Społeczeństwo

Papu ****

Adres: Warszawa, Al. Niepodległości 134/136

Niedawno otwarte café, bar i restauracja o drażniącej pretensjonalnością nazwie Papu mieści się na rogu alei Niepodległości i Ligockiej. Dwie sale, jedna dla niepalących, ładnie, z dyskretnym wdziękiem urządzone, wygodne, nowoczesne meble, elegancka zastawa, sprawna obsługa.

Karta dań bardzo przyzwoita. Trzy propozycje zimnych przekąsek, sześć – gorących, cztery rodzaje zup, pięć rodzajów sałat (bardzo duże porcje). Następnie pasty, czyli makarony, i pierogi (8 propozycji). Siedem dań głównych mięsnych i trzy rybne. I na koniec siedem deserów. Łącznie 43 pozycje, jest więc z czego skomponować posiłek. Tym bardziej że kelner proponuje jeszcze dania w karcie nieuwzględnione. Daliśmy się namówić na rybę maślaną, która była rewelacyjna w smaku, ale również i w cenie (60 zł).

To nie jest tania restauracja. Nastawiona na ludzi zamożnych, poszukujących wyrafinowanej kuchni i eleganckiego lokalu, nieprzywiązujących większej wagi do rachunku. Czy takiej klienteli wystarczy, aby zamortyzować poniesione koszty i wyjść z satysfakcją?

Trzeba przyznać, że kuchnia jest na najwyższym poziomie. Nereczki, czyli cynaderki, cielęce w oliwie z czosnkiem i siekaną pietruszką (27 zł), były miękkie, delikatne i aromatyczne. Warto to podkreślić, bo cynaderki w wersji ohydnej były w PRL w każdym lokalu, a po transformacji ustrojowej stały się rzadkością.

Zamówiliśmy też, co było pewnym ryzykiem, risotto z marynowaną w winie cielęciną, parmezanem i czarnym pieprzem (33 zł). To jest danie, które należy zamawiać tylko we włoskich restauracjach, bo bardzo łatwo je spaprać i przemienić w niejadalną breję. Tym razem odwaga została nagrodzona.

Wspaniała była sałata lodowa z plastrem koziego sera, z plasterkami migdałów, octem balsamicznym i kroplą miodu (39 zł). To danie na konkurs.

Można natomiast zrezygnować z rosołu borowikowego z kawałkami pieczonej kaczki (21 zł). Ten pomysł szefa kuchni nie był najlepszy.

Daliśmy się też namówić na kotleciki jagnięce z rozmarynem i ryżem koperkowym (59 zł), co było błędem nie tylko ze względu na bardzo wygórowaną cenę, ale przede wszystkim dlatego, że jagnięcina była twarda.

Świetną decyzją było zamówienie na deser owoców z pieca w zabaione (25 zł). Okazały się to być truskawki i czarne jagody w idealnie przyrządzonym sosie, który jest włoskim deserem narodowym.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Polska bordową wyspą

Mimo antysmogowego wzmożenia marsz do oczyszczenia polskiego powietrza będzie długi.

Jędrzej Winiecki
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną