Za granicą powstają polskie strefy urlopowe

Schabowy Welcome To
Obciach i wstyd? A może przejaw wakacyjnej emancypacji Polaków? Wokół polskich stref, czyli wakacyjnych resortów z polskim językiem, kuchnią oraz telewizją, będzie w tym roku gorąco.
W „Polskich Strefach” Rainbow przygotowano 40 tys. miejsc, co oznacza, że co dziesiąty turysta debiutant będzie mógł spędzić wakacje po polsku.
Igor Morski/Polityka

W „Polskich Strefach” Rainbow przygotowano 40 tys. miejsc, co oznacza, że co dziesiąty turysta debiutant będzie mógł spędzić wakacje po polsku.

W 2012 r., po arabskiej wiośnie, Polacy masowo jeździli do Egiptu.
Bartlomiej Jurecki/Forum

W 2012 r., po arabskiej wiośnie, Polacy masowo jeździli do Egiptu.

Tworzenie turystycznych dzielnic czy stref dla turystów to rozwiązanie stosowane od dawna w wielu miejscach.
Jerzy Dudek/Forum

Tworzenie turystycznych dzielnic czy stref dla turystów to rozwiązanie stosowane od dawna w wielu miejscach.

Atmosfera w strefie przypomina trochę wczasy pracownicze. Ludzie, mijając się, mówią sobie dzień dobry, cześć – cześć. Idą na plażę, później coś zjedzą – w menu m.in. schabowy. Potem potańczą, wezmą udział w konkursie wiedzy o ojczyźnie „Kocham Cię, Polsko” albo zabawie muzycznej „Jaka to melodia?”. Obejrzą film – po polsku, oprócz „Killera” i „Chłopaki nie płaczą”, też światowa kinematografia. W programie, opracowanym na 14 dni, jest jeszcze „Venus kontra Mars”, czyli „prawdziwy pojedynek płci i wiedzy o sobie nawzajem”, latino party, wreszcie karaoke z polskimi szlagierami (Wilki, popularny rock, disco polo).

Wiosna czyni lato

Na potrzebę, by za granicą poczuć się jak u siebie, biura odpowiadały od dawna. Małe firmy, sprzedające wyjazdy na narty w Alpy czy na kempingi w okolicach Rawenny, od lat na cały sezon prócz turystów wysyłały także kucharzy z Polski, serwujących kotlety, pulpety, żurek czy bigos (nierzadko na produktach z polskiego Makro, przemycanych za granicę autobusami turystycznymi, w tajemnicy przed sanepidem). Zagraniczne koncerny wykupywały hotele o średnim standardzie w Grecji czy Bułgarii właśnie dla Polaków, dzięki czemu wycieczki z polskiego katalogu były tańsze. Przykładem polsko-polskiej integracji na wakacjach były też słynne objazdówki, podczas których grupa Polaków jeździła przez kilkanaście dni razem po jakiejś części Europy.

Jednak w tym roku jedno z większych biur – Rainbow – zrobiło z polskiej wioski chwyt reklamowy. Sprzedaje pobyty pod nazwą „Polska Strefa” w sześciu ośrodkach: w małych kontynentalnych greckich miejscowościach, jak Kokkino Nero i Velice, oraz na Korfu, na Rodos i Krecie, a także w Chorwacji. W każdej jest polska informacja turystyczna i, z wyjątkiem nielicznych miejscowych, sami Polacy.

Biuro zapewnia, że pomysł przyniosło życie. Gdy Rainbow zbadało, dlaczego tylko 6 proc. Polaków, czyli 2 mln osób, w wakacje rusza się z kraju, okazało się, że nie chodzi o ceny (nad Bałtykiem często bywa drożej), ale o obawy. Pierwsza przyczyna to bariera językowa. – Po drugie, większość Polaków lubi spędzać czas ze znajomymi, przyjaciółmi, więc do tej pory np. wynajmowali co roku wspólnie kwaterę nad Bałtykiem. Kolejna rzecz: Polacy boją się, że sobie nie poradzą – opowiada Radomir Świderski z Rainbow. – Z naszych badań wynika, że choć zagraniczne wczasy są dla wielu Polaków spełnieniem marzeń, to wiążą się z silnymi obawami.

Polskie strefy miały ten lęk złagodzić. Tym bardziej że lęków jest dziś sporo. Kraje Afryki Północnej, czyli Egipt, Tunezja, Maroko, a także Turcja – wcześniej obowiązkowe wakacyjne destynacje Polaków – są dziś niemal puste. Andrzej Betlej, niezależny ekspert branży turystycznej z Instytutu TravelData, mówi wręcz o wielkich zmianach w geografii turystycznej, które zaszły po 2011 r. Wiąże je z licznymi niepokojami społeczno-politycznymi i aktami terrorystycznymi, które zmieniały poziom bezpieczeństwa w popularnych rejonach wypoczynkowych. Na to nałożyły się czynniki ekonomiczne, czyli lepszy stan budżetów domowych mieszkańców Polski B, efekt wzrostu wynagrodzeń oraz wypłacania 500 plus.

Biurom przybyło więc mniej zamożnych klientów – debiutantów. – Rainbow skierował swoją ofertę polskich stref do liczącej około 350 tys. osób grupy, która jest „nową falą w turystyce” – mówi Andrzej Betlej. – W dominującym stopniu są to ludzie, którzy jadą pierwszy raz, właśnie dlatego, że umożliwiają im to nowe warunki ekonomiczne. Gdyby stan świata był podobny do tego sprzed pięciu lat, pewnie wybraliby Turcję, najpopularniejszą w tamtym czasie wśród Polaków, względnie Egipt lub Tunezję. Dobry hotel z basenem i dostępem do morza można było w tamtej części świata dostać nawet o połowę taniej niż w Europie.

W 2012 r., po arabskiej wiośnie, Polacy masowo jeździli do Turcji, modny stawał się Egipt (30-procentowy wzrost w samym 2012 r.), coraz popularniejsza Tunezja (wzrost o 7 proc. w 2012 r.). Jednak kolejne lata – i niepokoje społeczne zapoczątkowane przez zamieszki po odsunięciu od władzy w Egipcie Muhammada Mursiego w lipcu 2013 r. – wystraszyły turystów. Od tego czasu co roku liczba Polaków w tych krajach spadała. W Tunezji w 2015 r. z około 50 tys. polskich turystów zostało 3,5 tys., w Egipcie z grubo ponad 100 tys. została jedna trzecia.

2016 r. przyniósł odwrót Polaków od Turcji – ze 180 tys. turystów każdego lata zrobiło się około 50 tys. – oraz dalszą marginalizację Egiptu (do skromnych 13 tys. turystów z Polski, zjeżdżających w miesiącach letnich). W końcu na dobre zostaliśmy w Europie. Dziś najwięcej wyjeżdżających za granicę z biurami podróży wybiera Grecję; w 2015 r. pojechało tam 253 tys. Polaków, a w 2016 r. 265 tys., i tak Grecja wyparła Turcję z pierwszego miejsca na liście. Reszta Polaków wybiera głównie Hiszpanię (129 tys. w ciągu lata, wzrost o 48 proc.) albo Bułgarię (115 tys., wzrost o 39 proc). Z analiz Andrzeja Betleja wynika jasno, że już w pierwszym roku wypłacania 500 plus najwięcej turystów z Polski zyskały Bułgaria (mocno) i tańsza Hiszpania kontynentalna. Zyskała także Majorka, ale to nie tyle ze względu na pieniądze na dzieci, co raczej z powodu nieco snobistycznej mody i odwrotu bogatszych klientów od Grecji. A skoro wszyscy Polacy jeżdżą w te same – nieliczne – miejsca, wśród biur podróży zrobiła się ogromna konkurencja. Czym można rywalizować? Ceną nie da się tego robić w nieskończoność. Teraz wartością dodaną ma być, mówiąc skrótem, schabowy. W „Polskich Strefach” Rainbow przygotowano 40 tys. miejsc, co oznacza, że co dziesiąty turysta debiutant będzie mógł spędzić wakacje po polsku.

Jak u mamy

Wielu rezydentów opiekujących się Polakami za granicą jest za. Podkreślają, że Polacy od zawsze domagali się napisów w języku polskim, rodzimych kelnerów, recepcjonistów, barmanów. Nawet sprzedawców w sklepach – pisze jeden z przewodników na „Turystyka Forum: piloci, przewodnicy, rezydenci, specjaliści, biura podróży”. Czasem pragnienia turystów zamieniały się wręcz w żądania. Wielu rezydentów latami wysłuchiwało, że jeśli hotel przyjmuje Polaków, to kelnerzy nie tylko powinni znać język polski, ale i wpisać do menu placki ziemniaczane, że w telewizji bezwzględnie powinny być polskie kanały – i dlaczego nie ma?! – Nie każdy wyjeżdża, by poznawać inne kultury. Niektórzy jadą się napić i pobawić, i chcą czuć się jak u siebie. Dla nich im więcej polskości, tym lepiej – mówi inna pilotka wycieczek.

Rezydenci dodają, że polskie strefy to w gruncie rzeczy nie nasz wymysł. Wspominają o „całych hotelach, a nawet całych miejscowościach wykupywanych przez tour operatorów, by np. niemiecki, rosyjski, a nawet czeski turysta poczuł się jak u siebie”. I że w tym sensie polska strefa to pierwszy krok do emancypacji polskich klientów w turystyce wyjazdowej. „Przez lata napatrzyłam się na Niemców, Brytoli, ale głównie na Rosjan, pod których wszystko było zorganizowane, a Polacy tylko im zazdrościli” – pisze rezydentka na forum.

Prof. Krzysztof Podemski, socjolog z Uniwersytetu Adama Mickiewicza i autor „Socjologii podróży”, z ubolewaniem tłumaczy, że polskie strefy okazują się dla wielu idealne. – Sporo turystów, nie tylko z Polski, lubi to, co swojskie. Nie wychodzą poza obręb hotelu i plaży hotelowej, czasami wręcz ograniczając się wyłącznie do basenu w hotelu – mówi. – Tych nastawionych bardziej poznawczo jest znacznie mniej, a i sama zorganizowana turystyka nie sprzyja poznawaniu. Nawet tak zwane objazdówki to przecież wieczny pośpiech i powierzchowny sightseeing.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną