Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Społeczeństwo

Najgorsi są ci porządni

Dziadkowie: trzecia strona w rozwodach

„Prawo do kontaktu z najbliższymi to najważniejsze prawo dziecka”. „Prawo do kontaktu z najbliższymi to najważniejsze prawo dziecka”. Ekaterina Nosenko / Getty Images
Dziadkowie coraz częściej sądownie domagają się kontaktów z wnukami. Każde dziecko ma prawo do tych więzi. W teorii. Gorzej z praktyką.
Rodzice i dziadkowie mają prawo do kontaktu z dzieckiem, pomijając oczywiście sytuacje, w których sąd uzna, że taki kontakt dziecku szkodzi.Joanna Mrowka/Forum Rodzice i dziadkowie mają prawo do kontaktu z dzieckiem, pomijając oczywiście sytuacje, w których sąd uzna, że taki kontakt dziecku szkodzi.

Artykuł w wersji audio

Kamera pokazuje front niedużego domu w zabudowie szeregowej. Po chwili drzwi się otwierają, na ganek wychodzi 10-letni chłopiec w kurtce i czerwonej czapce. Schodzi po kilku stopniach, zatrzymuje się na ścieżce prowadzącej do furtki. „Nie chcę iść z wami” – mówi naburmuszony. Za ogrodzeniem starsi ludzie, to dziadkowie Maćka. Jego ojciec filmuje całą scenę. Z nim Maciek też nie chce iść. Słychać, jak babcia usiłuje przekonać wnuka, żeby chociaż podszedł do furtki i wziął od niej prezent. W końcu zrezygnowana wiesza kolorową torebkę na płocie. Kamera przesuwa się po oknach budynku, na pierwszym piętrze, za firanką dwie głowy, to drudzy dziadkowie Maćka, ze strony mamy. W oknie na parterze widać mężczyznę, który nagrywa wszystko telefonem. Ojczym Maćka też musi zadbać o materiał dowodowy.

Kiedy przychodzili (w co drugą środę i w każdy czwarty weekend miesiąca, tak jak ustalił sąd), Maciek najpierw płakał i uciekał do domu, a wtedy matka ponownie wypychała go na ganek. Widzenia z ojcem (w każdy wtorek po południu i jeden weekend w miesiącu) miały identyczny przebieg. Po kilku miesiącach chłopiec przestał płakać, sprawiał wrażenie zrezygnowanego, odwracał wzrok, odpowiadał półsłówkami. Minęło jeszcze trochę czasu i chłopiec zrobił się arogancki. Te spotkania przez kraty trwają już półtora roku. I nie zanosi się na to, żeby coś się miało zmienić.

Dziadkowie i ojciec złożyli do sądu wniosek o ukaranie matki grzywną za uniemożliwianie realizacji uregulowanych sądownie kontaktów z dzieckiem. Na kolejnych rozprawach słyszą, że sąd może zasądzić grzywnę (już to zresztą zrobił, w wysokości 200 zł, tylko matka się odwołała i sprawa przeszła do drugiej instancji), ale to i tak nic nie pomoże, jeżeli sami, między sobą, nie dojdą do porozumienia.

Co mówi prawo

Dziadkowie dzieci Marty Kaczyńskiej i dziadkowie Allana, syna Edyty Górniak. To najgłośniejsze ostatnie przypadki. Ci pierwsi skarżą się mediom na brak kontaktu z wnuczkami, pokazują prywatne zdjęcia, ci drudzy wytoczyli proces piosenkarce i wygrali go – choć matka przekonywała sąd, że dziadkowie, wbrew zaleceniom psychologów, próbują przemycić dziecko do aresztu, gdzie przebywa jego ojciec. Prócz historii z pierwszych stron są dziesiątki innych.

Po rozwodzie niechęć do eksmęża czy byłej żony często przenosi się także na jego/jej rodziców. Czasem na całą rodzinę. Jeżeli dziecko (jak dzieje się na ogół) mieszka z matką, wtedy dziadkowie tzw. ojczyści, czyli rodzice ojca, mają trudniejszy dostęp do wnuków. Albo nie mają go wcale i decydują się na sprawę sądową. Czasem jest to po prostu sprytny wybieg, by występując o kontakty z dziadkami, zwiększyć czas przyznany ojcu. Od ośmiu lat jest już taka prawna możliwość.

Art. 113 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego po nowelizacji w 2008 r. znacznie wzmocnił przepisy regulujące kontakty rodziców z dziećmi. Ustawodawca jednoznacznie stwierdził, że rodzice mają nie tylko prawo, ale i obowiązek utrzymywania kontaktów z dzieckiem, nawet wówczas, gdy nie przysługuje im władza rodzicielska. Dodatkowo prawo do kontaktów z dzieckiem rozszerzono na najbliższych członków rodziny, przede wszystkim na rodzeństwo i dziadków. Zwłaszcza jeśli dziadkowie, co zdarza się przecież bardzo często, przed rozwodem rodziców zajmowali się dzieckiem.

Przed nowelizacją kodeksu sędziowie rozstrzygający w nielicznych sprawach, w których dziadkowie domagali się zagwarantowania możliwości spotkań z wnukiem, powoływali się na uchwałę Sądu Najwyższego z 1988 r., który stwierdził, że w warunkach społecznych naszego kraju duże znaczenie przywiązuje się do rodzin wielopokoleniowych, zarówno ze względu na silną tradycję rodzinną, jak i z powodu szczególnej roli dziadków w sprawowaniu opieki nad małoletnimi wnukami. I że na rodzicach, w imię dobra dziecka, ciąży obowiązek umożliwienia mu kontaktów z innymi członkami najbliższej rodziny.

Małego Maćka właściwie wychowywali dziadkowie. Chłopiec urodził się z nieznaczną wadą rozwojową układu moczowego, więc żłobek nie był wskazany. Babcia ze strony matki pracowała, ale babcia ojczysta właśnie przeszła na emeryturę i zaopiekowała się wnukiem. 4–5 dni w tygodniu po 6–8 godzin, ile było trzeba. Do Maćka dołączyła jego kuzynka Ania, córka drugiego syna dziadka, dokładnie w tym samym wieku co Maciek. Więc wychowywali się u dziadków jak brat i siostra. Wakacje też często spędzali razem. Kiedy rodzice Maćka się rozstali, rodzeństwo stryjeczne rozdzielono. Zobaczyli się w wigilię Bożego Narodzenia w zeszłym roku. Ojciec Maćka skrzyknął całą swoją rodzinę, razem z dziadkami poszli złożyć Maćkowi życzenia. Próbowali go namówić, żeby poszedł z nimi na wigilijną kolację. Nie udało się, więc prezenty powiesili na płocie. Tym razem filmował wszystko kolega ojca.

Prawo dziadków

Roszczenia dziadków na drodze prawnej zdarzają się i będą się zdarzać coraz częściej. Nie tylko dlatego, że jest konkretny artykuł, na który można powołać się w sądzie. – Zmienił się model rodziny, postrzeganie roli ojca – mówi dr Magdalena Arczewska, adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, wiceprezeska Stowarzyszenia Sędziów Rodzinnych w Polsce, zajmująca się polityką rodzinną. – Kiedyś rozwód był niemalże równoznaczny z pozostawieniem dziecka przez ojca. Trudno byłoby nawet wyobrazić sobie, że razem z nim nie znikają jego rodzice. Dziś ojcowie stali się świadomi swoich praw, a wraz z nimi dziadkowie, bo najczęściej problem dotyczy dziadków ze strony ojca.

Matka Maćka po rozstaniu z jego ojcem chyba właśnie chciała, by jej mąż i jego rodzice zniknęli. Gdy ci chcieli zobaczyć Maćka, wynajdowała różne wymówki i przeszkody. Zatem zarówno ojciec, jak i dziadkowie jednocześnie i równolegle wystąpili do sądu z wnioskiem o przyznanie im prawa do kontaktu. Ojciec obiecał nie protestować w kwestii rozwodu i matka Maćka podpisała ugodę, zgadzając się na dość rzadkie kontakty ojca z synem: jedno popołudnie w tygodniu, jeden weekend w miesiącu, tydzień wakacji i ferii zimowych oraz okazjonalne święta. Nie chciała natomiast słyszeć o tym, by teściowie także, w osobnym trybie, mieli prawo widywać jej syna – a oni postanowili wykorzystać prawne możliwości. Sprawa dziadków ciągnęła się w sądzie 4,5 roku. Odroczenia, odwołania, przeprowadzane przez kuratorów badania, czy dziadkowie nadają się, by powierzyć im na kilka godzin wnuka. Matka zgłaszała zastrzeżenia, że babcia chorowała, a w ogóle starsi ludzie nie są dla dużego już chłopca atrakcją. Bo czas płynął i z trzyletniego Maciusia zrobił się siedmioletni Maciek, już uczeń. Gdyby przez te lata dziadkowie nie widywali wnuka razem z ojcem, w czasie przysługujących mu widzeń, staliby się dla niego całkiem obcy.

Wreszcie sąd przyznał im oficjalne prawo do kontaktów, czas tylko dla nich, którym nie musieli się z nikim dzielić, choć oczywiście często spędzali go rodzinnie i tak np., składając razem wakacyjne dni ojca i te przyznane dziadkom, pojechali razem z Maćkiem i Anią na trzytygodniowe wakacje. I to się mamie Maćka bardzo nie podobało. Znów pod byle pretekstem odmawiała wydania dziecka, nie tylko dziadkom, już także ojcu, argumentowała, że są zaborczy – a te wszystkie widzenia, popołudnia i weekendy dezorganizują jej życie. Dziadkowie złożyli więc wniosek o ukaranie matki grzywną za niewykonywanie postanowień sądu. Wówczas matka przestała odmawiać wprost wydania dziecka, ubiera chłopca i wypycha na ganek w oznaczonym dniu i godzinie – ale ten nie chce iść do taty, nawet nie spojrzy na babcię. Z ojcem musi trochę rozmawiać, bo spotyka się z nim w Komitecie Ochrony Praw Dziecka pod okiem psychologa. Najczęściej odpowiada półsłówkami, odmawia zabaw czy gier, które ojciec proponuje. Czasem przejmuje inicjatywę i zadaje ojcu oskarżycielskie pytania, używając przy tym dorosłych, nienaturalnie w jego ustach brzmiących sformułowań.

Martwe prawo

Dzieckiem bardzo łatwo jest manipulować, wmówić, że ten drugi rodzic jest uosobieniem zła – mówi dr Magdalena Arczewska. – Zdarzają się nawet rodzice, którzy przez lata utrzymują dziecko w przekonaniu, że drugi rodzic nie żyje. Najgorzej, w opinii dr Arczewskiej, jest, gdy się rozwodzą tzw. porządni. Przemoc, alkohol, molestowanie łatwiej jest wychwycić niż wyrafinowaną manipulację i pranie mózgu. Z tymi pierwszymi walczy się trudno, ale są narzędzia, na pranie mózgu nie ma paragrafów, a perfidia bywa nieschematyczna. Powtarzany jest tylko mechanizm, wedle którego im gorzej, tym gorzej. Z każdą kolejną rozprawą, z każdym wnioskiem o ukaranie matki grzywną, z każdym zawiadomieniem do prokuratury, szanse na dogadanie się w imię dobra dziecka maleją.

– Każde postępowanie sądowe zaognia sytuację, zwiększa wrogie nastawienie do siebie członków rodziny – mówi mecenas z poznańskiej kancelarii, który w ostatnim roku prowadził kilka postępowań z dziadkami w roli głównej. Jedno zakończyło się polubownie, inne na mocy orzeczeń sądowych przyznały dziadkom prawa do kontaktów z wnukami. – Nie wiem, czy są egzekwowane. Wnioskując z eskalacji wzajemnej agresji, mogą być problemy – mówi.

Jeżeli się pojawią, sąd niewiele może zrobić poza nałożeniem grzywny na rodzica utrudniającego realizację uregulowanych przez sąd kontaktów dziecka z drugim rodzicem czy z dziadkami. – Może wyznaczyć kuratora i zasądzić, by kontakty dziecka z dziadkami odbywały się w jego obecności, albo skierować rodzinę na terapię psychologiczną – mówi dr Arczewska. W praktyce żadna terapia nie jest w stanie pomóc komuś, kto jej nie chce. Każde negocjacje, mediacje można zerwać, wystarczy pretekst.

Dziadkowie i ojciec Maćka o tym, że matka nastawia chłopca negatywnie do ojca i jego rodziny, zawiadomili prokuraturę. Ta uznała, że zachowanie matki dziecka nie wypełnia znamion innych przestępstw zawartych w rozdziale przestępstwa przeciwko rodzinie i opiece Kodeksu karnego, i odmówiła wszczęcia dochodzenia. Sąd rodzinny cały czas stoi na stanowisku, że to sama rodzina musi się jakoś porozumieć. Rzecznik praw dziecka wciąż nie udzielił odpowiedzi. Jeden z psychologów, do których chodzą w różnych konfiguracjach, poradził im ostatnio, by odpuścili. Bo wszyscy razem, matka, ojciec, dziadkowie, jedni i drudzy, wyrządzają chłopcu krzywdę. Babcia i dziadek Maćka to pedagodzy. Matka jest nauczycielką. Muszą widzieć, co się z dzieckiem dzieje. Ale nie są w stanie odpuścić. Dziadkowie – bo, jak mówią, boją się, że umrą, i nie doczekają. Ojciec – bo nie może się wyrzec własnego syna.

Prawo wnuka

Mówi się: rodzice i dziadkowie mają prawo do kontaktu z dzieckiem, pomijając oczywiście sytuacje, w których sąd uzna, że taki kontakt dziecku szkodzi. – Przede wszystkim trzeba jednak pamiętać, że prawo do kontaktu z najbliższymi to najważniejsze prawo dziecka – mówi dr Arczewska. – Szczególnie istotne w patchworkowej rodzinie. Rodzic, który pozbawia je kontaktu z innymi bliskim, działa na szkodę dziecka. Prawo dziecka do kontaktów z osobami bliskimi gwarantuje Konwencja Praw Dziecka. – Zerwanie więzi powoduje u dziecka ogromną traumę – mówi mecenas Monika Gąsiorowska zajmująca się prawami człowieka i sprawami z zakresu prawa rodzinnego. – Traci poczucie tożsamości rodzinnej i coś, co nazywamy pamięcią rodzinną. Dr Magdalena Arczewska skończyła właśnie badania nad tym, jak przedstawiciele różnych zawodów, mających w swojej pracy chronić dzieci – sędziowie rodzinni, kuratorzy, pracownicy socjalni – rozumieją pojęcie „dobro dziecka”. Okazało się, że wśród różnych istotnych potrzeb dziecka, które powinny być zaspokojone, na pierwszym miejscu jest możliwość kontaktu z najbliższymi. Tylko że praktyka nie chce dogonić teorii.

Polityka 41.2016 (3080) z dnia 04.10.2016; Społeczeństwo; s. 35
Oryginalny tytuł tekstu: "Najgorsi są ci porządni"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną