Jak Brexit wpłynie na życie na polskiej prowincji

Zbędni i inni
Rozmowa z prof. Wojciechem Łukowskim, socjologiem, o tym, jak nastroje w Londynie przekładają się na decyzje pod Giżyckiem, o polskiej emigracji i prowincji.
„Nawet jeśli dzisiejsi emigranci nie mają łatwo, to wierzą, że łatwiej będą miały ich dzieci. To daje ogromną motywację”.
Piotr Małecki/Napo Images/Forum

„Nawet jeśli dzisiejsi emigranci nie mają łatwo, to wierzą, że łatwiej będą miały ich dzieci. To daje ogromną motywację”.

„Nie można sprowadzać Brexitu do samych Polaków. Ale lęk przed emigrantami był jednym z kluczowych powodów”.
Flickr CC by 2.0

„Nie można sprowadzać Brexitu do samych Polaków. Ale lęk przed emigrantami był jednym z kluczowych powodów”.

Prof. Wojciech Łukowski
Krzysztof Żuczkowski/Forum

Prof. Wojciech Łukowski

Juliusz Ćwieluch: – Można powiedzieć, że Anglicy stracili zimną krew?
Wojciech Łukowski: – Sytuacja ich nieco przerosła. W efekcie dokonał się mentalny Brexit, który już obserwujemy w postaci wzmożonych ataków pod adresem emigrantów, w tym z Polski. Ale to nie przesądza jeszcze ostatecznej pozycji Polaków w Anglii.

Nie ma problemu?
Jest. Ale głównie dla tych, którzy jeszcze nie podjęli decyzji o wyjeździe do Anglii, choć mają ją w głowie. Natomiast ci, którzy już są w Wielkiej Brytanii, stali się zakładnikami własnych decyzji. Będą racjonalizować swoją sytuację. Wchodzić w narrację typu „Anglicy bez Polaków by zginęli” albo „jesteśmy biali, normalni i nie wysadzamy się metrze”. Ma to poprawić ich nastrój i pozwolić na odcięcie się od innych emigrantów. Silny rasizm, który uaktywnił się w Polakach mieszkających w Anglii, to zresztą temat na ciekawe badania.

Naprawdę „zginęliby bez tych Polaków”?
Z pewnością Wielka Brytania, o ile nadal pozostanie Wielką Brytanią, potrzebuje rzeszy ludzi do wykonywania nisko opłacanych, prostych prac. I do tego celu niezbędni są emigranci. Ale nie mam przekonania, że jakoś szczególnie zależy im na tym, żeby to byli Polacy. Ten kraj, wraz ze swoją kolonialną historią, miał wiele czasu na to, żeby przyzwyczaić się do wielokulturowości i inności. To, że ktoś jest biały, nie jest tam automatycznym atutem. Wymienialność emigrantów to jeden z mechanizmów regulacji rynku pracy stosowany przez kraje dominujące.

Czyli zaczną się pozbywać Polaków?
W przypadku Anglii nie spodziewam się odgórnych nacisków na wypieranie Polaków. Co innego w przypadku Niemiec, gdzie moim zdaniem Polacy będą jednak sztucznie wypychani z rynku pracy, bo trzeba będzie zagospodarować ten prawie milion emigrantów, który napłynął tam w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Wymienią Polaków na Irakijczyków czy Syryjczyków?
Moim zdaniem nie bardzo mają inne wyjście. Ten projekt musi się udać choćby z przyczyn politycznych. Od tego zależy nie tylko spokój wewnętrzny i polityczna stabilność Niemiec. Ale też pozycja międzynarodowa tego kraju, bo wbrew powszechnym mitom duża część z tych emigrantów to niezwykle silnie zmotywowani do pracy ludzie. Gotowi przyjąć każde warunki rynku pracy. Ten ruch co najmniej na jakiś czas zablokuje możliwość dopływu nowych pracowników z Polski. Tych już tam osadzonych raczej nie będzie to dotyczyło.

Wróćmy do naszych emigrantów. Kto wyjeżdżał?
Ludzie zbędni.

Właśnie udało się panu obrazić parę milionów ludzi. Jestem pod wrażeniem.
Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie chodzi o ludzi, którzy nic nie potrafią albo nie mają kwalifikacji. Wręcz przeciwnie. Bardzo często są to ludzie dobrze wykształceni, o wysokich kwalifikacjach. Oni są zbędni z perspektywy rynku pracy, który po prostu nie ma im nic do zaoferowania.

Jak wygląda typowy emigrant?
Jeśli w ogóle istnieje taki modelowy emigrant, to jest to osoba bezpośrednio po ukończeniu szkoły z epizodem na rynku pracy. Czasem bez. Mówiąc o epizodzie, mam na myśli najczęściej jakieś rozczarowujące doświadczenie. Wynikające zresztą ze specyfiki polskiego rynku pracy, który jest płytki, a jednocześnie reglamentowany. Z moich badań sprzed kilku lat wynika, że przy obsadzie miejsc pracy kryterium kompetencji nie jest w Polsce decydujące. Bardziej liczą się znajomości, przynależność partyjna.

Układ. PiS obiecało go zlikwidować.
PiS wymienia ludzi z jednego układu i zastępuje ludźmi z własnego. Te hurtowe zwolnienia w agencjach, obsady stanowisk w stadninach to przecież ciągle ten sam schemat. PiS go wręcz konserwuje, a nie rozbija.

A dlaczego ludzie się nie buntują?
Bo już się do tego przyzwyczaili. Uznali, że tak po prostu jest. A na dodatek ci najbardziej skorzy do buntu wyemigrowali do dużych miast albo za granicę. PiS stwarza złudzenie naprawiania sfery zatrudnienia. Zwłaszcza zniesienia negatywnej segmentacji rynku pracy, który dzieli się na rynek uprzywilejowany i podrzędny. W segmencie podrzędnym prace są kiepsko płatne. Raczej na umowę niż na etat, a czasem w ogóle bez umowy. I PiS, podnosząc płacę minimalną oraz medialnie walcząc z umowami śmieciowymi, stwarza wrażenie zaangażowania w poprawę rynku pracy.

Emigracja to ucieczka do przodu?
Kanalizuje frustrację. Jest ziemią obiecaną ludzi, którzy wypadają poza system. Pierwszy burmistrz Giżycka, który rządził tym miastem przez dwie kadencje i moim zdaniem robił to całkiem sprawnie i uczciwie, również jest na emigracji. Po przegranych wyborach okazało się, że nie da się zagospodarować jego potencjału. Odnalazł się w Wielkiej Brytanii.

A dlaczego Wielka Brytania?
Anglicy pierwsi zrozumieli, że emigracja to szansa, a nie zagrożenie, i niezwykle liberalnie podeszli do zatrudnienia cudzoziemców. Możesz nie znać języka, a i tak gładko przejdziesz formalności niezbędne do podjęcia legalnej pracy. Niemcy zwlekali kilka lat z otworzeniem swojego rynku i cały czas go kontrolują. Anglia stała otworem.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną