Społeczeństwo

Pergola z macewami

Akcja ratowania żydowskich nagrobków

Strażacy z Rozprzy zgłosili się do From The Depths w 2015 r. Przeprowadzili dwie akcje poszukiwania macew. Na trzecią na razie nie ma pieniędzy. Strażacy z Rozprzy zgłosili się do From The Depths w 2015 r. Przeprowadzili dwie akcje poszukiwania macew. Na trzecią na razie nie ma pieniędzy. Jacek Łagowski
Ludzi zaczęły uwierać żydowskie nagrobki w prywatnych gospodarstwach, ogrodach i na posesjach, ale nie zawsze wiedzą, komu je dziś zwrócić. Z tym pytaniem dzwonią do Fundacji From The Depths.
Jonny Daniels, potomek Żydów z Dobrzynia nad Wisłą. Rozpoczął Projekt Matzeva, by umarłym przywracać należną im pamięć, a żyjącym ślady ich rodzinnej przeszłości.Jacek Łagowski Jonny Daniels, potomek Żydów z Dobrzynia nad Wisłą. Rozpoczął Projekt Matzeva, by umarłym przywracać należną im pamięć, a żyjącym ślady ich rodzinnej przeszłości.
Przed 1939 r. w Polsce było ponad 1200 żydowskich cmentarzy. Były niszczone i w czasie wojny, i w PRL. Zachowało się zaledwie kilka procent.Jacek Łagowski Przed 1939 r. w Polsce było ponad 1200 żydowskich cmentarzy. Były niszczone i w czasie wojny, i w PRL. Zachowało się zaledwie kilka procent.
Żydowskie nagrobki zostały wykorzystane do budowy obory w Starowoli. Właściciel najchętniej by się jej pozbył. Ściągające do macew wycieczki zakłócają jego spokój.Jacek Łagowski Żydowskie nagrobki zostały wykorzystane do budowy obory w Starowoli. Właściciel najchętniej by się jej pozbył. Ściągające do macew wycieczki zakłócają jego spokój.
Unikatowa polichromowana macewa lewity Icchaka Różyckiego z 1904 r. jest jedną z 20 znalezionych dotąd w Rozprzy.Jacek Łagowski Unikatowa polichromowana macewa lewity Icchaka Różyckiego z 1904 r. jest jedną z 20 znalezionych dotąd w Rozprzy.

Droga za torami w Międzyrzeczu Podlaskim byłaby zwykłym leśnym traktem, gdyby nie to, że jest zbudowana z żydowskich nagrobków. Część macew leży dość płytko, wprawne oko zobaczy wystające fragmenty. Jonny Daniels, prezes Fundacji From The Depths, wykopuje i oczyszcza z ziemi kolejne elementy. Są dość niewielkie, ponieważ pod umocnienie dróg macewy były tłuczone, ale można z nich odczytać hebrajskie napisy. Wydobyte części płyt Daniels przenosi na pobliski cmentarz żydowski.

Za ceglanym murem cmentarza wieje pustką. Na prawie 3-hektarowym terenie zachowało się jakieś 80 nagrobków, w tym trzech międzyrzeckich rabinów: Dawida Flinkera, Bera Roskina i Pejsacha Racko, których gestapo zamordowało tego samego dnia, w lipcu 1942 r. To niewielki procent tego, co było tu przed wojną, ale i tak sporo, bo z większości kirkutów w Polsce nie został kamień na kamieniu.

Projekt Matzeva

Sztandarowym dziełem Fundacji From The Depths jest Projekt Matzeva – ocalenie żydowskich nagrobków użytych jako materiał budowlany. Zanim Jonny Daniels zajął się przywracaniem macew na cmentarze, był doradcą wiceministra obrony narodowej Izraela Danny’ego Dannona. W styczniu 2014 r. organizował obchody 69. rocznicy wyzwolenia Auschwitz-Birkenau. Damian Kwiek, dziennikarz Programu Trzeciego Polskiego Radia, zaprosił go na wycieczkę po Warszawie. W Parku im. płk. Jana Szypowskiego-Leśnika na Gocławku pokazał macewy wbudowane w pergole i murki. Na koniec podarował album Łukasza Baksika „Macewy codziennego użytku”. Fotograf kilka lat jeździł po Polsce w poszukiwaniu żydowskich nagrobków wykorzystanych do budowy domów, budynków gospodarczych, schodów, chodników, ogrodzeń i murków, przerabianych na nagrobki innych wyznań czy wykorzystywanych jako koła szlifierskie i żarna.

Macewy dla wielu osób są tylko płytami, hebrajskie napisy nic dla nich nie znaczą. Ale wyobraź sobie, że chodnik jest zbudowany z nagrobków, na których możesz przeczytać: Helenka Kowalska, żyła 6 lat. Dla mnie był to przerażający widok – mówi Jonny Daniels, którego przodkowie pochodzą z Dobrzynia nad Wisłą. Pradziadek przeżył wojnę, bo wyjechał do Anglii, ale w Holocauście zginęła cała jego rodzina.

Jesienią tego samego roku wrócił do Polski i powołał Fundację From The Depths. Jednym z pierwszych działań w ramach Projektu Matzeva było wydobycie fragmentów nagrobków właśnie z pergoli w Parku Szypowskiego i umieszczenie ich na bródnieńskim cmentarzu żydowskim. Z 400 tys. macew przed wojną, do dziś przetrwało na nim zaledwie 3 tys. Większości nigdy nie uda się odzyskać. – Posłużyły m.in. do budowy praskiego zoo, podobno część z nich zalana betonem leży pod wybiegiem dla lwów. Trudno. Muszą tam zostać – mówi Lena Klaudel, koordynatorka Projektu Matzeva. – Skupiamy się na tych, które można wydobyć. A i tak mamy pełne ręce roboty. Niemal codziennie dostajemy zgłoszenia.

Powrót na cmentarze

Przed drugą wojną światową w Polsce było ponad 1200 żydowskich cmentarzy, z czego do dziś zachowało się zaledwie kilka procent. Niszczenie kirkutów zapoczątkowali Niemcy. Podczas wojny macew używali głównie do budowy dróg. – Mieli nie tylko darmowe materiały budowlane, ale i siłę roboczą – mówi Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego. – We Włodawie wnuk musiał rozbijać nagrobek własnego dziadka. Co miał robić, gdyby nie wykonał polecenia, toby go rozstrzelano…

W PRL całe cmentarze znikały przy okazji powstawania ulic i osiedli. Z darmowego budulca – wobec nieobecności właścicieli i za przyzwoleniem władz – korzystała też miejscowa ludność. W Pilicy z macew jest wybudowany niemal w całości jeden z domów mieszkalnych, łącznie z wychodkiem wyłożonym XVII-wiecznymi nagrobkami; w Końskich – wybrukowana zajezdnia autobusowa; w Boćkach na Podlasiu – wyłożony mur cmentarza katolickiego; w Pakości – fundament kapliczki; w Szczecinie – murek piaskownicy; z macew są zrobione schody w klasztorze w Kazimierzu Dolnym i setki innych budowli w całej Polsce. „W Pszczynie, z której pochodzę, jest cmentarz żydowski. Jako dzieciaki włóczyliśmy się tam z bratem i już wtedy zauważyłem, że giną nagrobki, że ich coraz mniej i mniej. To były lata 90. i wciąż się to działo” – wspomina Łukasz Baksik we wstępie do swoich „Macew codziennego użytku”.

W Broku Krzysztof Bielawski, który od 11 lat dokumentuje kirkuty i zabytki żydowskie, znalazł koło szlifierskie z macewy, na której można było odczytać imię zmarłej. Zastanawiał się, dlaczego gospodarz przyciągnął nagrobek z cmentarza żydowskiego, mógł przecież wziąć z katolickiego, który miał znacznie bliżej? – Antysemityzm, brak szacunku dla zabytków oraz przyzwolenie władz sprawiały, że cmentarze żydowskie były dewastowane – odpowiada sam sobie Krzysztof Bielawski, który dziś pracuje w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. – Pamiętajmy, że zaledwie 48 lat temu przez Polskę przetoczyła się antysemicka kampania. Rozmawiałem z osobą, która pod koniec lat 70. była w Łańcucie. Zapytałem ją, czy widziała synagogę. Powiedziała mi: To nie były czasy, kiedy przewodnicy prowadzali turystów do synagog.

Temat żydowskiej społeczności przestał być tabu po przełomie w 1989 r., chociaż trudno mówić o rewolucji. W 1997 r. rząd przyjął ustawę o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w RP, dającą narzędzia prawne do zadbania m.in. o cmentarze. – Te niewielkie środowiska w Polsce nie są w stanie zaopiekować się wszystkimi cmentarzami. W większości miejscowości, gdzie przed wojną społeczność żydowska liczyła nawet 50–75 proc. ludności, dziś nie została z niej ani jedna osoba. Z roku na rok widzimy jednak coraz większe zaangażowanie Polaków w przywracanie pamięci o polskich Żydach – mówi Monika Krawczyk, dyrektorka Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego, która wspólnie z ambasadą Izraela w Polsce od 2006 r. wyróżniła 182 osoby i instytucje, przyczyniające się do ochrony dziedzictwa kulturowego Żydów.

O historii społeczności żydowskiej coraz częściej chcą mówić nauczyciele w szkołach. Nie zawsze jednak wiedzą, jak odpowiedzieć na pytanie dzieci, dlaczego na żydowskim cmentarzu nie ma nagrobków i co się stało z połową mieszkańców miasta? – Dziś mamy do czynienia z pokoleniami, które nie doświadczyły wojny. Interesuje ich zapomniana historia miejscowości, w której żyją. Ale bardzo trudno jest mówić o Holocauście, nie powodując u dzieci traumy, a jednocześnie nie dryfować po powierzchni – mówi Lena Klaudel.

From The Depths, chcąc pomóc szkołom prowadzącym takie zajęcia, we współpracy z kuratorium oświaty opracowuje scenariusz lekcji. Konsultantami są profesorowie z University College London oraz absolwenci wydziału nowych metod edukacji Harvardu. – Nie chodzi tylko o to, żeby odzyskać kamienie, ale zmienić myślenie społeczne na temat społeczności żydowskiej – mówi Lena Klaudel.

Wieczyste nieużytki

Coraz częściej ludzi uwierają nagrobki w ich gospodarstwach, ogrodach i na posesjach. Ale niektórzy dzwonią do From The Depths wciąż anonimowo, choć im są młodsi, tym odważniej mówią o znalezisku. Wojnę znają z podręczników historii, nie czują się winni powojennym grabieżom, nawet jeśli dokonywali tego ich dziadkowie.

– Nikogo nie rozliczamy z przeszłości, nie oceniamy. Czasami ludzie sami się otwierają i chcą opowiedzieć historię nagrobka. My nigdy ich nie wypytujemy, kto, kiedy i dlaczego wziął macewy. Chcemy jedynie, żeby wróciły na cmentarze, czyli tam, gdzie ich miejsce – mówi Lena Klaudel.

W 2015 r. do fundacji zgłosili się strażacy z Rozprzy koło Piotrkowa Trybunalskiego. Starsi mieszkańcy pamiętali, że przed laty za wsią był kirkut, ale po żydowskim cmentarzu została jedynie łąka porośnięta krzakami. – Gdy dzwoniłem do fundacji, to miałem do powiedzenia tylko tyle, że gdzieś był tu u nas cmentarz żydowski. Lena i Jonny przyjechali do Rozprzy, po nitce do kłębka doszliśmy, że leżał tuż obok dzisiejszego cmentarza katolickiego – mówi Piotr Skrobek, naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Rozprzy.

Teren kirkutu w planach zagospodarowania przestrzennego jest zapisany jako wieczyste nieużytki. Na podstawie starych map na powrót wytyczono granice tej jednej ze starszych żydowskich nekropolii w Polsce (z końca XVII w.). Okazało się, że nie wszystkie nagrobki po wojnie zostały wywiezione. W październiku strażacy odnaleźli cztery dobrze zachowane płyty, leżały płytko pod ziemią. Dotąd udało się wydobyć w sumie 20 nagrobków. Wśród nich polichromowaną macewę z 1904 r. lewity Icchaka Różyckiego. Można z niej wyczytać, że był człowiekiem hojnym, o czym świadczy namalowany dzban; książki mówią o wykształceniu. Nie wiadomo, co jeszcze skrywa rozprzański cmentarz, na kolejną akcję na razie nie ma pieniędzy.

Kiedy pierwsze nagrobki na powrót stanęły na kirkucie, starsi mieszkańcy wsi pytali, po co burzyć spokój i wywoływać duchy tej strasznej przeszłości? Początkowo strażacy, przywracając cmentarz żydowski, nie czuli poparcia lokalnej społeczności. Ale miesiąc później podczas drugiej akcji pomagali też ludzie ze wsi. Wśród nich Robert Skorupa, student historii, dziś niezastąpiony wolontariusz w fundacji: – Przed wojną ok. 50 proc. społeczności Rozprzy stanowili Żydzi. Wielu zginęło w getcie w Piotrkowie Trybunalskim. Inni wyjechali stąd zaraz po wojnie. Macewy to dziś jedyny ślad po nich.

Kiedy druga akcja dobiegła końca, wielu mieszkańców wsi przyszło zapalić świeczki po swoich niegdysiejszych sąsiadach. Na cmentarz w Rozprzy przyjechała też Anna Azari, ambasador Izraela w Polsce. – Stała przed nagrobkiem Icchaka Różyckiego i nie mogła się nadziwić, że taka piękna jest ta nasza macewa – wspomina Piotr Skrobek.

Ślady przodków na oborze

Pan Tadeusz ze Starowoli koło Parysowa na Mazowszu z macew ma wybudowaną oborę. Nie hoduje już zwierząt, jest na emeryturze, w budynku przechowuje drewno. Kiedy kupił gospodarstwo, obora już tam stała. Wiele lat nikt nie zwracał na macewy uwagi, bo hebrajskie napisy w okolicznych wsiach można znaleźć na niejednym chlewiku, podmurówce i schodach. Z całego cmentarza w Starowoli do czasów współczesnych zachował się jeden nagrobek. Nie został oszczędzony nawet ohel cadyka Jehoszuy Aszera Rabinowicza (zmarł w 1862 r.), zrekonstruowano go dopiero w 2012 r. Portal www.kirkuty.xip.pl przytacza fragment e-maila przesłanego do redakcji przez byłą mieszkankę Parysowa: „Ludzie chodzili na ten cmentarz w poszukiwaniu skarbów. Wierzyli, że Żydzi zabierali ze sobą do grobu całe majątki. Więc kopali, kopali, kopali. Trwało to latami”.

Dziś pan Tadeusz najchętniej pozbyłby się obory. Na razie za oglądanie nagrobków pobiera opłatę, bo – jak tłumaczy – musi przecież za to mauzoleum płacić podatki i znosić zakłócanie spokoju przez kolejne wycieczki. Od kilku lat przyjeżdżają do niego Żydzi, obchodzą oborę z każdej strony, czytają inskrypcje, szukają śladów przodków. Korzeni szuka też Boaz Pash, który 6 lat był naczelnym rabinem Krakowa. Urodził się w Jerozolimie, ale jego przodkowie pochodzą z Parysowa, być może ślad po nich jest właśnie na budynku gospodarczym pana Tadeusza. Na razie rabin skontaktował się z From The Depths.

Fundacja każdy kawałek macewy wydobytej z chodnika, budynku czy rzeki, jeśli da się odczytać choć fragment napisu, zamierza umieścić w internetowej bazie danych: imię, nazwisko, data śmierci, gdzie macewa została znaleziona i gdzie dzisiaj się znajduje.

– Często już drugie powojenne pokolenie szuka choć strzępów informacji o swoich przodkach. Ale w domach po ich bliskich, jeśli przetrwały do dziś, mieszkają obcy ludzie, którzy o poprzednich właścicielach nic nie wiedzą, a czasami nie chcą mówić. Cmentarza albo nie ma, albo niewiele z niego zostało. Dlatego chcemy przywrócić pamięć o zmarłych, a żyjącym dać możliwość odnalezienia śladów swoich przodków – mówi Jonny Daniels.

Monika Stelmach, fotografie Jacek Łagowski

Polityka 11.2016 (3050) z dnia 08.03.2016; Na własne oczy; s. 108
Oryginalny tytuł tekstu: "Pergola z macewami"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną