O człowieku, który chował się w kurierskiej przesyłce i... sam się nadał

Zapakowany
O człowieku, który sam się nadał, i co z tego wynikło.
Wyrok w sprawie zapadł przed praskim sądem ósmego miesiąca po tym, jak T. i jego koledzy zostali wrobieni przez złośliwość rzeczy martwej, jaką był telefon.
Mirosław Gryń/Polityka

Wyrok w sprawie zapadł przed praskim sądem ósmego miesiąca po tym, jak T. i jego koledzy zostali wrobieni przez złośliwość rzeczy martwej, jaką był telefon.

T. był zwyczajnym młodym mężczyzną z warszawskiej Pragi. Przed dwoma laty T. ożenił się z S. i niemal natychmiast urodził im się synek. Żona i synek byli bezrobotni, co czyniło T. jedynym żywicielem. Pracował jako dostawca pizzy. Rodzina posiadała 40 tys. kredytu konsumpcyjnego do oddania.

R. był szwagrem T. Łączyła ich zwyczajność, podobny wiek i dzielnica. Szwagier nie miał na utrzymaniu nikogo. Wiódł życie bażanta, co nie oznacza, że nie miał trosk. Posiadał niewykonywany zawód fryzjera, więc brakowało mu na wszystko.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną