Depresja po porodzie: dlaczego rodzące zostają z nią same

Rozchwiane matki
W Polsce brakuje systematycznej opieki nad kobietami przeżywającymi depresję poporodową. A może ona dotyczyć nawet 100 tys. Polek rocznie.
Wciąż nie wiadomo, dlaczego depresja dotyka jedne kobiety, a inne oszczędza.
photographee.eu/PantherMedia

Wciąż nie wiadomo, dlaczego depresja dotyka jedne kobiety, a inne oszczędza.

Poporodowy mrok, jeśli nie zostanie trwale rozproszony, może być przetrwalnikiem dla agresji, przemocy, manipulowania, bezsilności, poczucia winy.
Justin Paget/Getty Images

Poporodowy mrok, jeśli nie zostanie trwale rozproszony, może być przetrwalnikiem dla agresji, przemocy, manipulowania, bezsilności, poczucia winy.

W Polsce ciężką depresję poporodową upycha się na oddziale razem z wszystkimi innymi zaburzeniami osobowości.
SolStock/Getty Images

W Polsce ciężką depresję poporodową upycha się na oddziale razem z wszystkimi innymi zaburzeniami osobowości.

audio

AudioPolityka Marta Sapała - Rozchwiane matki

Najpierw jest baby blues, naturalna reakcja organizmu regenerującego się po stresie porodu. Pojawia się około czwartego dnia po rozwiązaniu, gdy gwałtownie spada w krwi poziom hormonów. Jeśli nie mija z końcem połogu, a wręcz się rozwija, wzbogacając o kolejne objawy, mamy do czynienia z depresją poporodową.

Depresję trudno upchnąć w statystykach. Potrafi zasygnalizować obecność już w ciąży, maskując się niepokojem, bezsennością i rozdrażnieniem przed rozwiązaniem, euforią po porodzie, by wrócić – nie w ciągu pierwszych sześciu połogowych tygodni, tylko dużo później. Według szacunków amerykańskiego Murdoch Children Research Institute newralgicznym okresem dla matki są aż cztery lata po pojawieniu się pierwszego dziecka. Wśród momentów szczególnie krytycznych są: pierwszy tydzień po porodzie, okres po zakończeniu trzeciego miesiąca życia dziecka, moment powrotu do pracy, czas po odstawieniu dziecka od piersi, wreszcie – kolejna ciąża i kolejne narodziny.

Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że macierzyński mrok dopada 12–30 proc. kobiet, a groźna psychoza – jedną na 500 (choć są specjaliści, jak brytyjski psychoanalityk Richard Lucas, którzy twierdzą, że stanów psychotycznych doświadczają nawet dwie, trzy świeże matki na sto). Biorąc pod uwagę te szacunki, w Polsce depresja może dotyczyć nawet 100 tys. kobiet rocznie. I nie tylko ich, bo choroba ta, jak na społeczną zarazę przystało, atakuje także relacje. Najmocniej, najboleśniej: związek matki z dzieckiem.

Cierpienie w milczeniu

Doświadczony specjalista potrafi wychwycić pierwsze symptomy depresji, zanim uderzy ona z pełną siłą. W Polsce jednak nie ma na to szans. Kobieta w ciąży idzie do lekarza, na ogół prywatnego (jesteśmy w czołówce Europy, jeśli chodzi o prywatną opiekę ginekologiczną, korzysta z niej blisko 44 proc. Polek), potem trafia na porodówkę, pod opiekę kogoś innego, jest wypisywana do domu i jeśli ma problem, znów trafia do kogoś innego. Na każdym z etapów oglądowi podlega wyłącznie jej fizjologia. I to też fragmentarycznie: bo jeśli macica, to nie neuroprzekaźniki i na odwrót. Arcyrzadka jest opieka w tandemie ginekologiczno-psychiatrycznym, o współpracy z psychoterapeutami czy asystentami rodzinnymi nie wspominając.

Polsce daleko do modelu choćby duńskiego, gdzie rozregulowane rodziny są objęte kompleksową opieką: – Gdy gdzieś w gminie zdarza się depresja, mobilizowany jest cały zespół – opowiada Jolanta Petersen, położna z 25-letnim stażem w szpitalu w Aarhus. – Położna, psycholog gminny, psycholog dziecięcy, pielęgniarka środowiskowa, pracownicy pomocy społecznej spotykają się, analizują, wspólnie szukają najlepszych rozwiązań dla tej rodziny.

Depresję ignorują też ci, którzy decydują w Polsce o standardach opieki nad ciężarnymi oraz młodymi matkami. Mimo że depresja prenatalna, preludium do macierzyńskiego mroku, przytrafia się częściej niż cukrzyca ciężarnych (z obniżonym nastrojem boryka się wtedy 7–20 proc. kobiet!), w Polsce wciąż nie stosuje się badań przesiewowych, które mogłyby oddzielić zagrożone pacjentki od tych, które są – teoretycznie – bezpieczne. Jest opór przed tematem; wiedzą o tym zainteresowane położne, ale przekonała się też Justyna Dąbrowska, psychoterapeutka z warszawskiego Laboratorium Psychoedukacji, która kilka lat temu rozesłała do konsultantów wojewódzkich propozycję zorganizowania prelekcji o depresji. Bez odzewu.

O okołoporodowych zaburzeniach emocjonalnych nie ma też ani słowa w wydanym w grudniu ubiegłego roku rozporządzeniu Ministerstwa Zdrowia, które reguluje standardy opieki nad kobietami w zagrożonej ciąży, po traumatycznym porodzie, po narodzinach dziecka chorego i po stracie. O to, żeby umieścić w nim też depresję, apelowała między innymi Fundacja Rodzić po Ludzku. Bezskutecznie. – Kobiety z depresją poporodową cierpią w milczeniu. Nie mają swojego przedstawiciela, kogoś, kto by o nie walczył – mówi Joanna Pietrusiewicz z Fundacji, która konsultowała projekt rozporządzenia. – Ale same też się o nic nie upominają.

Trudno się temu dziwić. Depresja ma to do siebie, że gdy się zdarza, odbiera całą siłę. A gdy mija, chce się o niej jak najszybciej zapomnieć.

A konsekwencje są poważne. Rozhuśtanym emocjonalnie kobietom częściej przytrafia się przedwczesny poród (i odwrotnie: blisko 50 proc. matek wcześniaków choruje na depresję poporodową), cukrzyca, rzucawka oraz coś, co w położniczej praktyce nazywane jest kaskadą medycznych interwencji – syntetyczna oksytocyna na podkręcenie skurczów, znieczulenie, żeby je znieść, blokada, bo nic nie czując, trudno podołać w kluczowym momencie, kleszcze albo cesarskie cięcie.

Dzieci kobiet w emocjonalnej rozsypce przychodzą na świat rozregulowane. Podkarmiane kortyzolem, hormonem odpowiedzialnym za mobilizację w sytuacji zagrożenia, czas w macicy spędzają w stanie napięcia: – Potem trudniej łapią różnicę między nocą a dniem, mniej ważą, mają mniejszy obwód głowy, przyspieszone tętno, trudniej im nawiązać kontakt wzrokowy z rodzicami – raportuje dr Magdalena Chrzan-Dętkoś, psycholożka z Uniwersytetu Gdańskiego. Noworodki, zderzając się z zamrożoną mimiką depresyjnych matek (które często mają siłę tylko na oporządzenie dziecka, na bycie z nim – już nie), przejmują negatywne emocje.

Depresja modeluje też sposób, w jaki matka żyje dalej. Poporodowy mrok, jeśli nie zostanie trwale rozproszony, może być przetrwalnikiem dla agresji, przemocy, manipulowania, bezsilności, poczucia winy.

Trudy Zielonej Myśli

Wciąż nie wiadomo, dlaczego depresja dotyka jedne kobiety, a inne oszczędza (główni podejrzani: przeciążenie, stres, perfekcjonizm, brak akceptacji dla nowej roli, hormonalna chemia, ale też rywalizacja na rynku pracy oraz sposób, w jaki się układa kulturowa opowieść o macierzyństwie). Można jednak z dużym prawdopodobieństwem oszacować ryzyko.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj