Społeczeństwo

Choć goni nas czas

Alzheimer: problem, który nie dotyka wyłącznie osób starszych

Ryoji Iwata / Unsplash
Zamknij oczy i pomyśl słowo alzheimer. Twoje neurony podsunęły ci obraz starego człowieka? Są w błędzie.
W zawodzie neuropsychologa najtrudniejsze jest powiedzieć: owszem, to alzheimer.Mirosław Gryń/Polityka W zawodzie neuropsychologa najtrudniejsze jest powiedzieć: owszem, to alzheimer.
Choć goni nas czas, alzheimer daje się poznać niechętnie.Mirosław Gryń/Polityka Choć goni nas czas, alzheimer daje się poznać niechętnie.
Utrata słów to pierwsza manifestacja alzheimera w nieletnim z perspektywy NFZ umyśle.Mirosław Gryń/Polityka Utrata słów to pierwsza manifestacja alzheimera w nieletnim z perspektywy NFZ umyśle.
Jake Thacker/StockSnap.io

Obraz jest być może personifikacją zaczerpniętą z fototapet wyściełających szyby neurologicznych poradni: nad staruszką w śliniaku pochylają się jej 50-letnie dzieci.

Nieaktualny. Alzheimer już toczy tych 50-letnich. Diagnozowani są zaskoczeni tak samo jak NFZ, który przewiduje partycypację w demencji dopiero po 60. roku życia. Jeśli zdarzyła się nieprzepisową porą, trzeba słać prośby o zgodę na refundację kilkumiesięcznych turnusów, pomagających zaopatrzyć umierający mózg w sztuczki odraczające to, co niewątpliwie nastąpi.

W Ośrodku Alzheimerowskim w Ścinawie mówi się o nich nieletni. Segregator próśb z ostatnich miesięcy: urodzony w 1971, 1977, 1968, 1966. Rocznie kilkadziesiąt.

Truchtają po korytarzach, trzymając się ścian ze strachu przed dziurami wind. Każdy czegoś innego szuka. Na przykład sali, w której właśnie zaczął się maturalny bal. Jeszcze nie-siwi, nie-nażyci. Posiadacze domów jeszcze w budowie i nie dość odchowanych dzieci.

Aktualny alzheimer jest coraz częściej młodszy od tego z witryn. Wygląda tak.

Imię orzecha

Michał jeszcze nie zgubił wątku, że coś mu dolega. Uspokaja żonę, by nie popadała w przesadę. Może zrobił się powolny, ale ciągle na chodzie. W przeciwieństwie do swojej matki, zjadanej przez to samo, którą na czas turnusu pozostawił w domu pod żoniną opieką. Irytują go rozmowy o rencie. Przecież ma dwóch nieletnich synów. Mózg to tylko dwa procent masy człowieka, podleczą i wróci do pracy na robiącej wrażenie plantacji drzewek owocowych. Widać rękę gospodarza po rolniczych studiach wyższych.

A skoro alzheimer, zanim się zdetonuje, toczy mózg nawet 20 lat, musiał już zjadać neurony Michała, gdy ten składał ślubną przysięgę. Szło mu w życiu zgodnie z planem. Prócz wzorowej rodziny zyskał status plantatora cieszącego się uznaniem hurtowników. Mogli sobie pozwolić na dom w stylu góralskim i tropikalne wakacje.

Aż dwa lata temu wstał, spojrzał na orzech za oknem i zapomniał, jak to się nazywa. Utrata słów to pierwsza manifestacja alzheimera w nieletnim z perspektywy NFZ umyśle. Potem podczas przecinania sadzonek zawahał się, nie potrafiąc odróżnić ich od chwastu. Przemyślał i wyciął wszystkie sadzonki. Postradał już większość neuronów, kiedy mózg zagubił się w drzewkach, które Michał studiował na uczelni wyższej.

Jeszcze później nie był w stanie odgadnąć, kim właściwie zawodowo jest? Choć pamiętał, że pracuje. Chętnie przyjmował omyłkowe telefoniczne zamówienia na cmentarne wiązanki okolicznościowe, prosząc żonę, by terminowo je uplotła. Ona opierała się, że nie mają wieńców w ofercie, ale nalegał. Doradzał: dobry będzie wieniec z jodły. Przerzucił na nią jazdę samochodem, bo uciekło mu, jakie znaczenie kryje się za słowami bliżej – dalej. I przestał zwracać się po imieniu. Drażniło go, że ona płacze. Mógłby odszukać to imię, skupiając się, lecz nie miał cierpliwości. To byłby wysiłek dla neuronów porównywalny do wizyty w wielkiej bibliotece ze słowami. Wiesz, że gdzieś między nimi leży to imię, jednak zbyt dużo czasu zajęłoby wertowanie regałów.

Bardzo lubiany przez personel ścinawski. Kiedy wchodzi do gabinetu terapeuty, zawsze sprawdza palcem stopień nawilżenia ziemi w doniczkach i obrywa kwiatom suche listki. A żona w każdy weekend przywozi mu nową porcję gazetowych porad, co ma jeść, żeby jak najszybciej odkarmił neurony. Czyli: orzechy, naturalne jogurty, kasza i owsiane płatki. Ona wie, na czym stoją. Wyczytała w googlach, że dostarczanie nadziei obniży jego lęk. Prawdę mówiąc, już w żałobie, choć przecież on fizycznie jest i niczego mu nie brakuje. Alzheimer długo nie ma władzy nad intymnością umysłów. Jednak ona nawet seks traktuje jak pożegnania rozłożone w czasie. Zdarza się, że po akcie miłosnym on głaszcze ją po rękach, zwracając się: mamusiu.

Lekarze dają do zrozumienia, iż pora pomyśleć o pełnomocnictwach. I tak stosunkowo długo mogli się sobą cieszyć. To dlatego, że mąż ma osobowość ścisłą. U operujących konkretem łatwiej złapać zwiastuny dość wcześnie i odroczyć o lat nie więcej jak kilka. Umysły humanistyczne maskują się lepiej. Kiedy zapomną słowo buty, znajdą coś na zastępstwo, np. szpilki, czółenka, pantofle. Już otępiali, a jeszcze uchodzą za roztrzepanych. Weźmy Agata.

Kręte rozmowy

Maskowała się. Pytanie pielęgniarki: Jaki mamy dzień?, zbywała: Ależ pani ładnie dziś wygląda! Dwa lata wcześniej atrakcyjna agentka ubezpieczeniowa na szpilkach. Długo ważne było dla Agaty pilnować odrostów. Choć kiedy oglądała swoje zdjęcia z przeszłości, pytała takim piskliwym tonem: A kto tam siedzi w moim sweterku? Machała przy tym rękoma, jakby to pomagało w znajdywaniu słów.

Zaczęło się zupełnie nie w porę. Właśnie pokonały z córką generacyjny spór, trwający od gimnazjum, zacieśniając przyjacielskie relacje. Wyjeżdżały do nadmorskich kurortów, spędzając czas jak dwie wyemancypowane kobiety. Między urlopami Agata stawała się coraz bardziej przeciążona nadmiarem obowiązków. Zawieruszona umowa, mail z miesięcznym raportem wysłany klientom zamiast do szefa. Każdego dnia konfrontowała się z tym, że zawaliła, wpadając w popłoch. Czego nie doświadcza już żyjący rutyną i na bocznym torze alzheimer stary.

Wyrzucona z ubezpieczeń, bo myląc dzień z nocą, przychodziła do biura przed świtem. Że przestała być sobą, wyłapała córka. Jak to się mówi o otępieniu: błogosławieni ci, którzy mają córki. Najlepsze obserwatorki. Nic gorszego niż kamuflowany alzheimer samotny. Nikt nie wie, z jakimi wariactwami się mierzy w czterech ścianach, zanim wyda się w pracy.

Zdiagnozowana Agata popadła w taką histerycznie śmiejącą się depresję: ojej, przecież można żyć, nie umiejąc odejmować 7 od 100. Rok później o córce mówiła: ta pani w moim domu. Ale nie dawała sobie odebrać kluczyków do samochodu. Wydawało się Agacie, że jest więźniem, więc próbowała zmylić wroga i zbiec autem na cmentarz. Przekonana, że – skoro otaczają ją tylko obce twarze – spoczywają na nim wszyscy bliscy. Starzy rzadziej dożywają takich cmentarnych ucieczek. Wcześniej oddając kluczyki, opadając z sił, zalegając w fotelach.

W Ścinawie Agata spędzała czas na krętych rozmowach z Emilią, której wydawało się, że była księgową w fabryce haftu w Kaliszu, dopóki nie zwolniono jej z powodu urojeń. 20 lat – mówiła Agacie – człowiek oddawał się tym rachunkom. Może dlatego wszystko inne zapomniał? Wydawało się też Emilii, że ma pozostawionego w domu syna ze schizofrenią, dlatego serdecznie prosiła pielęgniarki, by podleczyły jej neurony ekspresem, aby mogła do niego wrócić. Choć niemal pewna, że mąż jeszcze żyje i przynosi synowi posiłki z Caritasu.

Przywieziono ją z wypiekami na policzkach. Gdy zamiast uprasować obrus, założyła go na siebie (a przecież pracowała w hafcie), ze strachu próbowała targnąć się na życie.

Zamilkły momentalnie, spacerując pod łokcie bez słów. Czasem coś wyrywało je z letargu i komplementowały się nawzajem: Pani jest taka fajna. Płakały podczas wypisu. Nie dlatego, iż tak się zżyły. Znów jechały w nieznane, bo zapomniały, skąd przyszły.

Zwolniły łóżka o godz. 10, a o 14 były już zajęte. Alzheimer woli młode kobiety. Jedno z wolnych miejsc zajęła Justyna.

Proporcja składników

No nic Justyny nie bolało. Ten żołądek prawidłowy, w normie ciśnienie, mężowi podane na czas, nigdy gazu zostawionego na palniku. I nagle przed rokiem ktoś na nią spojrzał przy kasie w Biedronce, a Justynie wydało się, że to planowana napaść. Rzuciła koszyk i zbiegła. Oczy zrobiły się jej wtedy takie szkliste z niepokoju. – Weź nie fisiuj – zbywała męża. Zwalała to na stres spowodowany zakończoną pomyślnie walką z nowotworem. Aż (jak to mogło się stać?) pomyliła leki. Nie do pomyślenia, ona, rezolutna pielęgniarka powiatowego szpitala w mieście G., która obskakiwała pacjentów w kwadrans.

Nie płakała jak większość przyjmowanych na ścinawskie turnusy, bo miejsce nie było jej obce. Kilka lat temu przyjeżdżała tu do matki.

Justyna ma dużo pielęgniarskiej wyrozumiałości wobec swojego alzheimera. Na szafce przy łóżku książka „Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu”. Piszą: „Bez trudu zdołasz przetrwać każdy dzień, jeśli potrafisz przetrwać jedną chwilę”. Jeszcze pamięta, że zapomina każdą stronę tuż po przeczytaniu, ale każą się nie zrażać. Czytać dalej. Śmiać się, że przynajmniej kiedy dobrnie do końca, zacznie od początku z tą samą ciekawością. Pamięta też jeszcze, że wczoraj zapomniała, którym guzikiem odebrać połączenie od męża.

Wie, czego się spodziewać, z lektury periodyków medycznych, kiedyś wertowanych z nudów na dyżurce. Że alzheimera atakującego młodych nie idzie przestawić na tor osobowy, czyli spowolnić. O ile u starych wlecze się na raty, jej będzie toczył się, że tak powie, ekspresem. Przychodzi Justynie porównanie do raka u dzieci. Też przebiega agresywniej. Jakby lepiej jadł. A taka wiedza wytrąca z równowagi umysł jeszcze dość przytomny, rozkręcając otępienie. Toteż obsesyjnie analizuje siebie samą. W lustrze wygląda zupełnie kulturalnie, żywotna, ścieli łóżka paniom w gorszym stanie, powtarza prawidłowo imiona dzieci, czworga wnucząt oraz adresy ich domów, które pomagali z mężem budować. Gorzej z datami cudzych narodzin, na razie ciągle trenuje własną, nie zaśmiecając się nadmiarem.

Neuropsycholodzy mówią, że ci młodzi bardziej niż tego, że przestaną istnieć, boją się ośmieszenia. I zapomnienia dzieci. Co dla starych już nie ma takiego znaczenia. Ich atakowane neurony wiedzą, że giną, i robią się oszczędne. Więc skoro czas zbliża się do końca, starzy instynktownie wolą odkładać je, by jak najdłużej pamiętać: kim jestem. Dlatego dużo drzemią. Neurony konsolidują wówczas resztki autobiograficznych treści, utrwalając wiedzę o sobie samym wstecz. Każde rozpraszające wprzód, z perspektywy starości jest już nieistotne.

Justyna, w czasach prosperity neuronów wzorowa gospodyni, kolekcjonuje poradniki. Na szafce prócz książki o boskim niemruganiu trzyma „Magazyn kulinarny”, „Receptury”, „Natura i ty”, „Cenne rady siostry Hildegardy”. A przed zaśnięciem przypomina sobie przepisy. I gotuje w myślach, starając się nie mylić proporcji ani składników. Ale ciasta już nie upiecze nawet w pamięci.

Ciągle nieagresywna, w przeciwieństwie do swojej matki. Podobnie jak Jurek.

Nieuciążliwe serce

Jeszcze wobec samego siebie krytyczny. Myśli sobie wówczas, że gdyby wiedział, iż wybierze go alzheimer, byłby lepszym człowiekiem. Już za późno na tak radykalne zmiany. Alzheimer, który go sobą wątpliwie zaszczycił, inkubował się latami, zanim Jurek jeżdżący na busach przewozowych po Trójmieście, nie mogąc odnaleźć drogi, zaczął spóźniać się do domu. Doszło do tego, że żona podejrzewała romans. Miała podstawy, bo niefrasobliwie żył. Pewnego dnia wstał do pracy i zapomniał słów określających to, co i komu ma dostarczyć. A szosę widział jak przez lornetkę, w kolorze lekko żółtawym.

Z żoną był już po rozwodzie, synowie – w rewanżu za niefrasobliwe ojcostwo – rozluźnili kontakty, przepraszając: Tato, mamy swoje studia i dziewczyny. Obecnie przebywa w Ścinawie, a troszczy się o niego MOPS. Jurek przechadza się co rano po salach, w których leżą miłe panie, i flamastrem zakreśla w kalendarzach aktualny dzień tygodnia. Zamiast kółek otacza daty serduszkiem.

Słowo serce wywołuje w Ścinawie wspomnienie młodego profesora geometrii wykreślnej. Zaniepokoił się, gdy podczas zajęć zapomniał, jak narysować sześcian. Wpadł na pomysł, by figury wyświetlać z rzutnika. Udawał prawie rok. Na przerwach nie wychodził z sali w obawie, że się wygłupi. Już parę razy w towarzystwie zawiódł się na sobie samym. Aż studenci zaczęli się skarżyć, że od tygodni wygłasza ten sam wykład. Choć nie umiał jeść widelcem, pięknie rozmawiał o uniwersalnych wartościach definiujących człowieczeństwo (używał przy tym górnolotnych słów). A na jego nocnej szafce zawsze leżała filozoficzna książka i okulary.

Więc Jurek zwraca się do tych, którzy mają wystarczającą ilość niezdegradowanych neuronów, by dokonać zmian na lepsze. Gdy otępienie – mówi – już odbierze wam mózgi, odzierając do gołej prawdy ze wszystkich fasad budowanych przez umysły, szlachetne serca pozostaną, sprawiając, że będziecie mniej uciążliwi dla świata.

Odrębność myszy

Przez 10 lat na turnusach ścinawskich prolongowano pamięć 6 tys. zdiagnozowanych. Uspokojono 40 tys. zaniepokojonych sobą. Nie są jak dawniej przyprowadzani przez rodziny w momencie, gdy karmią kury kamieniami. Przychodzą sami. Już się nie wstydzą, ale jeszcze nie wiedzą, czy zapomnienie, co się wczoraj jadło, o czymś świadczy.

Sparaliżowani strachem. Upewniają się, że wszystko ma się dobrze, wąchając masło orzechowe lewym nozdrzem. Naukowcy z Florydy – googlują – na podstawie testów identyfikacji zapachów odkryli, że najwcześniejszy symptom to zgubiony węch. Sprawdzają siłę uścisku dłoni. Im słabsza – dowiodły testy bostońskie – tym większe ryzyko. Zbadano – czytają w Onecie – że mózgi samotnych kurczą się dwa razy częściej, podobnie jak te, którym chorowały matki, latających w kosmos i fanów komputerowych gier akcji, najrzadziej muzyków. Jedzą jagody i kurkumę, bo – pokazały modele mysie – to działa na neurony krzepiąco. Słusznie przeświadczeni, że im więcej wiem, tym dłużej będę spadać z tej drabiny ku zapomnieniu, prowadzą styl życia tak pełen wrażeń, że neuronom trudno nadążyć.

W zawodzie neuropsychologa najtrudniejsze jest powiedzieć: owszem, to alzheimer. Bo to nie rak, gdy dziękuje się Bogu, że złapany na czas. A skoro medycyna nie oferuje prawie nic, należy zacząć życiowe sprawy domykać. Taka wiedza dla umysłów jeszcze przytomnych jest katuszą.

Choć goni nas czas, alzheimer daje się poznać niechętnie. W laboratoriach na całym świecie dręczy się myszy, by go przechytrzyć. Japończykom udało się już przywrócić wspomnienia u myszy doprowadzonych na skraj demencji. A Koreańczykom zatrzymać otępienie u muszek owocówek niebieskim światłem LED. Niestety, różnimy się jednak od much.

Tymczasem w 2050 r. będzie nas w Polsce milion (nas, bo nie wiadomo, na kogo padnie). Każdy znajdzie swój sposób na przeczekanie, dopóki nie obumrze ostatni neuron. Może jak Michał będący na orzechowej diecie? Justyna, która póki jeszcze pamięta, do kogo się zwrócić, prosi Boga o natchnienie dla uczonych? Emilia, której nie udało się targnąć na życie? Czy Jurek chcący zdążyć być lepszym?

Polityka 9.2017 (3100) z dnia 28.02.2017; Społeczeństwo; s. 35
Oryginalny tytuł tekstu: "Choć goni nas czas"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną