Polacy szczęśliwi, ale chcą zmiany: Janusz Czapiński o wynikach Diagnozy Społecznej

Mamy chleb, chcemy igrzysk
Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, autor Diagnozy Społecznej, o wynikach najnowszej edycji badań, czyli o tym, jak bardzo szczęśliwi są Polacy.
Polityka

Kadr z filmu „Spartakus”
Splash/EAST NEWS

Kadr z filmu „Spartakus”

Polityka

Polityka

Polityka

Polityka

Polityka

Prof. Janusz Czapiński
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Prof. Janusz Czapiński

audio

AudioPolityka Jacek Żakowski - Mamy chleb chcemy igrzysk

Jacek Żakowski: – Co nam się stało?
Prof. Janusz Czapiński: – Jesteśmy coraz bardziej w raju.

W sensie?
Wszystko, co ma rosnąć, rośnie. Wszystko, co ma maleć, maleje. Z Diagnozy wynika, że szybko rosną dochody, majątki, oszczędności, szczęście, zaufanie do innych, poczucie bezpieczeństwa, zadowolenie z sytuacji kraju i rodziny. Ubywa osób, którym nie starcza na życie, które rezygnują z wydatków na zdrowie, kulturę, które uważają, że ostatni rok był dla nich zły, i które mają symptomy depresji.

Czyli to z nadmiaru szczęścia ludzie chcą wszystko zmienić?
Nie wszystko. Na razie tylko władzę.

Mieszkańcy raju nie zmieniają Boga. Najwyżej go nie słuchają i zrywają jabłko za namową węża.
Słuchają węża, bo w raju jest nudno. W piekle jest ciekawiej. A najciekawiej jest podobno w czyśćcu...

Jedyne, co o raju wiadomo na pewno, to że ludzie dokonują tam fałszywych wyborów.
Ale nie dlatego, że w raju człowiek głupieje, tylko dlatego, że widzi wybór zero-jedynkowy. Albo zjeść jabłko, albo nie. Jeśli zjedzenie jabłka jest jedyną faktycznie możliwą zmianą, to ludzie wcześniej czy później je zjedzą.

Kuszące jabłko zmiany w naszym przypadku nazywa się Szydło. To się daje zrozumieć. Ale w tle syczy Jarosław Kaczyński, nie mówiąc o innych ponurych postaciach.
Ciekawość i potrzeba zmiany przeważają.

Ale teraz skłaniają się do takiego wyboru, który – wciąż to słyszymy – może zamknąć ścieżki bogacenia się, eksperymentowania, podróżowania.
Wyborcy się tego nie przestraszą. Bo wierzą, że klucz do ich losu mają oni sami, a nie pani premier Kopacz czy pani premier Szydło. Czują, że stać ich na podjęcie politycznego ryzyka, bo nie wierzą, żeby polityka mogła istotnie wpłynąć na ich życie. 15 lat temu połowa rozczarowanych uważała, że to wina władz. Dziś uważa tak co piąty rozczarowany. Co ósmy zadowolony uważał, że to zasługa władz. Dziś uważa tak co czterdziesty. A zadowolonych jest już ponad 80 proc. Kiedy tylko kilka procent osób uważa, że ich los zależy od władzy, społeczeństwo gotowe jest podejmować bardzo ryzykowne decyzje polityczne. A zdecydowana większość Polaków wierzy, że ich los jest w ich rękach. Chcą zmiany nie dlatego, żeby poprawić sobie życie, tylko dlatego, że zrobiło się nudno, a uważają, że stać ich na ryzyko.

Z Diagnozy wynika, że zrywamy jabłko...
...chociaż już znamy przypowieść!

...bo mamy poczucie, że raju nie stracimy.
Albo damy staremu Bogu sygnał, że chcemy bardziej intrygującego świata.

„Boże, nie nudź!”.
„I przestań smęcić o tej letniej wodzie!”.

To by się dało zrozumieć, gdyby nie Ukraina. Ukraińcy kilka razy dokonali nieodpowiedzialnego wyboru i ich miasta płoną. Jak głębokie jest poczucie nieodpowiedzialności polskich wyborców?
Nie musi być bardzo głębokie, by się zdecydować na zmianę PO na PiS. Bo w wielu sprawach różnica między partiami i ich elektoratem jest nieduża. Pod względem stosunku do kary śmierci wyborcy tych partii się nie różnią. Wobec związków partnerskich różnica jest niewielka. Tylko jedna sfera zasadniczo różni te dwie grupy. To jest odpowiedź na pytanie, wedle jakich wartości budować wspólnotę. Zwolennicy PiS chcą wspólnoty narodowej opartej na stosunku do historii, Kościoła i mniej czy bardziej trafnego wyobrażenia o nauczaniu Jana Pawła II.

Jaki to ma związek z wyborem między panią Szydło i panią Kopacz?
Ci, którzy chcą wspólnoty etniczno-religijnej, nie chcą pani Kopacz, bo ona nie zapowiada budowania jakiejkolwiek wspólnoty poza obywatelską.

A wspólnota wokół „narodowego przewoźnika” Lot, którego obcym nie sprzedamy?
To jest wspólnota dumy pozbawionej transcendentnego wymiaru. „Wspólnota lotowska” jest kompletnie czym innym niż „wspólnota JPII” czy „wspólnota żołnierzy wyklętych”. Ale kluczowa różnica dotyczy Kościoła. Wśród zwolenników PiS jest trzy razy mniej niepraktykujących niż wśród zwolenników PO. To są kryteria wyznaczające podział polityczny, a nie praktyczne skutki sprawowania władzy.

Czyli z punktu widzenia PO nie warto było wypruwać sobie żył na autostrady.
Na wynik wyborów bardziej wpływa to, która partia ma mniej aferzystów i któremu kandydatowi lepiej z oczu patrzy, niż to, kto – zdaniem wyborców – będzie lepiej realizował ich interesy i prowadził wielkie inwestycje.

Kiedy Ewa Kopacz mówi, że PiS przez swoją podejrzliwość zahamuje rozwój i zamrozi inwestycje, w gruncie rzeczy umacnia pisowski elektorat, któremu chodzi o uczciwość, a nie o autostrady?
W zasadzie tak. Ale za tym jest istniejące po obu stronach politycznego podziału przekonanie, że tak czy tak, autostrady będą. A jak ich nie będzie, to też damy radę. Polacy są coraz mocniej przekonani, że dadzą sobie radę, co by się wokół nie działo.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną