Społeczeństwo

Nigdy wcześniej tylu Polaków nie popierało legalizacji związków osób tej samej płci

Z sondażu dla OKO.press wynika, że w kwestii otwarcia na prawa osób LGBTQ doganiamy świat. Z sondażu dla OKO.press wynika, że w kwestii otwarcia na prawa osób LGBTQ doganiamy świat. Pixabay
Z sondażu dla OKO.press wynika, że w kwestii otwarcia na prawa osób LGBTQ doganiamy świat, ale robimy to bardzo małymi krokami.

Rośnie poparcie dla legalizacji związków osób tej samej płci i jest to nasz polski rekordowy wskaźnik tolerancji – wynika z najnowszego sondażu IPSOS dla OKO.press. Według badania ponad połowa Polaków (52 proc.) zgadza się na przyznanie osobom LGBTQ „prawa do prawnego uregulowania ich uczuciowych i życiowych decyzji” – wobec blisko połowy (43 proc.) odmawiających takiego prawa.

Ale optymistyczne rezultaty trzeba ocenić na chłodno – wyniki sondażu mówią o rosnącej akceptacji dla zawierania jednopłciowych związków partnerskich, ale już nie dla równości małżeńskiej. W kwestii otwarcia na prawa osób LGBTQ może i doganiamy świat, ale robimy to bardzo małymi krokami.

Partnerstwo, ale nie małżeństwo

Bo o ile Polacy są skłonni dać parasol w postaci związków partnerskich i zaakceptować pod nim równość w postaci prawa do wspólnego opodatkowania, testowania i dziedziczenia, a także prawa do opieki w szpitalu i uzyskania informacji o stanie zdrowia partnera, to na razie na tym nasza tolerancja się kończy.

Nieco więcej niż co trzeci ankietowany (38 proc.) akceptowałby małżeństwa osób tej samej płci (57 proc. mówi im wprost: nie). Bez zmian także w kwestii prawa do adopcji dzieci przez pary żyjące w związkach jednopłciowych. Tu przytłaczająca większość (80 proc.) nie wyraża zgody na powstawanie takich rodzin – za jest zaledwie 16 proc.

Sondaż OKO.press określa też stosunek do praw osób LGBTQ w korelacji do płci, wykształcenia i miejsca zamieszkania badanych. I tu też niespodzianki nie ma – mniej konserwatywne w opiniach są kobiety, ludzie lepiej wykształceni i mieszkający w większych miastach.

Choć nie przełomowe, wyniki badania napawają ostrożnym optymizmem. Także dlatego, że pokazują, że dla Polaków nie taki świat straszny, jak go PiS maluje. Z pewnością działa tu też efekt Roberta Biedronia, który z założyciela i działacza Kampanii Przeciw Homofobii, a potem posła na Sejm RP, stał się prezydentem miasta. Nie jest on jednak tylko lokalnym włodarzem, ale politykiem popularnym, cenionym i lubianym także poza rogatkami Słupska. Dla wielu wyborców uosabia Polskę nowoczesną, otwartą i optymistyczną – a jego koncyliacyjny sposób rządzenia jest doskonałą przeciwwagą dla siermiężnego stylu PiS.

Biedroń przez lata swojej aktywności publicznej, umiejętnie pokazywanej i przypominanej wyborcom, zapracował nie tylko na ich sympatię, ale przede wszystkim na szacunek. W jego cieniu idzie też Paweł Rabiej z Nowoczesnej, który ma wystartować w wyścigu o fotel prezydenta Warszawy.

Co powie Schetyna?

Jakie wnioski dla polityków? Po pierwsze, to gorzka pigułka dla Grzegorza Schetyny, który zaostrzając kurs na prawo, liczył na odebranie elektoratu PiS. Tymczasem wyborcy Platformy Obywatelskiej „zerwali się Schetynie z konserwatywnej kotwicy”. Badania opinii publicznej nie od dziś pokazują, że elektorat Platformy dopuszcza różne sytuacje życiowe i wynikające z nich związki między ludźmi. W tej grupie tolerancja wobec osób homoseksualnych (a także wobec ich antydyskryminacyjnych postulatów) jest znacząca. Modelowanie elektoratu wedle własnych oczekiwań pokazuje oderwanie liderów PO od tego, na co liczą wyborcy. Nie pierwszy to raz, nie ostatni.

Po drugie, wyniki sondażu to także ważna wiadomość dla partii rządzącej. Okazuje się bowiem, że jesteśmy bardziej proeuropejscy i bardziej tolerancyjni, niż chciałby tego rząd Beaty Szydło. O ile bowiem PiS zaczął od gry na konserwatywnej nucie, by przejść do tonów otwartej ksenofobii i pielęgnowania uprzedzeń – to na szczęście nadal nie jest to melodia dla wszystkich Polaków. Mimo antyunijnej retoryki i zmiany wektorów w polityce społecznej, szczególnie względem praw kobiet, Polacy wiedzą – i robią – swoje.

Nie znaczy to oczywiście, że wysiłki PiS idą na marne – widzimy doskonale, jak antyuchodźcza histeria zaczyna zbierać coraz bardziej namacalne plony. Nie ma dnia, by media nie donosiły o przemocy wobec obcokrajowców przebywających w Polsce. PiS-owi udaje się te ksenofobiczne nastroje rozdymać i hodować strach wobec obcych – ale nie udaje się, póki co, wniknąć do najbardziej prywatnej sfery, takiej jak światopogląd i stosunek do intymnych spraw innych ludzi.

Rząd swoje, ludzie swoje

Podobnie rzecz ma się ze stosunkiem do Unii Europejskiej – Polacy na własne oczy przekonują się, jak wielki skok Polska mogła wykonać dzięki wejściu w unijną orbitę. Polexit na sztandarach PiS nie oznacza, że Polacy są gotowi temu rozwodowi przyklasnąć.

Bo deklaracje polityczne to jedno, ale bywa, że życie te wyraziste poglądy szybko prostuje. Widzimy to choćby na przykładzie in vitro. Z jednej strony rząd pod rękę z Kościołem potępiają tę metodę i próbują na wszelkie sposoby Polaków od niej odwieść. Z drugiej strony – w pielgrzymkach na Jasną Górę nie brakuje konserwatywnych wyborców modlących się o wnuka, a konkretnie o kolejne, tym razem pomyślne, podejście do transferu. Tak samo jak ze stosunkiem do kwestii przerywalności ciąży, zakazanej przez władze świeckie i duchowe. A jednak Polki ciąże przerywają i sankcje niewiele tu zmienią (poza oficalnymi statystykami i ryzykiem powikłań oczywiście).

Ten samy mechanizm dotyczy poparcia dla praw osób LGBTQ – rząd i Kościół swoje, ale Polacy swoje. Mimo zaklęć władzy wolności obyczajowej Polacy darmo oddać nie chcą.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną