochotniczo odnotować się, że chcą zostać poddani ćwiczeniom wojskowym – powiedział Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej. Prowadzący audycję drążył. – Czy to będzie „akcja bankiet”, czyli dwa dni szkolenia, czy jakaś poważna operacja typu dwa miesiące szkolenia? Minister Siemoniak doprecyzował: – Powiedzmy, że to będzie coś pomiędzy bankietem a poważną operacją.

Bankiet z grochówką

Nie wiadomo, czy posłankę Krystynę Pawłowicz bardziej zachęciły słowa bankiet, czy poważna operacja, ale była jedną z pierwszych osób, które zgłosiły swój akces na szkolenia wojskowe. Wybrała opcję mniej zaangażowaną, czyli kontakt telefoniczny. Niestety, nie doczekała się konkretnych propozycji, o czym szeroko informowała opinię publiczną. – Gdyby pani poseł lepiej znała prawo, które stanowi i wykłada, to wiedziałaby, że posłowie z automatu nie podlegają poborowi do wojska, nie możemy ich wcielać w nasze szeregi – mówi wolący zachować anonimowość oficer.

Ostatecznie ustalono, że dla poseł Pawłowicz zostanie stworzony indywidualny tok włączenia jej w obronność. W konsultacji z posłanką ma go ustalić komendant Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Warszawie, sprawujący nadzór nad Wojskowymi Komendami Uzupełnień w stolicy i okręgu. – Mogłaby to być jakaś wizyta w jednostce, prezentacja broni, a może nawet krótki instruktaż strzelecki – mówi osoba zaangażowana w sprawę. Po pierwszym kontakcie telefonicznym zapał pani poseł jednak osłabł i wojskowi z ustaleniem szczegółów czekają na jego wzmożenie.

Narodowy zryw miał podobną dynamikę. Po pierwszych trzech dniach zbierania zgłoszeń wojskowi informowali o ponad tysiącu chętnych. Ale już po tygodniu fala wniosków opadła. Konkretnie na koniec drugiego tygodnia akcji na przeszkolenie wojskowe zgłosiło się 2365 osób. Z czego 1537 takich, które bardziej interesuje bankiet, czyli szybkie przeszkolenie, niż kilkumiesięczny proces zakończony złożeniem przysięgi. A i z tymi osobami, które złożyły przysięgę i mają przeszkolenie, należy obchodzić się ostrożnie, bo niektórzy daleko wychodzą poza wojskowe kryteria. Ponad 300 osób to kobiety, w różnym wieku, dla których trzeba będzie stworzyć jakąś specjalną wersję ćwiczeń. Inni zaskakują wiekiem. – Najstarszy ochotnik, który się do nas zgłosił, ma 70 lat. Twierdzi, że czuje się na tyle dobrze, żeby służyć ojczyźnie – mówi osoba przyjmująca wnioski w WKU Warszawa dla Pragi Północ. 70-latek z Warszawy nie jest rekordzistą. Najstarszy ochotnik ma 85 lat i zadeklarował swój akces wraz z koniem. Twierdził, że po uzbrojeniu go przez wojsko mógłby w pojedynkę doprowadzić do sporego zamieszania na tyłach wroga.

Wojskowi sami mają spore zamieszanie z pomysłem ministra Siemoniaka. – Ja także odpowiedziałem na apel i do WKU zgłosiłem się już 2 marca – mówi Grzegorz Leśniewski, major w rezerwie i działacz Stowarzyszenia Absolwentów Liceów Wojskowych SALW-a. – Ale nie usłyszałem żadnych konkretów, jak ma wyglądać to szkolenie, więc zadzwoniłem bezpośrednio do sekretariatu ministra obrony narodowej – dodaje Leśniewski. Z sekretariatu ministra odesłano go do Sztabu Generalnego. Tam odbył rozmowę ze wskazanym oficerem z zarządu odpowiedzialnego za kwestie związane z poborem i mobilizacją. – I tu również nie uzyskałem odpowiedzi na większość pytań. Najczęstsza odpowiedź to „proszę czekać”. Niestety, to była moja ostatnia rozmowa z przedstawicielem tego zarządu, a kolejne próby spełzły na niczym – relacjonuje Leśniewski. Ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu kilka dni później dostał osobiste zaproszenie na spotkanie od komendanta WKU, pod które podlega. W celu „przedstawienia swoich oczekiwań”.

Te kilka dni zwłoki, które zyskał oficer, z pewnością się przydały, bo wojskowi właściwie sami nie wiedzą, jak miałyby wyglądać szkolenia dla osób, które nie mają żadnego przygotowania wojskowego. Przepisy właściwie nie przewidują takiego trybu. Trzeba oddać, że już w dniu ogłaszania pomysłu uczciwie mówił o tym sam minister. – Zobaczymy, jaka będzie skala zainteresowania, i wtedy przygotujemy pod nie odpowiedni program – powiedział na antenie RMF FM Tomasz Siemoniak. A ponieważ skala nie okazała się zbyt duża, to myśli wojskowych zmierzają raczej w kierunku akcji promocyjnych niż zaawansowanego szkolenia. Czegoś w rodzaju „wiosna z mundurem”, czyli krótkiego szkolenia, prezentacji sprzętu. Tradycyjnie z grochówką w tle. Wojskowi zastrzegają, że pomysł na nieprzeszkolonych ochotników ciągle ewoluuje.

Prawdziwe nadzieje wiążą z tymi, którzy na poważnie zamierzają zaangażować się w obronność kraju i będą chcieli przejść skrócone (ok. 3 tygodni), ale zaawansowane szkolenie. Zakończone złożeniem przysięgi wojskowej. Takich ludzi spokojnie można będzie włączyć do rezerwy kadrowej. Przez następne lata wzywać na kolejne szkolenia, a docelowo włączyć ich w system mobilizacyjny.

Po kilku latach bezskutecznych zabiegów wojskowym udało się przekonać polityków do zmiany postawy w sprawie ćwiczeń, powołań i szeroko rozumianego obowiązku obronnego. Powrotu do poboru nie będzie, ale dużo ćwiczeń już tak. I to nie zawsze dla tych, którzy mieliby ochotę brać w nich udział.

Rodzina na swoim

Jak co roku na przełomie marca i kwietnia 19-latki wezwane zostały na kwalifikację wojskową, czyli tak naprawdę badanie lekarskie, przyznanie kategorii i wydanie książeczki wojskowej. W czasie pokoju to dokument właściwie nieużywany. Za to od momentu powołania staje się najważniejszą książeczką w życiu żołnierza. To tam zapisywana jest przynależność do jednostki, numer broni, liczba wydanych mundurów, no i awanse. Jeśli żołnierz ich dostąpi albo dożyje.

W tym roku do kwalifikacji stanął rocznik 1996. Kolejny z tych raczej długo dojrzewających. Po pięciu latach od zawieszenia poboru młodzi chłopcy podchodzą do tego obowiązku mocno wyluzowani. – Średnio 20 proc. zgłaszających się nie przynosi ze sobą zdjęcia do książeczki wojskowej – mówi Marian Maciejewski, który od kilku już lat zasiada w komisji wojskowej w Grudziądzu.

Pomimo że sama kwalifikacja jest raczej urzędniczym gestem bez większych konsekwencji, bo od pięciu lat zawieszony jest pobór i rząd zarzeka się, że będzie tak dalej, to i tak trudno jest wszystkich namówić do przyjścia. Na kwalifikację co roku powinno zgłosić się ok. 220 tys. 19-latków. Liczba ciągle spada, bo to już roczniki z niżu. Jeszcze w 2012 r. było ich 240 tys. Jednak liczba niezgłaszających się jest dosyć stała. Średnio ok. 10 tys. rocznie. Za niestawiennictwo grozi grzywna, a nawet sprawa w prokuraturze, ale komisje są wyrozumiałe. – Jeśli zgłosi się ktoś z rodziny i poświadczy, że młodzieniec uczy się na przykład za granicą, to komisja uznaje taką nieobecność za usprawiedliwioną – tłumaczy Marian Maciejewski z komisji kwalifikacyjnej w Grudziądzu. A pomimo tego i tak część osób nie dba nawet o to. W Grudziądzu takie sytuacje kończą się wnioskiem o doprowadzenie przez policję. – Takie są przepisy i musimy je respektować. W tym roku skierowaliśmy zaledwie osiem takich wniosków – mówi Rafał Cywiński, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego UM w Grudziądzu. W zeszłym roku w całym kraju przymusowe doprowadzenie przez policję zarządzono w przypadku 4,7 tys. osób.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną