Chłopcy 30+, czyli faceci jak dzieci

Piotrusie Pany
Psychologowie alarmują: to już epidemia. Pokolenie 20-, 30-, a nawet 40-latków nie chce dorosnąć.
Dorosłość nie jest już biletem do atrakcyjnego świata. Oznacza zerwanie z rozrywkami okresu dorastania.
EAST NEWS

Dorosłość nie jest już biletem do atrakcyjnego świata. Oznacza zerwanie z rozrywkami okresu dorastania.

Mężczyźni pełną dojrzałość emocjonalną osiągają w wieku 43 lat, 11 lat później niż przeciętna kobieta (32 lata).
Alain Schroeder/Onoky/Getty Images

Mężczyźni pełną dojrzałość emocjonalną osiągają w wieku 43 lat, 11 lat później niż przeciętna kobieta (32 lata).

Bycie kidultem, dużym dzieckiem, pozwala korzystać z doświadczeń dorosłości, jednocześnie uciekając od jej trudów.
Everett Collection/EAST NEWS

Bycie kidultem, dużym dzieckiem, pozwala korzystać z doświadczeń dorosłości, jednocześnie uciekając od jej trudów.

audio

AudioPolityka Agnieszka Sowa - Piotrusie Pany

Scena z filmu „Kamper”: tytułowy bohater konfrontuje się z mężczyzną, z którym zdradza go żona. Kamper w krótkich spodenkach i trampkach, rywal w eleganckim garniturze. Chłoptaś i samiec alfa.

Metrykalnie dorośli, psychicznie i emocjonalnie dziecięcy, przedłużają swoją młodość fryzurą, casualowymi ciuchami, sposobem spędzania wolnego czasu, stylem życia. Nie zakładają rodziny i nie wyprowadzają się z domu. Ilość młodych dorosłych mieszkających z rodzicami to jedyny wskaźnik pozwalający statystycznie uchwycić skalę zjawiska kidultów. W Polsce to ok. 2,5 mln młodych ludzi do 35. roku życia. Prawie 44 proc. Jesteśmy na drugim miejscu w Europie, po Włoszech, gdzie mammoni to ponad połowa młodych dorosłych. Ale zjawisko dotyczy nie tylko Europy.

Termin kidults powstał w USA (pierwszy użył go Peter Martin w „The New York Times”), gdzie często mówi się też o twixters lub boomerangers, jako że młodzi Amerykanie na studia, jak dawniej, wyjeżdżają z domów, ale coraz częściej po skończeniu nauki wracają do rodziców. W Japonii otaku oznacza coraz liczniejszą generację 20–40-letnich Japończyków, często dobrze zarabiających, uzależnionych od produktów japońskiej popkultury (komiksów anime, manga, gier komputerowych), którzy podporządkowali swojej pasji całe życie: obsesyjnie kolekcjonują wszystko, co dotyczy ich ulubionych bohaterów gier i komiksów. To właśnie oni, już nie dzieci, są docelową grupą odbiorców przemysłu zabawek high-tech. Większość koncernów już od kilku lat ma dwie równoległe linie produkcyjne: jedna dla dzieci, druga dla tzw. kolekcjonerów.

Parasite singles (jedynacy pasożyty), jak ich określają japońscy socjolodzy, nie potrafią angażować się emocjonalnie w długotrwałe związki i nie zamierzają zakładać własnych rodzin, a tym bardziej posiadać dzieci. Sami są wiecznymi dziećmi, schowanymi przed dorosłością za stertą gadżetów. W Australii rośnie nie tylko liczba kidults, ale i zaciąganych przez nich długów, co zaczęło niepokoić analityków finansowych.

W Polsce początkowo uważano, że tak duża rzesza młodych pozostających na utrzymaniu rodziców wynika z trudnej sytuacji ekonomicznej. Ale na pewno nie jest to jedyny powód. Młodzi Australijczycy, nierzadko dobrze zarabiający, mieszkają z rodzicami, by móc wydawać więcej na przyjemności. A że to wciąga, biorą kredyty.

Piotruś Pan

O tym, że są ludzie, którzy psychicznie i emocjonalnie zostają na etapie dzieciństwa, wiadomo od dawna. Powieść Jamesa Matthew Barriego o chłopcu, który nie chciał dorosnąć, ukazała się przecież na początku XX w. Wtedy zaczęto używać określenia syndrom bądź kompleks Piotrusia Pana dla nazwania problemu osób (to najczęściej mężczyźni, ale zdarzają się też kobiety), których rozwój psychiczny i emocjonalny zatrzymuje się na etapie siedmiolatka, zatem unikają odpowiedzialności, są lekkomyślne, impulsywne, składają obietnice bez pokrycia, zapominają o swoich obowiązkach, przejawiają skrajne emocje, wybuchają gniewem, a za chwilę są pogodne i zadowolone. Piotruś Pan jest narcystyczny i egocentryczny, niedojrzałość emocjonalna i lęk przed dorosłym życiem sprawia, że woli towarzystwo dzieci niż innych dorosłych, których problemów nie potrafi zrozumieć, a jeśli wchodzi w związek, to ze starszym partnerem (partnerką), dojrzałym, który kontroluje jego życie.

Jak Zygmunt, którego kolejne kobiety zawsze są około czterdziestki, zaradne i ustawione życiowo, z własnym mieszkaniem lub domem. Żadna nie wytrzymuje z nim długo, ale Zygmunt jest bardzo atrakcyjnym mężczyzną, więc natychmiast znajduje nową miłość. Ma już trójkę dzieci, każde z inną, z żadnym nie utrzymuje kontaktu.

Bywa, że Piotruś Pan nie wykazuje w ogóle zainteresowania seksem, a na dotyk i bliskość reaguje lękiem, niechęcią i wstrętem. Jednak mimo tak silnie wyrażonych objawów niewielu psychiatrów i psychologów jest skłonnych traktować to jak zaburzenie. – Nie ma takiej jednostki w żadnej klasyfikacji chorób, jest to zatem pojęcie paradiagnostyczne – mówi psychiatra i psychoterapeutka dr Jolanta Berezowska. – Ale uznane i przyjęte, w terapii równoważne jest z osobowością niedojrzałą i zależną.

To zaburzenie, o ile nim jest, leczy się psychoterapią, ale na ogół efekty nie są dobre. – Żeby terapia się udała, pacjent musi uznać, że ma jakiś problem, a tego Piotruś Pan nie jest w stanie zrobić – mówi dr Berezowska. – To są najczęściej osoby ekstrapunitywne, winę ponoszą zawsze inni, nie oni, i to świat, partner, rodzina, szef powinni się zmienić.

Zatem nawet nie zgłaszają się na terapię. Najczęściej trafiają do psychiatry czy psychoterapeuty z powodu uzależnienia od alkoholu. Czasem przyprowadza ich partner, który chce ratować związek. Albo siebie. – Miałam pacjentkę z depresją – mówi dr Berezowska. – Już po pierwszych wizytach wiedziałam, że bez terapii par nic nam się nie uda. Mąż kompletnie nie interesował się ani nią, ani dzieckiem, cały czas i energię poświęcał swojej pasji – bieganiu. Ona czuła się opuszczona, samotna i zwyczajnie nie dawała rady z obsługą syna i męża oraz swoją pracą zawodową.

Kiedy stan kobiety się poprawił, spróbowali przepracować związek. Trudno mówić o sukcesie. On nie zmienił swojego nastawienia, to ona próbuje włączyć się do jego życia, chodzi z nim na zawody, pcha wózek z dzieckiem i podaje mężowi wodę.

Włosy na brzuchu

Piotrusia Pana spotkać nietrudno, ale nie sposób założyć, że połowa młodego pokolenia cierpi na takie zaburzenia. Różnica jest zasadnicza: Piotruś Pan nie umie dorosnąć, kidulci raczej po prostu nie chcą. A przynajmniej odwlekają ten moment, jak długo się da. Wśród „półdorosłych” także przeważają mężczyźni, a może raczej chłopcy, po prostu dlatego, że łatwiej mogą sobie na to pozwolić. – Mężczyźni mają większą możliwość realizacji tego skryptu niedojrzałości – mówi Jacek Masłowski, filozof i psychoterapeuta, założyciel fundacji Masculinum. – W razie rozpadu rodziny czy pojawienia się dziecka ciężar odpowiedzialności spada na kobietę. On może zabrać zabawki i sobie pójść.

Ostatnie badania, przeprowadzone przez brytyjskich naukowców, dowodzą, że mężczyźni pełną dojrzałość emocjonalną osiągają w wieku 43 lat, 11 lat później niż przeciętna kobieta (32 lata). Do tej pory znane były dwie cezury czasowe, wspólne dla obu płci: 25 lat – osiągnięcie dojrzałości umysłowej, i 35 lat – ukształtowanie osobowości. Profesor Beatriz Luna, zajmująca się badaniami nastoletnich mózgów psychiatra z Uniwersytetu w Pittsburghu, odkryła, że nadmierna aktywność prążkowia, charakterystyczna dla wieku nastoletniego, nie ustępuje tak szybko, jak zakładano, i jest obecna także u 20-latków.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną