Drugie życie generałowych

Żony wielogwiazdkowe
Prywatność pilnowana jak wojskowa tajemnica miała dodawać peerelowskim generałom patosu. Dziś detonują go żony, wywołując czasem ironiczne uśmiechy, rzadziej współczucie. Będzie o nich jeszcze głośno, bo IPN zapowiedział kolejne wizyty w generalskich domach. U wysokich funkcjonariuszy PRL z tzw. Listy 21 trwają poszukiwania ukrytych dokumentów.
Maria Kiszczak
Maksymilian Rigamonti/Forum

Maria Kiszczak

Barbara Jaruzelska
Wojciech Łaski/EAST NEWS

Barbara Jaruzelska

Generał Wojciech Jaruzelski z żoną Barbarą
Andrzej Iwańczuk/Reporter

Generał Wojciech Jaruzelski z żoną Barbarą

Maria Kiszczak z mężem Czesławem
Stefan Maszewski/Reporter

Maria Kiszczak z mężem Czesławem

audio

AudioPolityka Edyta Gietka - Żony wielogwiazdkowe

Sesja Kiszczaków zwana ostatnią: ona w pełnym makijażu głaszcze cewnikowanego męża. Chwilę wcześniej Barbara Jaruzelska udziela wywiadów zwanych w tabloidach sekstaśmą. Skarży się na lubieżność opiekunki względem Wojtka. O bunga bunga polskich komunistycznych dyktatorów donoszą nawet portale afrykańskie.

Żony generałów II RP. Często dyplomatycznie nieobyte domowe gospodynie. Podczas gdy mężom pęczniały gwiazdozbiory na pagonach, one obierały ziemniaki. Ożywiły się, gdy oni, już starzy, nie mogli tupnąć wojskowym butem, karcąc wyjście przed szereg tygodniowym milczeniem, spuszczeniem obiadu w sedesie, niepoproszeniem do tańca na prominenckim podwieczorku. Dziś brane na spytki, prowokują żarty pokolenia Wi-Fi. Teraz nierozważne; nigdy nie miały romantycznie.

Wracali z armią rosyjską jako dobrze zapowiadający się urzędnicy ojczyzny. Namawiani przez przełożonych do szybkich ożenków. Samotna mundurowa droga budziła skojarzenia z uganianiem się za spódnicami, a tu chodziło o poświęcenie. Posłuszni. Wybierali życiowe towarzyszki jak na końskim targu. Ówczesny ideał kobiety przy mundurze to umalowana, biorąca się za boki w rezolutnym przytupie tancerka zespołu tańca i pieśni ziemi regionalnej. Przed oświadczynami inwigilowane do kilku pokoleń.

Dużo teraz ich wspomnień.

Wiek sielski

Nogi Marii ze wsi Kozy spod Bielska-Białej podpułkownikowi Kiszczakowi wpadają w oko na peronie stacji Andrychów. 24-letniej córce damskiego krawca i gospodyni domowej nic nie mówią paski/gwiazdki na jego mundurze. On jest na urlopie. Wsiada za nią do pociągu i przez dwa tygodnie tańczą bez opamiętania. Po czym on znika. Kiedy milicja w Kozach wydaje o niej bardzo pochlebną opinię, przyjeżdża z zamiarem ożenku. Wstawiony, już zwraca się do jej rodziców per mamusiu/tatusiu. Zawiadamia, że ślub za pół roku. Pod nią uginają się nogi na wieść, iż cywilny. Mamusia i tatuś nie chcą brać udziału w uroczystości bez dzwonów. Jednak liczą po cichu, że – nawet w wojskowej niewoli – ona jeszcze go nawróci. On po wszystkim nawet z nią nie tańczy.

Barbara, absolwentka baletu, na koncercie Szopena w wykonaniu Chińczyka wygląda jak zagraniczna aktorka. Ma na sobie czarną suknię z golfem. Obcisłą, z tyłu na zameczek. Pułkownik Jaruzelski widzi w niej kobietę reprezentacyjną i bystrą. Jednak ona nie reflektuje na zapoznawczą kolację. Pryncypialna. Zresztą nie ma nabożeństwa do munduru. Nie chce wyglądać przy wojskowym jak te wszystkie dziewczyny, które za wszelką cenę czepiają się żołnierzy, byle tylko nie wracać na wieś.

Jednak po kilku telefonach przystaje na zapoznanie, choć zniesmaczona jego krawatem na gumce, butami wiązanymi na przedszkolaka. Tymczasem z jego strony niespotykana kindersztuba. Ledwo się spotkali, a już czuje się w obowiązku przedstawić ją swojej matce, którą w tym celu fatyguje aż z Lublina do stołecznej restauracji Rarytas. Jednak nie zaprasza matki na uroczystość bez dzwonów. Celebrują ją u Gomułków na herbatce. Nie można powiedzieć; on daje mnóstwo dowodów miłości. Nie pije, nie pali, nie gra w karty, nie poluje (bo ona nie jest obojętna na zwierzęta). Ale też nie mówi, że kocha. Nigdy. A spacerując – maszeruje. Ona odwraca wzrok, widząc, jak zakochani kupują dla swoich kobiet bukieciki. On tylko raz wyciąga z kieszeni zmiętolone fiołki. W generalskich domach spontaniczność bywa nietaktem.

Wiek męski

A w domach są rzadko. Na wiecznych kursach w wojskowych akademiach polskich i radzieckich szkolą się z taktyki i kartografii, rysują ewentualne pozycje ataku względem czającego się imperialistycznego wroga. Tymczasem one w kuchni.

Obyczajem sowieckim, opartym na wiejsko-prawosławnym stosunku do kobiet, jest nie obnosić się z żonami publicznie. Zresztą w ustrojach nieprzewidujących wolnych wyborów, a zatem kampanii politycznych, nie są potrzebne u boku. Przede wszystkim jednak chodzi o patos. One odbierałyby go generałom.

Nie mają nic przeciwko. Status incognito zapewnia im swobodę. Większość po kilku klasach podstawówki marzy, że wraz z zamążpójściem się pożyje, pochodzi po kinach i kasynach, kupi serwantkę, radziecki samowar czy perfumy z Zachodu. Tymczasem oni natychmiast sztywnieją.

Coraz częściej migają na transmitowanych w telewizorach plenach. Przybywa im gwiazdozbiorów na mundurach, a żonom – wraz z ciążami – domowej pracy.

W związku z garami Maria Kiszczak spieszy się z pracy w zawodówce, gdzie uczy ekonomii. Jako jedyna generałowa broni magisterki jeszcze w okresie narzeczeńskim. Proponują jej nawet dalsze szkoły w Związku Radzieckim, ale tatuś boi się, iż wróci komunistką. Początkowo nie dociera się z Czesławem kulinarnie. On wylewa do sedesu danie pierwsze oraz drugie. Bez komentarza. Sama powinna domyślić się, co jest dla niego dobre. Mija sporo obiadów w sedesie, zanim odkrywa, że on preferuje frytki plus befsztyk smażony à la koszary na głębokim oleju. Zaś aby frytki były na czas, ziemniaki należy obrać przed pracą.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną