Tragiczna miłość z kłamstwem o chorobie w tle

Seks, kłamstwa i rak z przerzutami
Fabian P., poderwany na nowotwór złośliwy, pragnął spocząć z ukochaną w dwuosobowej mogile.
Mirosław Gryń/Polityka

Mirosław Gryń/Polityka

Jeśli istnieje życie po życiu, Fabian P. musi czuć się podle na tamtym świecie jako perfidnie wmanewrowany w oszustwo. Strzelając sobie w serce, był przekonany, że jego kobieta umarła przed kwadransem po wielomiesięcznych zmaganiach z nowotworem, którym współczująco towarzyszył. Skrajnie romantyczny, dołączył do niej, jak obiecał. Planowali z wyprzedzeniem, iż spoczną we wspólnej mogile. Tymczasem nowotwór ukochanej okazał się starannie tworzoną legendą z dozowanym napięciem, na użytek spadku po nim. Wągrowieckie love story reżyserowane przez Kamilę K. z detaliczną dbałością o dekoracje miało liczne zwroty akcji.

Fabian P. od maleńkości był nieprzeciętnie wrażliwy. Ratował dziewczyny topiące się po jeziorach i basenach, ustępował miejsca staruszkom, przeciągał pijaczków na chodnik ze środka ulicy. Mawiał: ktoś musi. Przy tym bardzo zrównoważony hormonalnie mężczyzna, co przyczyniło się zresztą do porzucenia studiów fizjoterapeutycznych. Fabian spodziewał się, że w przyszłości będzie zawodowo masował oliwkowe dziewczyny z solariów i jeszcze brał za to pieniądze. Tymczasem na szpitalnych praktykach ugniatał zwiotczałych staruszków. Zmodyfikował plany. Zrobił kurs na pistolet i poszedł w profesjonalną ochronę.

Układ płciowy

Mieszkał przy rodzicach w małym pokoiku z telewizorem plazmowym. Żyli sobie razem w świętym spokoju i względnym dobrobycie do jesieni 2014 r., gdy melodia jego komórki zaczęła naprzykrzać się reszcie rodziny. Dniem i nocą do matczynych uszu dochodziły strzępki rozmów, jakie prowadził ściszonym głosem z tajemniczą kobietą. Przenikały przez ściany z żelbetu pojedyncze słowa typu skarbie; jak się dziś czujesz?; nie martw się; będzie dobrze; wiesz, że jeśli sobie coś zrobisz, to ja też?

Po nocnej zmianie nie zdążył jeszcze posłać łóżka na odespanie, a już słyszało się tę dzwoniącą, wyświetlającą się pod pozycją aaakochanie. Ma 25 lat – tłumaczyła sobie matka wybudzana nieludzkim świtem – jego prawem jest konwersować z kobietą, a nawet żenić się. Krzywdy z jej Fabiankiem kobieta mieć nie będzie. Finansowej także.

Otóż rok wcześniej dla ułatwienia Fabiankowi życiowego startu rodzina – skorzystawszy z unijnej dotacji – zakupiła mu okazały dom weselny, którym zajmował się po marnie płatnych godzinach w ochronie. A jak się cieszył na ten obiekt! Jak pieścił trawniczki wokół! Jak uatrakcyjniał ludzkie wesela, sprowadzając konika, osiołka, kurki ozdobne, dla których sam budował szopki.

Dopytywała, czy na swej drodze spotkał już sympatię, ale kategorycznie zaprzeczał. Matczyna intuicja podpowiadała jednak, że aaakochaną musi być ta Kamila K., koleżanka z pracy. Nieświadomy nadużywał jej imienia, streszczając matce, jak mu minął dzień. Poza tym w rozmowach nocą używał zwrotu no to, kochanie, do rana. A gdzie miał rano iść, jak nie na patrol? Uaktualnił też miłosny tatuaż w lewej pachwinie. Poprzednie inicjały przedziergał na K.K.

Zimą niespodziewanie obwieścił, że pora wyprowadzić się na swoje. W pośpiechu pozbierał rzeczy osobiste i – mimo nalegań rodziny, by jeszcze nie odchodził – zamieszkał w wynajętej kwaterze kilka bloków dalej.

Wpadał do domu sporadycznie. Wyczuwało się, że nieswój. Na szyi dyndał mu monogram w kształcie litery K. przewieszony przez złoty łańcuszek, choć wcześniej nie miał skłonności ku biżuterii. Nie założyłby nawet komunijnego krzyżyka.

Układ ostrzegania

Pewnego razu mija się z matką na ulicy. Idzie rozdygotany, rzekomo do krawca wszyć nowe ochroniarskie pagony. Obowiązek matczyny każe jej przestrzec Fabianka przed tą kobietą. Wągrowiec plotkuje, że mąż tej osoby zginął na torach śmiercią samobójczą przed laty, osierociwszy małego synka. Teraz ta osoba siedzi z konkubentem w dziadowskiej przybudówce pod miastem i ma z nim nowego synka. Wągrowiec przezywa tę osobę modliszką. Niejednego miała doprowadzić na skraj obłędu. Już nie wypominając, że starsza od Fabianka o dekadę.

On czerwienieje. Niech matka tak nie wyraża się o kobiecie jego życia. Tamtego konkubenta już porzuciła. Planują się budować, bo Kamila – latami na meldunkowej poniewierce – chce być w końcu u siebie. Marzy się Kamili dom otoczony tujami i z ogródkiem. Niech mamusia wyraża się choćby przez wzgląd na fakt, że jest to kobieta ciężko chora na raka płuc z niepewnym rokowaniem. Niewykluczone, że ma już przerzuty w wątrobie. Prosi nie rozgadywać po Wągrowcu, że są parą. Kamila, poturbowana przez liczne konkubinaty, życzy sobie dyskrecji, żeby nie zapeszać. Nawet nie pozwala musnąć się o siebie w miejscu publicznym, już o wzięciu za rękę nie wspominając.

Matkę, miłośniczkę literatury melodramatycznej, wzruszyło synowskie love story z rakiem w tle. Choć, mówiąc szczerze, ta Kamila nie przypominała schorowanej. Korpulentne, czerstwe babsko, wyższa od niego o głowę. Zwana w firmie Dużą Mundurową. Jak trzeba było spacyfikować oprychów, wysyłana w pierwszej kolejności, gdyż niespotykanie skłonna do bitki. Nawet przed duchami nie czuła respektu, w czasie Wszystkich Świętych zawsze patrolowała cmentarze na nocnej zmianie. Fabianek wyglądał przy niej jak najstarszy synek. Zawsze miał skłonność do kobiet hardych i niedrobnych.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną