Społeczeństwo

Ból z pigułką

Problemy z tzw. antykoncepcją awaryjną trwają w Polsce od lat

Philippe Turpin/Photononstop / EAST NEWS
Nawet jeśli sprzedaż awaryjnej pigułki antykoncepcyjnej „dzień po” odbywa się bez recepty, to wcale nie znaczy, że jest ona dostępna we wszystkich aptekach.

[Tekst został opublikowany w POLITYCE 27 kwietnia 2015 roku].

Z 23 aptek, które sprawdziliśmy, tabletka ellaOne była w sprzedaży tylko w sześciu. W kolejnych sześciu obiecywano zamówić ją w hurtowni na następny dzień. Reszta farmaceutów tłumaczyła, że tabletki nie ma także w hurtowniach. W Farmedzie w Wągrowcu aptekarka odmówiła sprzedaży, bo „nie chce ponosić ryzyka”. W Malborku natomiast farmaceutka najpierw upierała się, że rozporządzenie jeszcze nie weszło w życie. Pytana, czy jeśli przyjdziemy z rozporządzeniem w ręku, to zamówi tabletkę w hurtowni, powiedziała, że bez recepty nie ma o tym mowy. W końcu stwierdziła, że „w tym wszystkim kieruje się sumieniem” i jako farmaceuta ma prawo odmówić.

Podobne głosy od kobiet z całej Polski zbiera na swojej facebookowej stronie Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. – Z dostępnością bywa różnie. W dużej mierze zależy to od regionu. Najgorzej jest w Lubelskiem i na Podkarpaciu – ocenia Krystyna Kacpura, szefowa Federacji.

Tłumaczenie, że tabletek nie ma w hurtowniach, mogło być po części prawdziwe. Kategoria dostępności ellaOne została zmieniona decyzją Komisji Europejskiej 7 stycznia, a firma A&D Pharma Poland, która jest dystrybutorem ellaOne, dostała oficjalne jej potwierdzenie kilkanaście dni później. To oznaczało konieczność dostosowania opakowań i ulotek do nowej kategorii dostępności leku. Pierwsza partia leku w nowym opakowaniu dotarła do hurtowni na przełomie marca i kwietnia, a kolejna w połowie kwietnia. – W tej chwili nie ma już przeszkód, by ellaOne była dostępna w aptekach w całej Polsce – twierdzi Paweł Wakor z firmy A&D Pharma.

Apteka straci licencję?

Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz twierdzi, że nie ma sygnałów, by aptekarze odmawiali sprzedaży tabletki „dzień po”, a nawet gdyby miał, nie zamierza się tą kwestią zajmować, bo wymusić dostępności tego preparatu nie można. – To indywidualna decyzja przedsiębiorcy, jakim jest właściciel apteki – tłumaczy.

Jednak stanowisko głównego inspektora farmaceutycznego jest odmienne. Już kilka lat temu, gdy pojawiły się sygnały, że niektórzy farmaceuci odmawiają sprzedaży środków antykoncepcyjnych, powołując się na klauzulę sumienia, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wysłała do niego pismo w tej sprawie. Odpowiedział, że apteki mogą być zwolnione jedynie z prowadzenia środków odurzających i psychotropowych, innych wyjątków nie ma. Prawo farmaceutyczne nie przewiduje możliwości ograniczenia asortymentu ze względu na klauzulę sumienia. Aptekarzom ona nie przysługuje. Tym, którzy w sposób uporczywy odmawiają sprzedaży niektórych produktów, wojewódzki inspektor farmaceutyczny może cofnąć zezwolenie na prowadzenie apteki. – Będziemy zbierać takie sygnały i przekazywać je inspektorom, bo odmowa sprzedaży środków antykoncepcyjnych jest bezprawna i narusza prawa pacjenta – deklaruje Krystyna Kacpura. Stanowisko głównego inspektora farmaceutycznego jest o tyle istotne, że to on dysponuje realną władzą nad aptekami, a nie Naczelna Rada Aptekarska. Wydaje się jednak, że szykuje się nowy ideologiczny spór o interpretację przepisów. Podobnie w kwestii sprawdzania wieku kupujących: część aptekarzy twierdzi, że nie ma do tego prawa.

EllaOne to tzw. antykoncepcja awaryjna. Stosuje się ją do 120 godzin po niezabezpieczonym stosunku lub gdy zawiodą inne metody. Im wcześniej jednak się ją przyjmie, tym skuteczniej działa; stąd decyzja Komisji Europejskiej, by była dostępna bez recepty. W Polsce ma to jeszcze ten dodatkowy aspekt, że kobieta nie ma pewności, na jakiego lekarza trafi, i prośba o receptę może się skończyć pouczeniem, że jak potrafiła „rozłożyć nogi”, to niech sobie teraz sama radzi.

Substancją czynną w ellaOne jest octan uliprystalu, który łączy się z receptorami progesteronu, hamując owulację, zmieniając śluz, by utrudnić plemnikom drogę do komórki jajowej, albo uniemożliwiając zagnieżdżenie się zapłodnionej komórki w ściance macicy. Czyli do zapłodnienia nie dochodzi, a jeśli doszło, zapłodniona komórka, nie mogąc zagnieździć się w macicy, obumiera. W skrajnych przypadkach może chodzić o liczący kilkaset komórek zarodek w fazie blastocysty. W naturze 50 do 70 proc. zapłodnionych komórek nie ulega zagnieżdżeniu i ginie w sposób niezauważalny. Dlatego nauka zazwyczaj liczy okres ciąży od momentu zagnieżdżenia się zarodka w ściance macicy. Pigułka „dzień po” nie jest więc środkiem wczesnoporonnym, jak z uporem twierdzą jej przeciwnicy. Często jest mylona z tabletką RU486, która faktycznie ma działanie poronne i służy do wykonywania aborcji farmakologicznej, będącej alternatywą dla zabiegów. W Polsce jest ona nielegalna.

Trutki jak cukierki

„Pigułka rozpusty”, „pigułka śmierci”, „trutka na dzieci”, „cyklon B”, „Holocaust nienarodzonych” to tylko niektóre określenia używane przez prawicowych publicystów w dyskusji o dostępności ellaOne bez recepty. Według Małgorzaty Terlikowskiej przyczyni się ona do wymarcia Europy i pojawienia kalifatu. Przedstawiciele katolickiego klubu im. Św. Wojciecha pod przewodnictwem Mirosława Orzechowskiego, byłego wiceministra zdrowia w rządzie PiS, złożyli do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, uznając, że wprowadzenie pigułki „dzień po” bez recepty to działalność przeciwko życiu i przeciwko narodowi. – Prokurator nie znalazł podstaw, by podejrzewać popełnienie przestępstwa, i odmówił wszczęcia postępowania. Decyzja jest nieprawomocna, skarżący się od niej odwołali. Czekamy więc na decyzję sądu – wyjaśnia Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.

Cała ta burza pokazuje, dokąd zaprowadziło używanie w publicznej debacie takich pojęć, jak „życie poczęte”. Mówi się o zabójstwie człowieka, gdy ciąża jeszcze się na dobre nie zaczęła. Tabletkę zapobiegającą zagnieżdżeniu się blastuli w ścianie macicy porównuje się do zbrodni, jaką był Holocaust. Ten język zaprowadził do piętrowego absurdu.

Krytyków rządowej decyzji o dostępności pigułki „dzień po” najbardziej oburzył fakt, że będzie ją można kupić od 15 roku życia. Jest to prosta konsekwencja faktu, że polskie prawo od tego momentu depenalizuje współżycie seksualne. A skoro wolno uprawiać seks, to powinno się także mieć możliwość zapobiegania ciąży. Apokaliptyczna wizja nastolatek, które zamiast pomyśleć o innym zabezpieczeniu, będą łykać pigułki „dzień po” jak cukierki, raczej się nie sprawdzi, choćby ze względu na zaporową cenę. EllaOne kosztuje średnio 120 zł za sztukę (w sprawdzonych przez nas aptekach od 106 do 155 zł). Nieporozumieniem jest także określanie pigułki jako bomby hormonalnej, która rujnuje zdrowie kobiety. Ta sama substancja stosowana jest w o wiele wyższych dawkach na przykład przy leczeniu mięśniaków i – jak twierdzi część lekarzy – większą krzywdę można sobie zrobić przedawkowaniem aspiryny. Objawy niepożądane są standardowe. Można je znaleźć na ulotkach większości leków: mdłości, bóle brzucha, zawroty głowy, wahania nastroju, bóle mięśni.

Po pierwsze, substancja zawarta w tabletce to nie jest zwykły hormon tylko selektywny modulator receptorów progesteronowych. Po drugie, jej dawka została dobrana bardzo skrupulatnie, tak by była skuteczna i miała jak najmniejsze skutki uboczne – tłumaczy dr Medard Lech, sekretarz generalny Europejskiego Towarzystwa Antykoncepcji. – Została dopuszczona przez wszystkie możliwe gremia europejskie. Gdyby była rzeczywiście niebezpieczna, zostałaby natychmiast wycofana.

Nowa wojna ideowa

W krajach zachodniej cywilizacji decyzje reprodukcyjne już od dawna należą do obywateli, a państwo gwarantuje pełną dostępność środków i metod zapobiegania ciąży. W Polsce kolejne rządy udają, że problemu nie ma, mimo że jednym z warunków zaostrzenia ustawy aborcyjnej w latach 90. była pełna dostępność do antykoncepcji.

Wiadomo, że w przypadku środków hormonalnych największą barierą jest cena. Tymczasem na liście leków refundowanych od lat prawie nic się nie zmienia. – Jest tam preparat przeciwtrądzikowy, który antykoncepcję ma jako działanie uboczne, są środki, których już się w aptekach nie dostanie, bo zostały wycofane z produkcji – mówi dr Medard Lech. – Tabletki antykoncepcyjne dzielimy na trzy generacje. Na liście leków refundowanych z tej grupy są wyłącznie leki pierwszej generacji, czyli najstarsze. To nie znaczy, że one są złe, działają skutecznie, jednak pacjentki ani lekarze nie mają tu wielkiego wyboru.

Sterylizacja, która na przykład w Stanach Zjednoczonych jest najpopularniejszą metodą antykoncepcyjną, w Polsce traktowana jest jako ciężkie uszkodzenie ciała i karana więzieniem. Władze uznały, że obywatele nie są na tyle odpowiedzialni, by podjąć decyzję, że już nie chcą mieć więcej dzieci.

Wszelkie dyskusje nad zmianami w prawie natychmiast wywołują ideologiczną wojnę. Prawicowi publicyści grzmią o wymieraniu narodu, biskupi straszą ekskomuniką, dlatego rządzący wolą tych tematów unikać. Zapowiadało się, że z pigułką „dzień po” będzie podobnie. Początkowo, gdy sądzono, że ostateczną decyzję w sprawie dostępności ellaOne bez recepty będą podejmować rządy poszczególnych krajów, wiceminister zdrowia Sławomir Neumann zapowiadał, że w Polsce takiej możliwości nie będzie. Dopiero potem resort zdrowia doszedł do wniosku, że Unia jednak nie pozostawia w tej kwestii wyboru, i tabletkę dopuścił. To w Polsce największa od lat zmiana w zakresie dostępu do antykoncepcji. Teraz okaże się, jak to wygląda w praktyce.

Polityka 18.2015 (3007) z dnia 27.04.2015; Społeczeństwo; s. 38
Oryginalny tytuł tekstu: "Ból z pigułką"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jaki wpływ na kreatywność ludzi mają ich emocje

Czy kreatywność przytrafia się tylko nielicznym.

Joanna Maria Kwaśniewska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną