Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Co w paszczy piszczy

Polityka

W nawiązaniu do artykułu „Co w paszczy piszczy” (POLITYKA 35) Dinozatorland podnosi, że eksponaty w muzeum paleontologicznym nie były pomieszane. Dinozatorland podkreśla, że nie manipulowano głośnością urządzeń. Część z nich została wyłączona ze względu na wystąpienie opadów deszczu, podczas których nie mogły one pozostawać włączone. Kontrola sanepidu nie była kontrolą poziomu hałasu generowanego przez park rozrywki, a tym samym rzekome „manipulacje” urządzeniami byłyby całkowicie bezcelowe. (…) „Nocne zwiedzanie” parku rozrywki było organizowane jednorazowo w dniach 14–16 sierpnia 2015 r. i polegało na udostępnianiu gościom parku rozrywki do zwiedzania do godziny 23.00. Odnośnie „zmuszenia” do budowy ekranów akustycznych Dinozatorland podaje, że z własnej inicjatywy wybudował ekrany akustyczne wzdłuż granicy działki pani Palus-Smolik.

Radca prawny Katarzyna Tarnawa-Gwóźdź,
pełnomocnik Lemarpol Sp. z o.o.

***

Od autora: O pomieszaniu eksponatów w muzeum Dinozatorlandu pisał dr Robert Niedźwiedzki, paleontolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, co wyraźnie zaznaczyłem w tekście. Co do głośności urządzeń tak się złożyło, że tym razem padał deszcz, więc te najbardziej hałasujące były wyłączone. Podczas poprzednich kontroli najgłośniejsze urządzenia się psuły, aby zaraz po wyjeździe kontrolerów same się naprawiać, a ściślej – były uruchamiane ponownie lub pogłaśniane, co potwierdzają zeznania świadków. Nie wiem, co tym razem kontrolował sanepid.

Polityka 50.2015 (3039) z dnia 08.12.2015; Do i od redakcji; s. 114
Reklama