Alzheimer: problem, który nie dotyka wyłącznie osób starszych

Choć goni nas czas
Zamknij oczy i pomyśl słowo alzheimer. Twoje neurony podsunęły ci obraz starego człowieka? Są w błędzie.
W zawodzie neuropsychologa najtrudniejsze jest powiedzieć: owszem, to alzheimer.
Mirosław Gryń/Polityka

W zawodzie neuropsychologa najtrudniejsze jest powiedzieć: owszem, to alzheimer.

Choć goni nas czas, alzheimer daje się poznać niechętnie.
Mirosław Gryń/Polityka

Choć goni nas czas, alzheimer daje się poznać niechętnie.

Utrata słów to pierwsza manifestacja alzheimera w nieletnim z perspektywy NFZ umyśle.
Mirosław Gryń/Polityka

Utrata słów to pierwsza manifestacja alzheimera w nieletnim z perspektywy NFZ umyśle.

Jake Thacker/StockSnap.io

Obraz jest być może personifikacją zaczerpniętą z fototapet wyściełających szyby neurologicznych poradni: nad staruszką w śliniaku pochylają się jej 50-letnie dzieci.

Nieaktualny. Alzheimer już toczy tych 50-letnich. Diagnozowani są zaskoczeni tak samo jak NFZ, który przewiduje partycypację w demencji dopiero po 60. roku życia. Jeśli zdarzyła się nieprzepisową porą, trzeba słać prośby o zgodę na refundację kilkumiesięcznych turnusów, pomagających zaopatrzyć umierający mózg w sztuczki odraczające to, co niewątpliwie nastąpi.

W Ośrodku Alzheimerowskim w Ścinawie mówi się o nich nieletni. Segregator próśb z ostatnich miesięcy: urodzony w 1971, 1977, 1968, 1966. Rocznie kilkadziesiąt.

Truchtają po korytarzach, trzymając się ścian ze strachu przed dziurami wind. Każdy czegoś innego szuka. Na przykład sali, w której właśnie zaczął się maturalny bal. Jeszcze nie-siwi, nie-nażyci. Posiadacze domów jeszcze w budowie i nie dość odchowanych dzieci.

Aktualny alzheimer jest coraz częściej młodszy od tego z witryn. Wygląda tak.

Imię orzecha

Michał jeszcze nie zgubił wątku, że coś mu dolega. Uspokaja żonę, by nie popadała w przesadę. Może zrobił się powolny, ale ciągle na chodzie. W przeciwieństwie do swojej matki, zjadanej przez to samo, którą na czas turnusu pozostawił w domu pod żoniną opieką. Irytują go rozmowy o rencie. Przecież ma dwóch nieletnich synów. Mózg to tylko dwa procent masy człowieka, podleczą i wróci do pracy na robiącej wrażenie plantacji drzewek owocowych. Widać rękę gospodarza po rolniczych studiach wyższych.

A skoro alzheimer, zanim się zdetonuje, toczy mózg nawet 20 lat, musiał już zjadać neurony Michała, gdy ten składał ślubną przysięgę. Szło mu w życiu zgodnie z planem. Prócz wzorowej rodziny zyskał status plantatora cieszącego się uznaniem hurtowników. Mogli sobie pozwolić na dom w stylu góralskim i tropikalne wakacje.

Aż dwa lata temu wstał, spojrzał na orzech za oknem i zapomniał, jak to się nazywa. Utrata słów to pierwsza manifestacja alzheimera w nieletnim z perspektywy NFZ umyśle. Potem podczas przecinania sadzonek zawahał się, nie potrafiąc odróżnić ich od chwastu. Przemyślał i wyciął wszystkie sadzonki. Postradał już większość neuronów, kiedy mózg zagubił się w drzewkach, które Michał studiował na uczelni wyższej.

Jeszcze później nie był w stanie odgadnąć, kim właściwie zawodowo jest? Choć pamiętał, że pracuje. Chętnie przyjmował omyłkowe telefoniczne zamówienia na cmentarne wiązanki okolicznościowe, prosząc żonę, by terminowo je uplotła. Ona opierała się, że nie mają wieńców w ofercie, ale nalegał. Doradzał: dobry będzie wieniec z jodły. Przerzucił na nią jazdę samochodem, bo uciekło mu, jakie znaczenie kryje się za słowami bliżej – dalej. I przestał zwracać się po imieniu. Drażniło go, że ona płacze. Mógłby odszukać to imię, skupiając się, lecz nie miał cierpliwości. To byłby wysiłek dla neuronów porównywalny do wizyty w wielkiej bibliotece ze słowami. Wiesz, że gdzieś między nimi leży to imię, jednak zbyt dużo czasu zajęłoby wertowanie regałów.

Bardzo lubiany przez personel ścinawski. Kiedy wchodzi do gabinetu terapeuty, zawsze sprawdza palcem stopień nawilżenia ziemi w doniczkach i obrywa kwiatom suche listki. A żona w każdy weekend przywozi mu nową porcję gazetowych porad, co ma jeść, żeby jak najszybciej odkarmił neurony. Czyli: orzechy, naturalne jogurty, kasza i owsiane płatki. Ona wie, na czym stoją. Wyczytała w googlach, że dostarczanie nadziei obniży jego lęk. Prawdę mówiąc, już w żałobie, choć przecież on fizycznie jest i niczego mu nie brakuje. Alzheimer długo nie ma władzy nad intymnością umysłów. Jednak ona nawet seks traktuje jak pożegnania rozłożone w czasie. Zdarza się, że po akcie miłosnym on głaszcze ją po rękach, zwracając się: mamusiu.

Lekarze dają do zrozumienia, iż pora pomyśleć o pełnomocnictwach. I tak stosunkowo długo mogli się sobą cieszyć. To dlatego, że mąż ma osobowość ścisłą. U operujących konkretem łatwiej złapać zwiastuny dość wcześnie i odroczyć o lat nie więcej jak kilka. Umysły humanistyczne maskują się lepiej. Kiedy zapomną słowo buty, znajdą coś na zastępstwo, np. szpilki, czółenka, pantofle. Już otępiali, a jeszcze uchodzą za roztrzepanych. Weźmy Agata.

Kręte rozmowy

Maskowała się. Pytanie pielęgniarki: Jaki mamy dzień?, zbywała: Ależ pani ładnie dziś wygląda! Dwa lata wcześniej atrakcyjna agentka ubezpieczeniowa na szpilkach. Długo ważne było dla Agaty pilnować odrostów. Choć kiedy oglądała swoje zdjęcia z przeszłości, pytała takim piskliwym tonem: A kto tam siedzi w moim sweterku? Machała przy tym rękoma, jakby to pomagało w znajdywaniu słów.

Zaczęło się zupełnie nie w porę. Właśnie pokonały z córką generacyjny spór, trwający od gimnazjum, zacieśniając przyjacielskie relacje. Wyjeżdżały do nadmorskich kurortów, spędzając czas jak dwie wyemancypowane kobiety. Między urlopami Agata stawała się coraz bardziej przeciążona nadmiarem obowiązków. Zawieruszona umowa, mail z miesięcznym raportem wysłany klientom zamiast do szefa. Każdego dnia konfrontowała się z tym, że zawaliła, wpadając w popłoch. Czego nie doświadcza już żyjący rutyną i na bocznym torze alzheimer stary.

Wyrzucona z ubezpieczeń, bo myląc dzień z nocą, przychodziła do biura przed świtem. Że przestała być sobą, wyłapała córka. Jak to się mówi o otępieniu: błogosławieni ci, którzy mają córki. Najlepsze obserwatorki. Nic gorszego niż kamuflowany alzheimer samotny. Nikt nie wie, z jakimi wariactwami się mierzy w czterech ścianach, zanim wyda się w pracy.

Zdiagnozowana Agata popadła w taką histerycznie śmiejącą się depresję: ojej, przecież można żyć, nie umiejąc odejmować 7 od 100. Rok później o córce mówiła: ta pani w moim domu. Ale nie dawała sobie odebrać kluczyków do samochodu. Wydawało się Agacie, że jest więźniem, więc próbowała zmylić wroga i zbiec autem na cmentarz. Przekonana, że – skoro otaczają ją tylko obce twarze – spoczywają na nim wszyscy bliscy. Starzy rzadziej dożywają takich cmentarnych ucieczek. Wcześniej oddając kluczyki, opadając z sił, zalegając w fotelach.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną