Nadmierne owłosienie: problem nie tylko wśród mężczyzn

Żal za gładkim życiem
Ja byłam piękna, suknia koronkowa biała, tylko pod tą suknią moje włosy takie czarne.
Nadmierne owłosienie, typu męskiego, dotyczy około 1 proc. kobiet w Polsce i 3 proc. w Europie. Nazywane jest hirsutyzmem.
Westend61/Getty Images

Nadmierne owłosienie, typu męskiego, dotyczy około 1 proc. kobiet w Polsce i 3 proc. w Europie. Nazywane jest hirsutyzmem.

Na laserze jest co sześć tygodni. W tym czasie włosy rosną jej wolniej, ale są nadal.
Tomasz Sternicki/Forum

Na laserze jest co sześć tygodni. W tym czasie włosy rosną jej wolniej, ale są nadal.

Pierwszym spełnionym marzeniem Janki było farbowanie na blond. W podstawówce najbardziej zazdrościła koleżankom jasnych włosów na nogach i myślała, że jak przefarbuje głowę, to reszta włosów też zbieleje. Gdy w technikum zrobiła się na platynkę, reszta ciała została po staremu. W kolejce przed zakładem kosmetycznym siedzi piętnasty raz. Była już na łydkach, udach i brzuchu. Poza nią w klinice czeka pięć kobiet, a tego samego dnia przyjdzie ich tu jeszcze 17. W weekend zaczęła się promocja na depilację laserową.

Ponad jedna trzecia kobiet uważa, że ich ciało jest nadmiernie owłosione. Zwykle to kwestia nie ciała, lecz wzorców lansowanych przez media. Jednak dla kilku procent kobiet nadmierne owłosienie staje się przekleństwem, powodem źle podjętych decyzji, wydania ostatnich pieniędzy. A pozbycie się go sensem życia.

Drugie marzenie Janki po blondzie to było włożenie mini. Kiedy miała naście, dwadzieścia lat, dziewczyny tak się właśnie ubierały. Opowiada: – Czasem myślę, że te włosy to mamy tylko my, baby ze wsi. Miastowe to się z takimi nie rodzą.

Janka też chciała do miasta, przyjechała do Krakowa na studia zaraz po technikum. Uciekła od poniżania.

W szkole podstawowej różniła się od innych dziewczynek: tylko ona miała włosy na brzuchu. Kiedy w czwartej klasie przebierała się w szatni na WF, wszystkie patrzyły w jej stronę. – Nie mogły uwierzyć, że mam takie czarne nogi – mówi. Zaczęły się wyzwiska: Murzyn albo brudas – tak ją nazywano w szkole. Janka chciała, żeby mama kupiła jej długie spodnie na WF, ale nie było pieniędzy. Podbierała ojcu maszynki, zaczęła golić nogi. A potem także brzuch, uda. Wszystko – bo bała się, że ktoś zajrzy jej do majtek.

W technikum pod pretekstem zbyt częstych miesiączek i bólu brzucha zwalniała się z WF. Włosowy problem powrócił, gdy przyjechała do Krakowa. Od razu poszła do pracy. Chciała zarobić nie tyle na życie, na studia – ile na odwłaszanie. Bo w pracy poznała męża. – Nie wiesz, kiedy miłość cię zaskoczy. Mnie zaskoczyła w piekarni na Hucie – opowiada. – Darek przywoził mi zamrożone pieczywo, ja wsadzałam je do pieca i sprzedawałam. Nie minęło kilka takich dostaw i już wiedzieliśmy, że bez siebie żyć nie możemy.

Najpierw zamieszkali razem, potem rzucili pieczywo. On poszedł pracować na budowę, ona do odzieżowego. Chcieli mieć dziecko, ale nie wychodziło. Doktor przepisał tabletki i włosowy problem zrobił się jeszcze dotkliwszy. To już nie były włosy, tylko kudły. Goliła się rano, po południu był las. Wstydziła się strasznie. Powiedziała Darkowi, że nie będzie oddawać mu się na takim mchu – poczekają z dzieckiem, aż doprowadzi do porządku te włosy.

Czekają już siedem lat. Pieniądze na laser są z żelowych paznokci robionych koleżankom. Średnio osiem klientek wystarczało na jeden zabieg. – To jest 16 dłoni. W mieście ciężko tyle rąk uzbierać – mówi Janka. Po pierwszym laserze potrzebny był kolejny, i kolejny. Darek zaczął jeździć jako kierowca tirów. Twierdzi, że poczeka, aż Janka skończy lasery i zaczną znów robić dziecko. Przecież nie będzie się rozwodził przez włosy.

Sama w domu siedzi też Ludka. Jest niby Remek, ale o czym pogada z pięcioletnim dzieckiem? Mąż wciąż wyjeżdża służbowo. Ostatnio na przykład zobaczył u niej włosy na stopach i nie ma go już tydzień. Więc Ludka robi teraz zabiegi na stopy. Wcześniej była na pachach, plecach, nogach i bikini. Nogi i bikini dostała od męża w prezencie pod choinkę, chociaż marzyła o kolczykach.

Z Wilna do Krakowa Ludka przyjechała za mężem siedem lat temu. Poznali się jeszcze jako nastolatki, kiedy Robert przyjeżdżał z rodzicami do dziadków – sąsiadów Ludmiły na Litwie.

– Nasza miłość była taka prawdziwie romantyczna. Ja Roberta wypatrzyłam sobie z balkonu, on mnie obserwował ze swojego okna. Znaliśmy się tylko z tych okien – opowiada. Kiedy Ludka skończyła studia, powiedziała rodzicom, że jedzie szukać pracy do Krakowa. – To było szaleństwo, spakowałam walizki i dzień później stanęłam Robertowi w drzwiach – opowiada. Ślub wzięli po miesiącu. – Ja byłam piękna, on był piękny, suknia koronkowa biała, tylko pod tą suknią moje włosy takie czarne.

Oboje są z tradycyjnych rodzin. Pierwszy raz rozebrała się przy Robercie po ślubie – i poczuła, że ten romantyzm z okien gdzieś prysł. W ciążę zaszła po pierwszym seksie. Zanim Remek się urodził, wzięli kredyt na mieszkanie, czteropokojowe. Zajęła się urządzaniem, a Robert nie tknął jej do porodu. Gdy zorientowała się, w czym problem, zaczęła golić ciało maszynką. Z czasem latała do łazienki co chwila, żeby sprawdzić czy coś nie wyrasta. Wreszcie, gdy mąż zaczął ją przytulać, poczuła się dumna – była gładka. Wtedy powiedział jej, że ma włosy na plecach. Czarny meszek.

Mąż jeździł w coraz dłuższe delegacje, Remek był malutki, a ona siedziała przed ekranem. Czasem przez ten komputer mówiła mężowi, że wróci na Litwę, jeśli jej nie chce. A on mówił, że jest mu tu potrzebna.

Po laserze diodowym nie miała już włosów na nogach i bikini, ale pojawił się nowy problem. Nie mogła zajść w drugą ciążę. Mąż jej depilacje przelicza na dzieci – ile mogliby już ich mieć, gdyby nie te włosy. A ona nie może mu wybaczyć tych wszystkich zranień. Powinien kochać tak samo, z włosami czy bez. I wciąż się boi, że zaraz się okaże, że gdzieś jeszcze został jakiś włosek.

Zuzanna nie cierpi słowa „owłosiona”. Zakochała się na początku studiów w takim jednym Burgerze. Poznali się przy ulotkach: ona roznosiła kredyty, on Burger Kinga. Poszli na randkę. Powiedział jej, że ma brodę na udach. Nie spotkała się z nim więcej, ale ulotki roznosiła nadal. Zamieniła tylko kredyty na kebaby i „meksykankę”, bo więcej można było zarobić. Zbierała na depilację. Pieniądze z ulotek odkładała, a żyła ze stypendium socjalnego. Studiuje na AWF turystykę. Wuefów ma siedem w tygodniu. Koleżanki się śmieją.

14 sierpnia 2015 r. myślała, że to będzie jej ostatni raz w stylonowym kimonie „Burritos za 15 złotych”. Po wypłacie powinna była mieć całą kwotę na zabiegi. – Chodziłam w upale i wciskałam ludziom placki z mięsem. Dla nich to był kawał tortilli, dla mnie kilka włosów na plecach mniej. Lało się ze mnie, ale wiedziałam, po co się pocę – opowiada. Gdy już miała pieniądze, okazało się, że nie może rozpocząć zabiegów, bo od stylonowego kimona ma poparzone plecy. Rany leczyła rok, pieniądze z burrito przepadły. Żeby wrócić na depilację, poszła pod parasolkę. Zaczepiała panów. – Wiadomo, zapraszałam do nocnych klubów, to było jeszcze lepiej płatne niż burrito – mówi.

Od czasu kiedy Burger ją zwymyślał, wydała na maszynki do golenia prawie 5 tys. zł. Wie, bo każdy rachunek z drogerii trzyma w kopercie i dodaje. I wyobraża sobie, co by sobie za to kupiła. Na laserze jest co sześć tygodni. W tym czasie włosy rosną jej wolniej, ale są nadal. Depiluje się więc rano przez pół godziny od palców w nogach po brzuch. Dzień w dzień. Koszmar.

U Gośki, nauczycielki, nadmierne owłosienie przyszło razem z ciążą. Poszła do lekarza, przepisał leki, ale od nich musiała przestać karmić piersią. Przeczytała o laserze diodowym. Wykupiła zabiegi w tajemnicy przed mężem, boby tego nie pochwalał. Różne rzeczy wstyd robi z człowiekiem. U mnie jest tak, że wystarczy, że się rozbiorę i już szacunek do siebie tracę – opowiada. Ja mam swoje lata, dzieci w szkole są teraz naprawdę trudne, jak ja mam im w oczy spojrzeć? Depiluję się, żeby się przy nich nie wstydzić, żeby mi włosy z brzucha nie wystawały, jak podniosę rękę do tablicy.

Najbardziej boi się choroby. Że będzie trzeba wezwać karetkę, powiozą ją na noszach, sąsiedzi się zlecą na balkon i zobaczą włosy. Rano, jak wychodzi z domu i zamyka drzwi, sąsiedzi już siedzą na tych przechodnich balkonach. I nigdy nie odsuną nóg, trzeba przechodzić nad nimi. – Taka ze mnie ważna pani nauczycielka – mówi. – To chociaż chciałabym się tak nie wstydzić tych włosów.

Grażynie karnet na zabiegi depilacji laserowej kupiły dzieci. – Szkoda, żeby się zmarnował, to chodzę. Dzieci mam dobre, chociaż wstydzą się matki z owłosionymi nogami – opowiada. Wiadomo, że nie powiedzą tego głośno, ale ona wie swoje. Ma niedługo operację na brzuch, gdzieżby się rozebrała do takich włosów? – Teraz jest taka moda, żeby być całym gładkim. Moja mama by się z tego śmiała. Ona miała tylko wąsik i na późną starość brodę. Goliłyśmy ją do trumny – opowiada Grażyna.

I dodaje, że sama nie wstydzi się tych włosów. No, ale skoro dzieci kupiły jej ten karnet, to już chodzi.

***

Hirsutyzm

Nadmierne owłosienie, typu męskiego, dotyczy około 1 proc. kobiet w Polsce i 3 proc. w Europie. Nazywane jest hirsutyzmem. Spowodowane może być uwarunkowaniami genetycznymi, powikłaniami po chorobach lub ciąży, często występuje też jako efekt uboczny przyjmowania leków. W łagodnej formie najczęściej zwiazane jest z nadmierną wrażliwością mieszków włosowych na hormony. Formy ostrzejsze zwykle związane są z podwyższonym poziomem męskich hormonów w organizmie kobiety.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną