Społeczeństwo

Antykoncepcja po męsku

Rośnie w Polsce popularność wazektomii. Ale tylko w prywatnym obiegu i po cichu

Główny zarzut wobec wazektomii z gatunku tych medycznych jest taki, że to zabieg ostateczny. Główny zarzut wobec wazektomii z gatunku tych medycznych jest taki, że to zabieg ostateczny. Mirosław Gryń / Polityka
Odkąd mężczyznę można ubezpłodnić bezkrwawo, bez użycia skalpela, popularność wazektomii na świecie znacznie wzrosła.
Lekarze dyżurni na oddziałach urologicznych szybko kończą rozmowę: wazektomii nie robimy, polskie prawo tego zabrania.Mirosław Gryń/Polityka Lekarze dyżurni na oddziałach urologicznych szybko kończą rozmowę: wazektomii nie robimy, polskie prawo tego zabrania.
Wśród klientów klinik młodzi stanowią coraz liczniejszą grupę. 20-latki, niebędący w stałych związkach, niemający ich nawet w odległej perspektywie, niewierzący też w antykoncepcję (bo taki strach wynieśli ze szkoły), którzy panicznie boją się ojcostwa.Mirosław Gryń/Polityka Wśród klientów klinik młodzi stanowią coraz liczniejszą grupę. 20-latki, niebędący w stałych związkach, niemający ich nawet w odległej perspektywie, niewierzący też w antykoncepcję (bo taki strach wynieśli ze szkoły), którzy panicznie boją się ojcostwa.

Zabieg nie jest szczególnie skomplikowany. Żeby go przeprowadzić, potrzebny jest lekarz oraz sterylne warunki. Po podaniu znieczulenia miejscowego chirurg rozwarstwia skórę przypominającym nożyczki zakrzywionym peanem. Nerwom, naczyniom i układowi limfatycznemu nie grozi więc przecinanie. Narzędziem przypominającym odpowiednio zakrzywione szydełko lekarz wyciąga nasieniowód na powierzchnię skóry, podwiązuje go nicią w dwóch miejscach, przecina pomiędzy supełkami. Może dokonać koagulacji, czyli zamknięcia światła przeciętego nasieniowodu za pomocą temperatury, albo założyć tytanowe klipsy. Zabezpieczone nasieniowody wsuwa delikatnie do moszny. Na rozcięcie skóry najczęściej wystarczy plasterek. Zabieg trwa ok. 15–20 minut i pacjent od razu wraca do swoich spraw. To wielka zmiana, bo jeszcze niedawno mężczyzn poddawano całkowitej narkozie, a zabieg mógł skutkować cięższymi powikłaniami i bólem.

Po zabiegu, choć jądra pracują normalnie, utrzymując produkcję i hormonów, i plemników – te ostatnie mają dosłownie odciętą drogę i przestają pojawiać się w nasieniu. Ale funkcje seksualne i hormonalne zostają zachowane – nie zmienia się ani głos, ani włosy, ani inne przejawy męskości.

Wazektomię wykonuje się dziś legalnie w ponad 40 krajach świata. I bardzo często w popularyzowanie tej metody zapobiegania ciąży angażuje się państwo. Wykorzystuje kampanie społeczne, ułatwia dostęp do zabiegów na poziomie podstawowej opieki medycznej. Nie tylko w Indiach czy Chinach – ale także w krajach sytego Zachodu, gdzie zamożni mężczyźni i ich partnerki wolą wychować mniej liczne potomstwo, ale na lepszym poziomie. Tylko w Stanach przeprowadza się około pół miliona wazektomii rocznie. Publiczna służba zdrowia w Kanadzie refunduje w całości koszty zabiegu – i widać, że to duża zachęta, bo już co trzeci Kanadyjczyk go przeszedł. Rekord padł jednak w Nowej Zelandii, gdzie pod igłę trafił co drugi mężczyzna w wieku produkcyjnym. Tam mówi się, że to ciche bohaterstwo panów, chcących – dosłownie – odciążyć swoje partnerki. WHO szacuje, że z tej prostej, taniej i efektywnej metody skorzystało już 31 mln par na całym świecie. W krajach Ameryki Południowej liczba wykonywanych wazektomii w ciągu ostatnich 10 lat wzrosła czterokrotnie.

Także w Polsce liczba podobnych zabiegów wzrosła kilkukrotnie w ciągu pięciu lat. Bo choć utarło się w krótkiej historii antykoncepcji, że to kobieta jest za nią odpowiedzialna – to dorosło pokolenie kobiet, które pyta: dlaczego mamy truć się tabletkami? Zaczynają bać się o swoją wątrobę i serce, narzekają na spadek popędu i tycie – i znajdują wsparcie u partnerów. W późną dorosłość weszło też pokolenie mężczyzn, którzy rodzicielsko już się zrealizowali – i po prostu nie chcą więcej dzieci.

W polskich gabinetach o wazektomię pytają często ci, którzy trochę pojeździli po świecie. Jak P., 32-letni pacjent pioniera tego typu zabiegów dr. Eugeniusza Siwika. Gdy ostatnio wyjechał na zagraniczny projekt, przy stole spotkał się z Brytyjczykiem, Holendrem, Niemcem i Australijczykiem. I gdy rozmowa zeszła na rodzinę, szybko okazało się, że wszyscy oni są po takich zabiegach.

W większości pacjenci klinik mają 35–45 lat i deklarują, że są już szczęśliwymi ojcami. Widać wszystkie możliwe zawody – choć, statystycznie rzecz biorąc, częściej to ci bogatsi, z dostępem do wiedzy o świecie, z zastanawiającą przewagą liczebną informatyków. Sporadycznie zdarzają się np. 70-latki, którzy nie chcą rezygnować z bliskości z płodną wciąż kobietą – ale też nie chcą sprowadzać na świat potomków, których już nie zdążą wychować, albo młodzi mężczyźni, którzy odczuwają tak silny lęk przed ciążą partnerki, że rezygnują z relacji z kobietami w ogóle.

Medycyna czy przestępstwo?

Choć ostatnio nawet billboardy z reklamami wazektomii stanęły przy autostradach i w największych miastach, trend oficjalny jest odwrotny. Lekarze dyżurni na oddziałach urologicznych szybko kończą rozmowę: wazektomii nie robimy, polskie prawo tego zabrania. Dodają, że żaden publiczny szpital nie podejmie się przecięcia lub zaklipsowania nasieniowodów w celu ubezpłodnienia, bo to nielegalne. A i Polskie Towarzystwo Urologiczne wydało właśnie nieoficjalną rekomendację, by nie narażać szpitali i odmawiać zabiegów.

Przepisy nie są jasne. Ministerstwo Zdrowia nie jest w stanie podać jednoznacznej odpowiedzi, czy wazektomia jest w Polsce legalna czy nie. – Przy ocenie legalności konkretnego zabiegu konieczne jest ustalenie, czy uprawniony lekarz uzyskał dobrowolną i świadomą zgodę pacjenta, któremu w jasny i przystępny sposób zostały przekazane wszelkie informacje dotyczące przebiegu, konsekwencji, spodziewanego rezultatu i możliwych powikłań tego zabiegu – mówi Danuta Jastrzębska, naczelnik Wydziału Obsługi Mediów w ministerstwie. I zaznacza, że wiążącej wykładni prawa może dokonać wyłącznie sąd, pochylając się nad konkretnym przypadkiem.

Sąd nie pochylał się, choć w 2008 r. otarło się o prokuraturę. Wpłynęło tam wówczas zawiadomienie o przestępstwie oferowania wazektomii na portalu aukcyjnym. Złożył je ówczesny prezes Naczelnej Izby Lekarskiej dr Konstanty Radziwiłł. Wcześniej Izba zasięgnęła opinii prof. Andrzeja Borówki, krajowego konsultanta ds. urologii, który stwierdził, że jest to zabieg trwale ubezpładniający i jako taki nie jest w Polsce dopuszczalny. Mówi o tym art. 156 Kodeksu karnego: kto powoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci pozbawienia zdolności płodzenia, podlega karze pozbawienia wolności nawet do 10 lat. Konstanty Radziwiłł zawiadomił więc prokuraturę. – Staraliśmy się ukrócić tego typu praktyki, polegające na pozbawieniu zdolności płodzenia bez żadnego uzasadnienia medycznego – tłumaczy obecny prezes dr Maciej Hamankiewicz.

Prokuratura początkowo przyjęła jeszcze inną kwalifikację: art. 160, który mówi o narażeniu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dotarła też do dr. Eugeniusza Siwika, który przyznał się, że to on oferuje i przeprowadza zabiegi wazektomii – i zeznał, że za każdym razem informuje o charakterze i skutkach zabiegu, w tym o jego nieodwracalności, i dostaje zgodę pacjenta. – Jednak samo oferowanie takiego zabiegu zdaniem prokuratora nie wyczerpuje znamion żadnego przestępstwa. W marcu 2009 r. prokuratura umorzyła więc postępowanie – wyjaśnia prok. Przemysław Nowak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. I dodaje, że w tej sprawie nie było jak dotąd konkretnego pokrzywdzonego, nie było więc powodu, aby do tematu wracać.

Wartości czy wolności?

Wśród polskich lekarzy wazektomia od lat ma szczególnie wielu przeciwników, z byłym szefem Naczelnej Izby Lekarskiej dr. Konstantym Radziwiłłem oraz aktualnym dr. Maciejem Hamankiewiczem na czele. Mówią – jak Hamankiewicz – o spadającym przyroście naturalnym. Powtarzają też – jak Radziwiłł – że primum non nocere. Lekarzowi nie wolno pacjentowi zaszkodzić. Nierzadko przywołują stanowisko Kościoła, który wazektomii jawnie się sprzeciwia. Bowiem – jak tłumaczy diakon dr Jacek Jan Pawłowicz – kumuluje ona w sobie kilka wykroczeń natury moralnej: masturbację, okaleczenie i antykoncepcję. Kościół za wazektomię nie daje więc rozgrzeszenia.

Czasem przeciwnicy mówią też o rozluźnianiu obyczajów. O dziwo, ten ostatni argument pada (choć po cichu) również w instytucjach państwowych. – Teraz, w przypadku wazektomii, podobnie jak przed laty, gdy Ministerstwo Zdrowia długo nie chciało dopuścić do obrotu viagry – opowiada seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz. – Wtedy ministerstwo zapoznało się jednak w końcu z dokumentem teologów z papieskiej komisji stwierdzającym, że „viagra służy szczęściu małżonków i tworzonych przez nich rodzin” i lek dopuściło.

Główny zarzut wobec wazektomii z gatunku tych medycznych jest taki, że to zabieg ostateczny. – Dlaczego więc wszędzie mówi się, że jest odwracalna, skoro odwracalna w stu procentach nie jest? – denerwuje się dr Maciej Hamankiewicz. W praktyce pacjent może wcześniej zamrozić nasienie, które, zdeponowane w banku spermy, będzie czekać na właściwy moment, np. na in vitro. Można też spróbować odwrócić skutki wazektomii na sali operacyjnej. Choć, jak tłumaczy prof. Zbigniew Wolski, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego z Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy, to już operacja mikrourologiczna, wykonywana tylko w warunkach szpitalnych, trudna i niedająca gwarancji.

Od niedawna specjaliści wiedzą też, że u mężczyzn po zabiegu wazektomii pojawiają się przeciwciała przeciwplemnikowe. Okazuje się, że natura sama się broni przed zalewem nasienia, które nie ma ujścia. – W plemnikach zachodzą zmiany degeneracyjne, a jakość nasienia znacznie spada. Większość plemników jest niezdolna do zapłodnienia, a więc jest to trwałe uszkodzenie spermatogenezy – tłumaczy prof. Wolski. – Wazektomia niszczy więc płodność w sposób przekraczający proste przecięcie dróg nasiennych. Przepisy tego nie odzwierciedlają, bo obecne prawo opiera się na starszych wiadomościach medycznych.

Dlatego lekarze z ośrodków mających znaczące doświadczenie nie pozostawiają złudzeń: rewazektomia nie daje gwarancji przywrócenia płodności.

Informacja czy emocja?

A jednak w dyskursie prowadzonym na najwyższych emocjach, z użyciem argumentów o Kodeksie karnym oraz deprawacji i rozluźnieniu obyczajów, gubią się te – ważne przecież – informacje. W praktyce jest jak z A., który ma lat 20, lecz myśli o wazektomii bardzo poważnie, przeraża go bowiem perspektywa ojcostwa. Informacji o wazektomii szuka w internecie, lecz wszystko, co tam znajdzie zniechęcającego, składa na karb polskich obsesji antykoncepcyjnych.

Jak zauważają praktycy, wśród klientów klinik tacy jak A. stanowią coraz liczniejszą grupę. 20-latki, niebędący w stałych związkach, niemający ich nawet w odległej perspektywie, niewierzący też w antykoncepcję (bo taki strach wynieśli ze szkoły), którzy panicznie boją się ojcostwa. Najmłodszy taki klient zgłosił się do kliniki dr. Siwika, gdy miał 18 lat.

Część z nich usługę otrzymuje – jeśli nie w tej, to w innej klinice. A przecież pomocy powinni poszukać w innych gabinetach. – Zwłaszcza w przypadku mężczyzn młodszych, przed podjęciem decyzji o wazektomii należałoby porozmawiać z psychologiem. To powinien być wymóg, zanim podejmie się decyzję, którą bardzo trudno będzie zmienić – zaznacza prof. Lew-Starowicz. Tego typu lęków nie zniweluje bowiem zakrzywiony pean. Podobnie jak przy jadłowstręcie, tak i w seksualnej anoreksji, która często leżu u podłoża decyzji o ubezpłodnieniu, pomocne może być tylko profesjonalne leczenie i rozpoczęcie psychoterapii.

A zbyt młodzi pacjenci to niejedyna trudna kwestia związana z wazektomią. Bo co ma zrobić lekarz, który widzi, że pacjenta do gabinetu przyprowadziła partnerka? I że to ona jest pewna i zdeterminowana – a on jakby mniej? To też klasyczny lejtmotyw. Albo taki wątek: on chciałby przeprowadzić wazektomię, ale tak, żeby ona się nie zorientowała, pyta więc, czy to nacięcie będzie bardzo duże i czy ona ma szansę się potem zorientować?

O tym wszystkim rozmawiają z pacjentami lekarze, którzy przyjmują ich w medycznym podziemiu. Coraz rozleglejszym. Dr Eugeniusz Siwik otwiera właśnie swój jedenasty gabinet. Przyjmują tam bez standardów postępowania – bo nie mogą ich mieć, działając jako szara strefa medycyny. Za to w strachu, że od tego, co i jak powiedzą pacjentowi, zależeć może, co potem zrobi z tym prokuratura.

Polityka 43.2015 (3032) z dnia 20.10.2015; Społeczeństwo; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Antykoncepcja po męsku"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Indyjska tragedia: kto zawinił

Hindusi żyją w kraju, który każdego dnia odsłania całe piękno i nędzę istnienia. Niczego nie ukrywa – teraz w pandemii również własnej śmierci.

Paulina Wilk
13.05.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną