Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Dożywocie

Polityka

Polityk to zawód trudny, stresujący, drenujący siły fizyczne i psychiczne ponad miarę przeciętnego człowieka. Widać to jak na dłoni, gdy przyglądamy się naszej scenie politycznej. Pełno na niej ludzi wymęczonych powtarzaniem wciąż tych samych fraz (tzw. przekazu dnia), znękanych co rusz pojawiającą się koniecznością obrony stanowiska, które dopiero co z pełnym poświęceniem krytykowali, bo taka była dotąd linia partii. Nie może więc dziwić, gdy ktoś po wielu latach politycznej działalności próbuje z niej zrezygnować.

Załamania i chęć porzucenia zawodu mnożą się zwłaszcza w okolicy wyborów parlamentarnych, kiedy do zwykłych obciążeń polityka, takich jak jeżdżenie od studia telewizyjnego do studia radiowego i z powrotem czy udzielanie prasie wywiadów, dochodzi obowiązek spotykania się z wyborcami i odpowiadania na ich podchwytliwe pytania. Okazuje się jednak, że w polskich warunkach odejście jest bardzo trudne, a czasem mimo podejmowania wielkiego wysiłku wręcz niemożliwe.

Ponieważ zwykłe oświadczenie „odchodzę” nic w życiu polityka nie zmienia (Włodzimierz Cimoszewicz ogłosił, że odchodzi, i natychmiast wystąpił w roli prostującego kręte ścieżki Zjednoczonej Lewicy na jej konwencji), więc niektórzy podejmują działania niekonwencjonalne. Wypowiadają publicznie rzeczy tak kompromitujące, że automatycznie powinni zniknąć z radarów medialnych jako ludzie zbyt niepoważni lub niekompetentni, by zadawać im jakiekolwiek pytania, a i ich partyjni koledzy powinni natychmiast odesłać ich w polityczny niebyt, żeby nie szkodzili interesowi partii.

Ale w polskich warunkach to nie działa. Na przykład Janusz Korwin-Mikke zapewnia, że „Człowiek nie jest pijany, jak ma jeden promil alkoholu we krwi.

Polityka 42.2015 (3031) z dnia 13.10.2015; Felietony; s. 107
Reklama