Społeczeństwo

Jak hartuje się fach

Studenckie workcampy, czyli dobrowolne zaciągi do prac społecznych

Wolontariuszki Aneta Białkowska i Karina Figlus podczas pracy przy remoncie łódzkiego domu dziecka. Wolontariuszki Aneta Białkowska i Karina Figlus podczas pracy przy remoncie łódzkiego domu dziecka. Anna Musiałówna / Polityka
To nie obowiązkowe studenckie praktyki, na których parzy się kawę i kseruje dokumenty. Tu jest kurz, pot i zakwasy w rękach. Do Polski przebijają się workcampy, dobrowolne zaciągi do pracy, wykonywanej społecznie, ale w zgodzie z poznawanym na uczelni fachem.
Aneta bardzo chciała nauczyć się kłaść płytki i fugować. Tu podczas wyrównywania sufitu.Anna Musiałówna/Polityka Aneta bardzo chciała nauczyć się kłaść płytki i fugować. Tu podczas wyrównywania sufitu.
Mateusza Dankowskiego workcampy upewniły, że wybrał dobre studia.Anna Musiałówna/Polityka Mateusza Dankowskiego workcampy upewniły, że wybrał dobre studia.
Dzieciaki same wybierały kolory ścian . Po remoncie bardzo im się podoba.Anna Musiałówna/Polityka Dzieciaki same wybierały kolory ścian . Po remoncie bardzo im się podoba.

Dom Dziecka nr 10 w Łodzi. Lokatorska kamienica w centrum miasta. Stara, zaniedbana, ale nic lepszego władze Łodzi pięć lat temu nie znalazły. Magistrat wysupłał pieniądze na remont, ale fachowcy złapali lepszą fuchę i to, co mieli zrobić w cztery tygodnie, zrobili w dwa. Teraz brygada Mateusza codziennie natrafia na dowody ich pośpiechu. Każdy narożnik w każdym pokoju, na korytarzu i łazience jest spękany. Łazienka chłopców – ruina. Woda wycieka na korytarz. W pierwszych dniach nie wiedzieli, jakie pułapki ich tu czekają.

Brygadę tworzą wolontariusze. Blisko 30 dziewczyn i chłopaków z łódzkiego oddziału Koła Młodej Kadry Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa i bliźniaczych oddziałów z Wrocławia, Warszawy i Lublina. Niektórzy są dwa tygodnie, inni tylko przez weekend. Większość to dziewczyny. – To one są siłą napędową. Jak skończą gruntować albo malować, od razu szukają innego zajęcia – śmieje się Mateusz Dankowski, student V roku budownictwa Politechniki Łódzkiej. Tu w roli minibrygadzisty, jak mówi o sobie.

To były ostatnie studenckie wakacje Mateusza. Tak naprawdę to ich nie miał, bo od maja pracuje w biurze projektowym. Cały lipiec zasuwał, aby wygospodarować półtora tygodnia na workcamp. Musi tu być dyspozycyjny, bo brygadzie nie może brakować materiałów i narzędzi. Katarzyna Źródło, studentka także V roku budownictwa PŁ, swoje pierwsze 12 dni urlopu też zatrzymała na remont. Siedzi po uszy w fakturach i danych albo w budowlanym supermarkecie.

Centrum dowodzenia to kuchnia. Po dziewiątej, po śniadaniu przygotowanym przez dziewczyny z domu dziecka, odprawa. Całą brygadą przechodzą się po pokojach, ustalają, co dziś jest do zrobienia. To kameralny dom. Dla 12 nastolatków. Takie właśnie mają być wszystkie domy dziecka do 2020 r. – nie powinny przekraczać 14 podopiecznych. Kolory ścian wybrali oni sami. Dziewczyny chciały fiolet i niebieski, chłopcy jasnoszary i beżowy. – Poprosiłam o szlaczek w panterkę na ścianie i mam – mówi 17-letnia Klaudia, która chce zostać ratownikiem medycznym. – Fajnie, że studenci traktują nas poważnie. Pytają stale, czy nam się podoba. Pewnie, że tak. Na ścianie koło mojego łóżka nie będzie już grzyba.

Nie potrafisz? Zapytaj!

Mateusz Majda, jeden z filarów remontu i nieustępliwy tropiciel fuszerek: – Na początku trzeba było ludzi pilnować, bo, wiadomo, poprawki są najgorsze. Dlatego mówiłem: Nie umiesz, zapytaj. Po dziewięciu dniach zgraliśmy się. Już nie muszę 20 razy wpadać do jednego pokoju.

Wprawdzie Mateusz jest dopiero po I roku budownictwa na PŁ, ale ma tytuł technika budowlanego, a przede wszystkim praktykę na budowach. Pokazał klasę na workcampie we Wrocławiu, gdzie studenci wyremontowali trzypokojowe mieszkanie dla usamodzielniających się wychowanków domu dziecka. Z płytek z recyklingu wyczarował ścianę w kuchni.

Dobrali się tak, by przynajmniej kilka osób górowało doświadczeniem nad innymi. Katarzyna Źródło zapewnia, że są w stanie ściągnąć znajomych z całej Polski, jeśli tylko będzie potrzeba. Znają się ze zjazdów naukowo-technicznych, organizowanych przez oddziały kół młodej kadry w całym kraju.

Nie ma rzeczy niemożliwych – przekonuje się tu Kasia Michalak, V rok budownictwa PŁ. – Nawet jak się czegoś nie potrafi, można się tego nauczyć. Zgadza się z nią Ania Dziadkowiak z Wrocławia, która po dwóch latach porzuciła budownictwo dla finansów. Teraz żartuje, że po drugim już workcampie mogłaby ze swoim chłopakiem Mateuszem Żurawikiem rozkręcić małą firmę budowlaną na potrzeby rodziny. Krok po kroku nauczyła się, jak czyścić ściany, kłaść gładzie, gruntować i malować. Chociaż następnego dnia po intensywnym kładzeniu gładzi miała zakwasy w rękach.

Nocują w akademiku Politechniki Łódzkiej. Luksusowym, choć poprosili tylko o miejsce, w którym można się przespać i umyć. Dyrektor osiedla akademickiego dała im najlepszy akademik uczelni z łazienką w każdym pokoju – dla studentów nagradzanych stypendium rektora. Mogą też korzystać z sali bilardowej i siłowni.

Za darmo? To niemożliwe!

Pierwszy workcamp w 2014 r. zorganizował warszawski oddział Koła Młodej Kadry Polskiego Związku Inżynierów i Techników Budownictwa. Przy pomocy dziewczyn i chłopaków z innych kół w kraju zostało wyremontowane jedno piętro (bo na tyle starczyło im pieniędzy) w Centrum Wsparcia Dziecka i Rodziny w Zakopanem. Swój wkład miała tam również Kasia Źródło. Wyjechała spod Tatr z przekonaniem, jak bardzo zbliża ludzi wspólna praca i ile się można nauczyć, robiąc coś pożytecznego. Dlatego warto spróbować w Łodzi. W 2015 r. była jedną ze współorganizatorek workcampu w Domu Małego Dziecka przy ul. Drużynowej. Udało się i w tym roku łódzcy studenci poszli za ciosem. Jak zawsze trzeba było wybrać obiekt do remontu. Kiedy dzwonili do instytucji opiekuńczych z pytaniem, czy mają jakieś potrzeby remontowe, spotykali się z nieufnością. – Jedna z dyrektorek nie mogła uwierzyć, że nie weźmiemy grosza – mówi Mateusz Dankowski. – To niemożliwe, twierdziła, nie ma ludzi, którzy robią coś za darmo.

Z 20 ofert wybrali pięć placówek, których potrzeby wydawały im się najpilniejsze. Bezkonkurencyjnie wygrał Dom Dziecka nr 10 – ubiegłoroczny potencjalny kandydat, ale remont był możliwy dopiero, gdy dyrektor domu wykonał izolację budynku zabezpieczającą fundamenty przed przedostawaniem się wody. Jednak oprócz rąk do pracy i umiejętności potrzebne są jeszcze pieniądze. Poszedł w ruch Facebook, maile do znajomych i znajomych znajomych. Na PolakPotrafi.pl zebrali 9 tys. zł. Do sponsorów docierali przez osobiste kontakty, a także przez pracowników uczelni. – Ale nikt za nas nic nie załatwiał – mówi Kasia Źródło, odpowiadająca za finanse workcampu. – Wystarczyło powiedzieć, że studenci chcą wyremontować dom dziecka, przyjmijcie ich. Było łatwiej, bo ubiegłoroczny workcamp wiele nas nauczył i otworzył niejedne drzwi.

Kasia dostała duże wsparcie od firmy budowlanej, w której od roku pracuje. Inna firma podarowała projekt wentylacji do łazienki, następna baterie do umywalek, kolejne: płytki i materiały budowlane.

Grzyb? Musi ustąpić!

Gdyby przyszło tu na dwa tygodnie kilku inżynierów kierujących ekipą remontową i zobaczyliby, jaki to trud, zmieniliby podejście do pracowników – sądzi Mateusz Majda.

Nie ma osoby, która nie pracowała w pokoju numer sześć. Grzyb ciągnął się przez całą ścianę. Po wyszpachlowaniu i położeniu gładzi ściana odpadła. Trzeba było wszystko jeszcze raz zeskrobać, spryskać płynem grzybobójczym i położyć nową gładź i farbę. Aneta Białkowska, drobniutka studentka II roku budownictwa PŁ, razem z Mateuszem ustawiają teraz w tym pokoju piętrowe łóżko. Kupili je z ogromnym rabatem.

Dziewczyny są bardzo ambitne, nie chcą, żeby im pomagać przy dźwiganiu – mówi Mateusz Żurawik, tegoroczny absolwent Politechniki Wrocławskiej, cały pokryty białym pyłem. – Ale też nie upierają się tak jak chłopcy, by przeforsować swoje zdanie, jak coś zrobić. Aneta, dla której jest to już drugi workcamp, ma trochę za złe Mateuszowi Majdzie, że zabierał jej taką fajną robotę jak szpachlowanie czy gipsowanie, wysyłając do malowania ścian. Bardzo chciałaby się nauczyć kłaść płytki i fugować, ale nie wie, czy będzie jej to tutaj dane. Mateusz tłumaczy, że chodzi o czas: – Jeżeli ja coś zrobię w pół godziny, bo mam większe doświadczenie, a koleżanka w dwie, to wolę ją wysłać do innej pracy.

Łazienkę chłopców trzeba zrobić od zera i nie oszczędzając pieniędzy, bo ma służyć przez lata. – Tomek Bujnowski i Łukasz Turski przy pomocy kolegów i koleżanek wykończą ją na poziomie deweloperskim – wierzy Mateusz Żurawik. – Są cierpliwi, potrafią tłumaczyć. Tomasz Bujnowski w wykończeniówce pracował od III roku studiów. Politechnikę Lubelską ukończył przed czterema laty. Prowadzi w Lublinie własną firmę zajmującą się projektami budowalnymi i ekspertyzami: – Taka konfrontacja teorii z praktyką jak tu to świetna rzecz. Nie zawsze to, co przekazują nam wykładowcy, sprawdza się na budowie, podobnie jak zalecenia producentów materiałów.

A gdyby tak workcamp był kiedyś programem praktyk na budownictwie? Mateusz Majda byłby dumny. Bo, niestety, praktyki studenckie to słaba strona wielu uczelni technicznych, choć zaczyna się to powoli zmieniać. Często jest to jednak praca w biurze – układanie dokumentów, kserowanie i parzenie kawy. – Toteż czasami się zdarza, że doktoranci na budownictwie w laboratorium pytają, jak się pracuje z wiertarką – mówi Łukasz Turski, student PŁ.

Obóz pracy? Fatalnie się kojarzy!

Jak mówi Monika Czerwińska ze stowarzyszenia Jeden Świat, w typowym workcampie (z ang. obóz pracy, która to nazwa w Polsce fatalnie się kojarzy) biorą udział wolontariusze z wielu krajów, pracując na rzecz lokalnej społeczności lub organizacji pozarządowej. Pierwszy taki obóz odbył się w 1920 r. niedaleko Verdun we Francji. Wolontariusze, a wśród nich żołnierze z krajów objętych kilka lat wcześniej wojną, odbudowywali zniszczoną wieś. Tymczasem obecna inicjatywa studentów to workcamp lokalny, w którym nie uczestniczą cudzoziemcy.

Idea workcampu nie przyjęła się w Polsce w takim stopniu jak na Zachodzie – ocenia Grzegorz Sempach ze Stowarzyszenia Promocji Wolontariatu. – Po wejściu Polski do UE pojawiło się wiele innych możliwości wyjazdu i spada liczba chętnych na zagraniczny workcamp. Z kolei rodzime organizacje pozarządowe nie garną się do organizowania w Polsce obozów z udziałem wolontariuszy z innych krajów. To my musimy ich do tego namawiać.

Spadek liczby Polaków wyjeżdżających na międzynarodowe workcampy zauważa też Monika Czerwińska. Nie wyklucza, że z tego powodu w przyszłym roku Jeden Świat pomyśli o lokalnym workcampie z udziałem Polaków.

W Domu Dziecka nr 10 w Łodzi chętnych do pracy nie brakuje. – Nawet teraz znajomi mailują, że mają wolne i mogą przyjechać i pomóc, choćby w sprzątaniu – opowiada Kasia Źródło. – Koleżanka studiuje pedagogikę i pyta, co mogłaby dla nas zrobić.

W ciągu trzech lat na workcampach młodzi budowlańcy poprawili standard życia w dziesięciu placówkach opiekuńczych. W tym roku w sześciu – w Pogotowiu Opiekuńczym w Tarnowie, szkole w Brzozie w powiecie piotrkowskim, Domu Samotnej Matki w Chyliczkach, Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym w Szczecinie, Ośrodku Opiekuńczo-Wychowawczym we Wrocławiu i Domu Dziecka w Łodzi. Wartość tego ostatniego przedsięwzięcia, wliczając gotówkę, materiały, narzędzia, meble, to 50 tys. zł – kilkakrotnie więcej niż w ubiegłym roku.

Co z tego masz? Dobre samopoczucie!

Organizatorzy studenckich workcampów liczą, że dzięki wolontariatowi studenci i absolwenci budownictwa zwiększą umiejętności zawodowe i mogą mieć łatwiejszy start na rynku pracy. Kasia Źródło, której zostało jeszcze napisanie pracy magisterskiej, pracuje przy budowie obwodnicy Bełchatowa. Na pewno w otrzymaniu tego zajęcia pomogła jej informacja w CV, że brała udział w workcampach, a w jednym z nich sprawdziła się jako współorganizatorka. – Współpraca na budowie z mężczyznami, doświadczonymi pracownikami, na pewno nie jest łatwa dla osób tuż po studiach, zwłaszcza kobiet – mówi Kasia. – Workcamp bardzo pomaga w zdobyciu umiejętności zarządzania ludźmi, wyegzekwowania poleceń i uczy podejmowania szybkich decyzji. Poza tym poznajemy wzajemnie swoje możliwości. Możemy potem kogoś polecić do pracy.

Podczas workcampu w łódzkim domu dziecka z powodu łazienki remont przedłużył się z dwóch tygodni do czterech. Spełniło się życzenie Anety Białkowskiej – kładła płytki i fugowała.

Mateusz Majda wiele razy słyszał pytanie: Co z tego masz? No tak, są wakacje, powinien zarabiać pieniądze: – Każdego ściąga tu co innego. Mnie – dobre samopoczucie płynące z tego, że pomagam innym. Co to jest dwa tygodnie w ciągu roku? Nic, a daje mi energię na cały rok.

Mateusza Dankowskiego workcampy upewniły, że studia na budownictwie to dobra decyzja. Może – mimo gorzkiej ironii – jest jednak ziarno prawdy o romantyzmie budów w piosence Stanisława Staszewskiego „Inżynierowie z Petrobudowy”, śpiewanej także przez jego syna Kazika? Kasia Źródło na razie nie widzi w budowach nic romantycznego, ale na workcampach zaobserwowała, że czasem wystarczy odmalować ściany, by dać ludziom trochę radości.

Przygotowania do nowego workcampu w Łodzi zaczną się już jesienią.

Polityka 41.2016 (3080) z dnia 04.10.2016; Na własne oczy; s. 116
Oryginalny tytuł tekstu: "Jak hartuje się fach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną