Społeczeństwo

Emigranci

Kabuto: nowe państwo pod Radomiem

Mieszko, twórca państwa Kabuto Mieszko, twórca państwa Kabuto Andrzej Michalik / Agencja Gazeta
Państwo Kabuto ma flagę, terytorium (kawałek łąki we wsi Wieniawa) i kilka tysięcy obywateli, których ciągle przybywa.
Kabutańska flagamateriały prasowe Kabutańska flaga

Mieszko Makowski swoje państwo założył pod Radomiem. Nie nazywa siebie królem ani nawet księciem, woli nomenklaturę prawno-urzędniczą, wskazując na bardziej administracyjną niż imperialną funkcję państwa Kabuto. Jego funkcje, mówi Mieszko, ograniczają się do zarządzania. Chociaż państwo posiada własne prawo (spisane ręką monarchy, dostępne na stronie internetowej), system gospodarczy i granice, trudno sobie wyobrazić, żeby na tym kawałku pola zmieścili się ludzie, którzy do dzisiaj otrzymali obywatelstwo Kabuto.

Mieszko kabutański

Monarcha sadza gościa na sofie, siada u wezgłowia i tłumaczy kwestię państwowej suwerenności. Państwo Kabuto posiada terytoria w Polsce, Chorwacji i na wodach Kanady. W Polsce suwerenność państwa (według prawa uznawanego za enklawę) jest najmniejsza. W Chorwacji do uznania suwerenności wystarczy kawałek ziemi i obywatele, podobnie w Kanadzie (tam terytorium nie jest ziemią, lecz wodą). W Polsce konstytucja stanowi jasno: mikronacja musi podporządkować się prawu krajowemu.

Wszystko to skomplikowane, ale Mieszko bierze łyk herbaty i spokojnie opowiada, że terytorium uzyskuje się w gruncie rzeczy bardzo łatwo. Wystarczy tylko odnaleźć kawałek ziemi nienależącej do nikogo. Konwencja o Prawach i Obowiązkach Państw zawarta w 1933 r. w Montevideo stanowi, że na takie terytorium wystarczy wejść, zatknąć tam swoją flagę i ogłosić, że się zajmuje. A także, że: „państwo, jako podmiot prawa międzynarodowego, powinno posiadać: (a) stałą ludność; (b) określone terytorium; (c) rząd oraz (d) zdolność do utrzymywania stosunków z innymi państwami”.

W przypadku Kabuto wystarczyło ogłoszenie. Terytorium na terenie Polski Mieszko po prostu kupił. Te w Chorwacji i Kanadzie znalazł przez internet. Spędził wiele godzin na śledzeniu konfliktów międzynarodowych i ziem-sierot, niechcianych przez nikogo, gotowych do zajęcia. Znalazł dwa terytoria, ogłosił, że zajmuje. W ten sposób przyłączył je do państwa Kabuto.

Istotną kwestią jest nazwa państwa, tłumaczy założyciel, gdyż brzmi ona odpowiednio jak na Polskę egzotycznie, co wpływa na jego odbiór: człowiek od razu nabiera do takiej nazwy respektu.

Jak założyć państwo, nie wychodząc z mieszkania w Radomiu? Mieszko Makowski miał to wszystko przemyślane: że nowe państwo zostanie uznane przez inne. W tej kwestii państwo polskie Mieszkowi pomogło, jednocześnie strzelając sobie w państwową stopę. Któregoś dnia do drzwi Mieszka zapukał listonosz i wręczył wezwanie do stawienia się na policji w celu przesłuchania. Mieszko, jak twierdzi, wcale się nie zdenerwował, bo nic poważnego na sumieniu nie ma. Wiedział, że państwo polskie zostało zaniepokojone stworzeniem enklawy na łące pod Radomiem i właśnie po to wzywa go na najbliższą komendę. Mieszko otworzył więc kopertę i w oficjalnym piśmie urzędowym, oznaczonym państwową pieczątką i orzełkiem, przeczytał, że „wzywa się pana Mieszko Makowskiego, zamieszkałego tu i tu, legitymującego się dowodem osobistym o numerze takim i takim w celu złożenia wyjaśnień ws. założenia Państwo Kabuto”.

Państwowy dokument, tłumaczy dzisiaj monarcha, na którym widnieje nazwa państwa Kabuto i który wzywa na wyjaśnienia jego założyciela. W ten sposób uznanie państwa Kabuto przez państwo polskie zostało załatwione w sposób automatyczny.

Państwo Kabuto ma więc terytorium, coraz liczniejszych obywateli i flagę: kolor zielony przecina biała linia, na niej widnieje czarny okrąg. Według monarchy flaga symbolizuje pozostawanie Kabuto „na granicy”, między dwoma systemami. Obywatele dostają dowody osobiste. Kolejną partię listonosz dostarcza Mieszkowi, kiedy ten siedzi u wezgłowia i tłumaczy niuanse prawa międzynarodowego. – Nie znam tych ludzi osobiście – mówi Makowski, obracając w palcach plastikowy kartonik. – Zgłaszają się do nas, do Kabuto, różne osoby. Najczęściej ci, którym nie odpowiada, jak urządzone jest państwo polskie, jego podatki, jego biurokracja, jego podejście do kogoś, kto chciałby iść na swoje, ciężko pracować, ale rzuca mu się pod nogi urzędnicze kłody. Nie mam powodu, żeby komukolwiek odmawiać obywatelstwa. No chyba, że jest znanym międzynarodowym mordercą, ale to już sobie omówiliśmy.

Kandydaci do obywatelstwa Kabuto wypełniają specjalny formularz na stronie internetowej. Podają podstawowe dane osobowe. Wniosek zostanie rozpatrzony, jak tylko odczyta go rząd Kabuto. Nowi obywatele mogą w Kabuto zarejestrować firmę. Nie przechodzą przez urzędnicze sito. Kabutański przedsiębiorca nie stoi w kolejkach, nie dyskutuje z panią z okienka, bo po pierwsze – nie ma takich pań, po drugie – nie ma okienek.

Na pytanie, czy jest libertarianinem, skoro urządził sobie libertariański raj, Mieszko Makowski mówi: – System Kabuto ma wiele cech libertariańskich. Ale z Korwin-Mikkem nie chcę być kojarzony. On ma dużo świetnych pomysłów, ale za kilkoma takimi idzie jeszcze więcej głupich, niepotrzebnych wypowiedzi. Kabuto jest, powiedzmy, sprzeciwem wobec polskiego systemu, wobec polityków, którzy nie widzą, ile przeszkód stoi przed obywatelem każdego dnia.

Królestwo Kabuto ma swoich ministrów. Zgłosili, że chcą pomóc, że im zależy, i że coś potrafią. Mieszko ich sprawdził (w epoce Facebooka to nic trudnego) i zaufał. Ci, którzy się sprawdzili, zostali.

Mieszko Makowski jest przeciwnikiem polskiego systemu podatkowego. W Kabuto podatków nie ma. Gdy mu wytknąć, że za polskie podatki uzyskał wykształcenie i leczył się w publicznej służbie zdrowia, oponuje: – I tak większość podatników leczy się prywatnie, bo publicznie trzeba czekać w kolejkach po kilka lat. Ja też leczę się prywatnie. Płacę podatki, bo muszę, ale dążę do tego, żeby to zmienić.

A co z pomocą tym, którzy w przeciwieństwie do niego nie potrafią ułożyć sobie życia? – Mowa o gorzej wykształconych, pochodzących z biednych regionów i biednych rodzin? Ważne, żeby dążyli do pracy, do zmiany swojej sytuacji. Nie mogą liczyć, że państwo urządzi im życie za nich.

Na razie Makowski do polityki się nie wybiera. Ale w przyszłości tego nie wyklucza. Jak twierdzi, dostał już propozycje od wszystkich liczących się sił politycznych w tym kraju, opozycyjnych – dodaje Mieszko. Ale odmówił, bo, jak zaznacza, nie może pracować w imię czegoś, z czym się nie zgadza. – Czy czuję się polskim patriotą? – powtarza pytanie. – Trudno powiedzieć. Jeśli patriotyzm to takie działanie, żeby było lepiej, to tak. Ale teraz czuję się przywiązany do Królestwa Kabuto. Więc jestem patriotą, ale polsko-kabutańskim.

Mieszko radomski

Już od dziecka czuje, że nie chce jak wszyscy z dnia na dzień, od śniadania do kolacji, byle pograć w nogę, na komputerze. W wieku 16 lat zaczyna pracę zawodową.

Nie bardzo dziś potrafi podać swoje ówczesne motywacje, ale na pewno, mówi, musiały być silne. Chciał pracować na siebie. Nie musiał, bo nie pochodzi z rodziny niezamożnej. Chciał się spełniać i mieć na swoje zachcianki. Tyle że jego zachcianki to zazwyczaj kolejne inwestycje. Nie było, że zarobek przehulać, trzeba było inwestować, odwieczne prawo biznesu.

Zaczynał jako handlarz grami planszowymi. Kiedy tylko skończył liceum, otworzył w Radomiu salon, w którym sprzedawał gry, ale krótko, bo okazało się, że w tym mieście nie ma na rozrywki intelektualne dużego popytu. Równocześnie studiował fizjoterapię, więc po grach planszowych postawił na gabinet fizjoterapii. Ten utrzymał się kilka lat, coś z niego było. Coś, to mniej więcej tyle, ile Mieszka rówieśnikom wystarcza i jeszcze zostaje, czyli jakieś 2 tys. zł miesięcznie. – Nie chciałem być jak oni – mówi. – Mieszkać do trzydziestki z mamusią, czekać, aż dostanę obiadek pod nos i całe dnie oglądać telewizję albo grać na playstation. Chciałem czegoś więcej. 2 tys. nie było moim celem. Milion przed trzydziestką? No może nie, bo do trzydziestki zostało mi kilka miesięcy. Ale do trzydziestki dwójki, trójki, czemu nie.

Prowadząc biznesy, doświadcza też doli polskiego biznesmena. Nie może zaakceptować rzeczywistości, w której młody przedsiębiorca, nie wiedząc, jaka czeka go przyszłość, czy interes wypali, czy pogrzebią go prawa trudnego polskiego rynku, musi płacić regularnie ZUS. Nie może się zgodzić z systemem, który nie daje z siebie nic, za to wymaga niekończącej się papierologii, petenctwa, stawiania się na baczność do każdej kontroli.

Po fizjoterapii idzie więc na administrację, na której zgłębia tajniki sztuki zarządzania i uczy się np., jak poprawnie wypełnić wniosek, żeby państwowa machina nie rozerwała go na strzępy. Zakłada nowy interes: teraz szkoli, jak starać się o unijne dofinansowania. Jest w tym dobry, ma wielu klientów, ale nie poddaje się łatwo sukcesowi, inwestuje, inwestuje, inwestuje. Głównie w przyszłość. Odkłada pieniądze, które przydadzą się, kiedy poczuje, że pora poświęcić się dla dobra sprawy.

W tym czasie – wylicza z charakterystyczną dla siebie skrupulatnością – odbywa praktyki w sądzie rejonowym, kończy studia podyplomowe z prawa pracy, jest koordynatorem w spółce Skarbu Państwa i prowadzi założone przez siebie Stowarzyszenie Rozwoju Regionu Radomskiego. Potem wymyśla fundację. Nazwa: Uroboros (mityczny wąż zjadający własny ogon). Cel: pomoc tym, których polska machina państwowa przeżuła i wypluła. Odchodzi powoli od wypełniania unijnych wniosków, ale wiedza, którą wyniósł, te godziny spędzone nad unijnymi kruczkami prawnymi, pomagają mu wyszukiwać kruczki polskie. – Nie jestem prawnikiem, ale potrafię pomóc komuś, komu państwo niesłusznie zasądziło odsetki – tłumaczy Mieszko Makowski. – Siedzę nad tą sprawą, szukam luk w prawie, które pozwoliły państwu skrzywdzić obywatela, a potem luk, które pozwolą mi mu pomóc. I podpowiadam: proszę napisać pismo, wysłać je pod ten adres. Albo zasypywać skargami, skargami, aż się wycofają. Często się udaje.

Dlatego powstało też Kabuto. Po pierwsze, jak twierdzi Makowski, żeby idee Uroboros wypromować w mediach. Po drugie – żeby państwo stało się „azylem” dla tych, którym w polskim systemie jest niewygodnie. Makowski z pracy w fundacji ani za rządzenie Kabuto nie pobiera wynagrodzenia.

Polityka 13.2017 (3104) z dnia 28.03.2017; Społeczeństwo; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Emigranci"
Reklama

Czytaj także

Kultura

Marzec 2020: Pięć najciekawszych książek dla dzieci

Jak co miesiąc proponujemy książki mądre, ciekawe i estetycznie wydane. A teraz może szczególnie potrzebne.

Sebastian Frąckiewicz
29.03.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną