Niedochodowi parafianie wiejskiego proboszcza

Ojciec Bogumił od Aniołów
Proboszcz ze wsi D. sugeruje parafianom, że byliby cenniejsi dla niego po śmierci.
Opustoszały kościół we wsi D.
Marcin Kokolus/Polityka

Opustoszały kościół we wsi D.

Zestresowani schorowani latami zwlekali z interwencją u wyższych ekscelencji w tak intymnej sprawie.
Mirosław Gryń/Polityka

Zestresowani schorowani latami zwlekali z interwencją u wyższych ekscelencji w tak intymnej sprawie.

Gdy ks. Bogumił otoczył duszpasterską opieką parafian w D., szybko odnalazł się w realiach, że pogrzeb to jedyny dochodowy sakrament na jego terenie.

O ledwie wiązanym końcu z końcem ks. Bogumiła dowodzą statystyki za ubiegły rok. Otóż odprawił odpłatnie do wieczności sześć dusz, a błogosławił na nowej drodze jedną parę. Komunie zmuszony był sobie darować. Choć nadzoruje jeszcze cztery kaplice filialne, niemożliwością jest skompletować majową porą garstkę do eucharystii.

Parafianie zaczęli odnosić wrażenie, że może byliby mu cenniejsi pośmiertnie. Słyszeli na własne uszy, jak ks. Bogumił przepraszał swoich dłużników za zwłokę: – Zwrócę przy najbliższym pogrzebie, albowiem od dłuższego czasu nikt mi nie umarł.

A schorowani, zalegający na wykrochmalonych poduszkach, poczuli presję z jego strony. Wręcz pretensję, że ciągle nie mają się na odejście.

Promocje

Zestresowani schorowani latami zwlekali z interwencją u wyższych ekscelencji w tak intymnej sprawie. Pokornie znosili swojski styl, jakim odnosił się do będących na ostatniej prostej. Przez per Czesiu, Zenobio, Romeczku. A – należy podkreślić – były to (często dziś już świętej pamięci) osoby w wieku osiemdziesiąt plus, niewartościowi za życia dysponenci mikroskopijnych emerytur. – Tyle lat, a jeszcze żyje? – zwracał się półżartem jak Zeus na Olimpie.

Rugał ich z ambony za każdą starczą niedyspozycję. Poczciwej Wiesławie, która 30 lat prała bieliznę ołtarzową, raz tylko spóźniwszy się na mszę, nie omieszkał tego wypomnieć. Popadła w depresję. Gdy podeszły wiekiem Józef nie wytrzymał i zaklął: – Ksiądz jesteś dupa, nie gospodarz!, wymienił go w ogłoszeniach parafialnych, przekręcając, że zabluźnił „pizda, nie ksiądz”. A to są dwie różne rzeczy.

Miał zacierać ręce, kiedy panu Jurkowi w dwa dni na tamten świat zabrali się oboje rodzice. Tatuś po krótkiej chorobie odszedł w swoje urodziny, mamusia o siódmej rano w dzień jego pogrzebu. – Masz – powiedział ks. Bogumił – 200 zł promocji.

Dawać rabat – publicznie wypomniał mu sierota – za niespodziewaną śmierć w pakiecie tak drogich mu osób? Proboszcz popamiętał tę niewdzięczność. Spacerując z pieskiem pod oknami osieroconego Jurka, wycedził: – Kiedy dotknie cię ręka sprawiedliwości i w końcu pójdziesz spać? Co ten odebrał metaforycznie, że niby dlaczego jeszcze żyje. Z lekka się nawet wystraszył.

Ks. Bogumił zwykł w rewanżu składać śmiertelne życzenia w dosłownym znaczeniu. Pana Marka, będącego w opozycji do materialistycznej polityki pogrzebowej, wskazał palcem: – Teraz na ciebie kolej, ordynatorze. A zwrotem ordynator szydził z jego podrzędnego stanowiska w gminnej przychodni. Nie minęły dwa miesiące od tego wydarzenia, gdy spełniła się przepowiednia i zaniemógł ojciec. Trzeba było ugiąć się i płacić, w trosce o tatusiową duszę.

Kiedy ten codzienny szantaż zaczął czynić dyskomfort, a najwierniejszych wprawiać w popłoch, postanowiono napisać zażalenie do najdostojniejszych ekscelencji. Skarżąc się na pazerność ks. Bogumiła, „porównywalną do Jarmarku, który Żydzi urządzili w kościele za życia Jezusa”, błagano ekscelencje o wyzwolenie spod jego duchowego nadzoru. Tymczasem to był ledwie prolog do tego, co chcieli powiedzieć.

Porody

Otóż do młodych, przyszłościowych, ks. Bogumił ma nieporównywalnie przychylniejsze podejście. Wręcz respekt.

Momentami rubaszny. Łapie młode matki za piersi, upewniając się, czy naturalnie karmią. Daj Boże, niech jak najszybciej powróci im okres, a tym samym grunt pod następne potomstwo.

W trakcie wyprowadzania pieska zwykł zaczajać się pod oknami, doglądając, czy rozmnażają się zgodnie z katechizmem. Krnąbrnym nigdy nie omieszka wytknąć z ołtarza przedmałżeńskich zbliżeń, informując zebranych, że na głowie wianuszek, a w brzuszku Januszek. Choć do nowo narodzonych ma stosunek ambiwalentny. Zwłaszcza do – jak powiada – mongolistów, których chrzci zawsze pod przymusem.

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną