Ksiądz Hołoj z Rabki: bohater czy antysemita?

Miasto Dzieci Świata
W Rabce nie ma jeszcze ulicy księdza Józefa Hojoła. Choć dla jednych jest niekwestionowanym herosem świata żołnierzy wyklętych, dla innych antysemitą i pogromowym podżegaczem.
Lena Kuchler z podopiecznymi w Zakopanem, 1945 r.
Yad Vashem Museum

Lena Kuchler z podopiecznymi w Zakopanem, 1945 r.

Pensjonat Stasin
Marek Podmokły/Agencja Gazeta

Pensjonat Stasin

Pensjonat Niemen
Marek Podmokły/Agencja Gazeta

Pensjonat Niemen

Willa Juras
Marek Podmokły/Agencja Gazeta

Willa Juras

audio

AudioPolityka Marcin Kołodziejczyk - Miasto Dzieci Świata

W lipcu 1945 r. w trzech rabczańskich willach powstał sierociniec dla ciężko chorych żydowskich dzieci ocalałych z wojny. W sierpniu wille były już puste. Nie dało się prowadzić sierocińca pod groźbami i ostrzałem. Wille Stasin, Niemen i Juras, w których mieszkały żydowskie dzieci, do dzisiaj stoją w Rabce-Zdroju przy ul. Słonecznej, w dwóch z nich mieści się dom pracy twórczej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Oferują po cenach przystępnych pokoje z łazienkami i bez, także dla osób spoza uczelni. O historię okolicy mało kto pyta.

Słoneczna

Naprzeciw Stasina i Niemna, w dawnej willi Tereska, działa prowadzona przez siostry zakonne szkoła i ośrodek wychowawczy dla dzieci ociemniałych i słabowidzących im. św. Teresy od Dzieciątka Jezus – w wojnę była tutaj niemiecka szkoła policji i służby bezpieczeństwa, kształcono agentów. Dobudowano wtedy do willi paradne schody z macew. Za Tereską płynie Gorzki Potok, którego umocnienia też wykonano wówczas z macew, za potokiem kursanci hitlerowskiej szkoły odbywali zajęcia praktyczne z masowych morderstw na żydowskich mieszkańcach Rabki.

Dzisiaj miejsce wskazuje tablica z napisem Żydowski Cmentarz Wojenny, pod betonowymi sarkofagami leży ponad 500 osób, wszyscy bezimienni. Latem 1945 r. w wysokiej trawie pasły się tutaj krowy – władze lokalne zdecydowały, że teren uprzątnie kolonia żydowska. A że nie było już w Rabce Żydów – uprzątać masowe groby miały pewnie żydowskie sieroty, które właśnie przyjechały się leczyć na ul. Słoneczną.

Władze Rabki wydały decyzję o uprzątaniu okolic mogiły 9 sierpnia 1945 r. W tydzień, a także dwa i trzy tygodnie później, sierocińce w willach Stasin, Niemen i Juras zaatakowali polscy patrioci – uczniowie i harcerze drużyny Żółta Dwójka z pobliskiego Prywatnego Gimnazjum Sanatoryjnego Męskiego Jana Wieczorkowskiego, renomowanej szkoły otwartej na nowo tuż po wojnie.

Sprawa terroryzowania dzieci żydowskich w Rabce wypływała w trakcie przesłuchań i procesów sądowych w końcu lat 40. i początku 50., ale nigdy wprost – tylko jako odprysk oskarżenia o współpracę z partyzantami zwalczającymi nową ludową władzę na Podhalu. Oskarżonymi byli ks. Józef Hojoł i Edmund Chodak – katecheta i polonista ze szkoły Wieczorkowskiego. O Hojole – pseudonimy „Y”, „Korzeń”, „Krzepa”, „Ojciec” – świadkowie w procesie mówili, że był „bożyszczem” w Rabce. Sądzono go i więziono m.in. za wrogie występowanie przeciw ustrojowi oraz za odprawianie mszy za zabitych w walce partyzantów.

Dzisiaj i według dzisiejszego nazewnictwa ks. Józef Hojoł w Rabce dla jednych jest niekwestionowalnym herosem świata żołnierzy wyklętych – ci, głównie byli harcerze Żółtej Dwójki, wspominają go wyłącznie jako „osobowość bez skazy”, „duchowego przewodnika”, „niedościgniony autorytet”, a nawet jako „świętego człowieka do końca oddanego sprawie wiary i patriotyzmu”. Co roku podczas mszy i składania kwiatów pod poświęconą mu w 2011 r. tablicą w kościele Marii Magdaleny domagają się nazwania ulicy w Rabce imieniem ks. Hojoła.

Inni – ludzie nauki, badacze, dziennikarze, którzy powołują się na dokumenty, w tym na słowa samego Hojoła z procesów sądowych – twierdzą, że Józef Hojoł inspirował i organizował ataki na żydowskie dzieci w Rabce w sierpniu 1945 r.

Sprawa

Postać ks. Józefa Hojoła, jako bohatera ze skazą, powróciła do Rabki 20 lat po jego śmierci, w 2016 r. Zaczęło się od opublikowanego w piśmie „Zagłada Żydów. Studia i materiały”, wydawanym przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN, artykułu Karoliny Panz – doktorantki IFiS PAN od 10 lat mieszkającej na Podhalu – o „żydowskich ofiarach zbrojnej przemocy na Podhalu w latach 1945–1947”. Karolina Panz podkreśla, że w badaniach nie chciała się skupiać na sprawcach pogromów i morderstw na Żydach. W okupowanej Rabce – jak wynikło z badań – ponad połowa polskich mieszkańców określiła się jako proniemiecki Goralenvolk, a Władysław Krzeptowski, podhalański przywódca Goralenvolku, po wywiezieniu Żydów na śmierć przez hitlerowców w 1942 r., mówił o „radosnej chwili pozbycia się z Podhala odwiecznych wrogów”.

Od lutego 1945 r. Tymczasowy Komitet Pomocy Ludności Żydowskiej w Krakowie szukał w Rabce miejsca dla chorych dzieci, ale nie mógł znaleźć – odpowiadano: brak łóżek w szpitalach, brak wolnych domów, a także – jak eufemistycznie zanotowano w raporcie organizacji – winne było „specjalne nastawienie jednostek spośród personelu lekarskiego i sanitarnego w stosunku do dzieci żydowskich”. Domy po wysiedlonych Żydach były już pozajmowane, majątek – jeśli był – przejęty przez nowych właścicieli. Żydzi byli obrabowywani i ginęli na Podhalu także po wojnie – sprawcami kampanii antyżydowskich niejednokrotnie bywali partyzanci z podziemia antykomunistycznego zwani dziś żołnierzami wyklętymi.

Jednym z legendarnych już za życia przywódców partyzanckich na Podhalu był Józef Kuraś „Ogień” – w gimnazjum dr. Wieczorkowskiego w Rabce panował swoisty kult „Ognia”. Wielu z uczniów należało do powiązanych z nim oddziałów. W 1946 r. Kuraś – jak wynika z artykułu Karoliny Panz – jako jeden z warunków negocjacji z władzami podał „usunięcie wszystkich Żydów z Nowego Targu w jak najkrótszym czasie, w przeciwnym razie będzie ich tępił bezlitośnie”. W dokumentach, do których dotarła Karolina Panz, nazwisko ks. Józefa Hojoła jako rabczańskiego człowieka instytucji powiązanego z oddziałami „Ognia” wypływało kilkakrotnie.

W czerwcu 2016 r. historię ataków na sierociniec żydowski i powiązania z nimi ks. Hojoła opisała krakowska „Gazeta Wyborcza”. Na facebookowym profilu komentowała sprawę prof. Magdalena Smoczyńska, psycholingwistka: „Niezwykła jest podłość tych czynów ks. Hojoła: inspirowania i organizowania zbrojnych ataków na ocalałe z Holokaustu dzieci – młode istoty potwornie poranione na ciele i duszy, z których każde miało za sobą niewyobrażalnie straszne doświadczenia, przy czym wykonawcami tych ataków mieli być, i byli, niewiele starsi ich współobywatele. Czczenie pamięci takiego osobnika jest czynem wołającym o pomstę do nieba”. W lipcu 2016 r. „Wiadomości Rabczańskie” opublikowały swój artykuł: zeznania w sprawie ataków na sierociniec były wymuszane przez ubeków; atakowano nie dzieci, ale „resorty represji” – zdaniem autora artykułu w willach Stasin i Juras dzieci nie było, bo stacjonowała tam milicja i bezpieka.

Portret podwójny: Lena

Lena Kuchler urodziła się w 1910 r. w Wieliczce, skończyła na UJ studia na Wydziale Filozofii, specjalność psychologia i edukacja – rzadka w ówczesnej Polsce. W czasie wojny straciła córkę Miriam, sama przetrwała po aryjskiej stronie jako guwernantka w polskim domu, miała tzw. dobry wygląd i fałszywe dokumenty. Później – mieszkając w Izraelu – wielokrotnie opowiadała w wywiadach i opisywała w książkach historie prowadzonych przez siebie sierocińców w Zakopanem i Rabce w 1945 r. Książki te – pisane po polsku – zostały przetłumaczone na wiele języków, ale w Polsce nigdy się nie ukazały. Lena opisała w nich wojenne historie podopiecznych – dzieci od lat 3 do kilkunastu – z każdym z nich rozmawiała osobno w sierocińcach.

Miała 35 lat, kiedy po powrocie do Krakowa trafiła na ul. Szewską 38, gdzie mieścił się Tymczasowy Komitet Pomocy Ludności Żydowskiej – brudny, zaniedbany dom służący setkom opuszczonych żydowskich dzieci bardziej za noclegownię niż dom. Długo unikała Szewskiej, opowiadała Lena w izraelskim filmie „Moich 100 dzieci” z 2003 r., wiedziała, że „dzieje się tam płacz i samotność” małych ludzi, którzy przestali wierzyć w człowieczeństwo. Kiedy poszła – a raczej nogi same ją zaniosły – w każdej buzi widziała swoją zmarłą Miriam. Lena podobno zaczęła od awantury w kierownictwie przytułku. Ale usłyszała tylko, że więcej dzieci znajdzie jeszcze na piętrze i w piwnicy. Wiedziała – opowiada w filmie – jeśli się dzieciom poświęci, zrezygnuje z siebie samej na wiele lat.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną