Społeczeństwo

Baju, baju, zabijają

Motywy młodych zabójców, czyli jakoś to będzie

Wśród wszystkich sprawców zabójstw ok. 20 proc. ma mniej niż 20 lat. Wśród wszystkich sprawców zabójstw ok. 20 proc. ma mniej niż 20 lat. Warren Wong / Unsplash
Z psychiatrą, dr. Stanisławem M. Teleśnickim, o tym, jak myślą i działają młodzi zabójcy.
Wśród wszystkich sprawców zabójstw ok. 20 proc. ma mniej niż 20 lat.Mirosław Gryń/Polityka Wśród wszystkich sprawców zabójstw ok. 20 proc. ma mniej niż 20 lat.
Dr Stanisław M. TeleśnickiPaweł Ulatowski/Polityka Dr Stanisław M. Teleśnicki

Artykuł w wersji audio

Joanna Cieśla: – Młodzi sprawcy zabójstw są bardziej brutalni niż dorośli?
Stanisław M. Teleśnicki: – Często tak. Dorosłemu zabójcy, nawet jeśli działa w afekcie, wystarczy zwykle unieruchomienie ofiary, świadomość, że ona już nie żyje. U dziecka czy wczesnego nastolatka rozładowanie emocji jest znacznie trudniejsze, dłużej utrzymuje się agresja, potrzeba fizycznego skanalizowania impulsów. Skutkiem tego bywa na przykład over killing, czyli zadanie kilkudziesięciu ciosów nożem, choć pierwsze dwa były śmiertelne.

Dlaczego nastolatki zabijają?
Wśród nieletnich zauważalna jest np. grupa tak zwanych wtórnych zabójców. Chłopiec zabija ojca, który jest sprawcą przemocy rodzinnej, bo czuje się zmuszony, by stanąć w obronie matki. Jednak głównym powodem są różnego rodzaju zaburzenia emocjonalne. Część zabójców to osoby o stosunkowo niskim poziomie intelektualnym. Część ma zmiany organiczne w ośrodkowym układzie nerwowym. Część – innego rodzaju dysfunkcje psychiczne, np. nerwicę czy zaburzenia afektywne. W pewnych sytuacjach uruchamiają się objawy, których oni nie potrafią załagodzić i rozładowują napięcie przez zachowania agresywne.

W przypadku nastoletnich sprawców właśnie czynniki emocjonalne odgrywają szczególną rolę. Nie chodzi o zaburzenia w ścisłym rozumieniu diagnozy psychiatrycznej – ale właśnie o wspomnianą niedojrzałość, dysproporcję między rozwojem fizycznym a społecznym i afektywnym. Ci ludzie często żyją jeszcze na pograniczu dzieciństwa, fantazji.

Rzeczywistość miesza im się z fikcją?
Tak, i dlatego wiele podobnych zabójstw jest trudnych do zrozumienia przez osoby dorosłe. U ich podstaw leżą albo jakieś opowieści fantasy, czy wręcz bajki – o królewiczu, królewnie, ratowaniu świata, niszczeniu układów. Nie potrafią tego rozdzielić, reagują niewspółmiernie do okoliczności – to szczególnie dramatycznie widać w przypadku zabójstw członków rodziny. Mieliśmy na oddziale chłopca, który zabił rodzeństwo, bo uważał, że matka faworyzowała resztę dzieci jego kosztem. W mniej drastyczny sposób ujawnia się to na co dzień w tzw. okrucieństwie dzieci. Przemoc stosowana przez dzieci wobec rówieśników jest nieproporcjonalna do sytuacji, z perspektywy dorosłych czasem niewyobrażalna. A jest taka dlatego, że dzieci nie rozumieją jej skutków, tego, że pewnych czynów nie da się odwrócić.

Wśród wszystkich sprawców zabójstw ok. 20 proc. ma mniej niż 20 lat. W badaniach anglosaskich przyjmuje się, że znaczna ich część to osoby o nieprawidłowej, tzw. aspołecznej strukturze osobowości, jednak w badaniach polskich, także moich, prowadzonych na podstawie pracy na oddziale obserwacji sądowo-psychiatrycznej szpitala przy areszcie na ul. Montelupich w Krakowie, nie sposób tego stwierdzić w sposób oczywisty.

A jest coś oczywistego?
Prócz niedojrzałości? Pewnie używki. 70 proc. zabójców, z którymi się spotkałem, było nietrzeźwych, gdy zabijało. Wielu z nich w ogóle często piło. Młodsi zabójcy często zamiast alkoholu używają innych środków psychoaktywnych – narkotyków, dopalaczy.

Tematem jednego z odcinków serialu „Nastoletni mordercy” w brytyjskiej telewizji CBS Reality stało się zabójstwo Zdzisława Beksińskiego. Robert Kupiec, który zadał malarzowi 20 ciosów nożem, wydaje się najzwyczajniejszy z postaci przedstawionych w tej dokumentalnej serii. Zwykły chłopak. A jednak morderca. Nie był pod wpływem żadnych środków.
To był właśnie przypadek niedojrzałości, która poskutkowała over killingiem, o którym mówiliśmy. Robert Kupiec miał 19 lat.

A nastoletni sprawcy jednego z najgłośniejszych zabójstw w ostatnich latach – para z Rakowisk, która zamordowała rodziców chłopaka – wpisują się w ten opis?
Z pewnością byli niedojrzali. Zadziałali tak, jak działają bohaterowie różnego rodzaju fikcji. Nastolatkowie z Rakowisk musieli uzyskać wolność, wyzwolić się z przemocy, która w ich mniemaniu ich otaczała. Nic nie przemawiało do rodziców, nie chcieli zaakceptować ich związku. Prawdopodobnie to dziewczyna miała na chłopaka silny wpływ.

Taka była jego linia obrony…
Ale to jest bardzo możliwe. Dlatego że dla tej dziewczyny z psychologicznego punktu widzenia zabicie obcych ludzi było łatwiejsze niż dla niego zabicie własnych rodziców. Musiał być wzmocniony jej motywacją.

Jak osoby zdrowe, zdolne w miarę normalnie rozumować, mogą wierzyć, że nie zostaną złapane? Że uda im się sprzedać rzeczy ofiary albo żyć za pieniądze rodziców „długo i szczęśliwie”, co podobno planowali zabójcy z Rakowisk?
To właśnie ten deficyt, feler osób podejmujących takie decyzje. Mimo zdolności do normalnego rozumowania nie przewidują odleglejszych skutków swoich działań. Zostawiają na miejscu mnóstwo śladów albo sprzątają, ale bardzo pobieżnie. Działają trochę jak dzieci – przekonane, że jeśli zamkną oczy, to nie będzie ich widać. Albo że jakoś to będzie.

W regionie mieliśmy głośną sprawę chłopca, który zabił matkę, a potem poćwiartował i ugotował jej zwłoki, żeby zatrzeć ślady. Zdemaskowało go narzędzie zbrodni, które policja znalazła w tapczanie. Można przypuszczać, że w filmie, który zainspirował go do zabójstwa, wątek narzędzia zbrodni został pominięty. Przy tym motywacja niewynikająca z psychopatologii może czasem prowadzić do patologicznego czynu. Przykład z Rakowisk dobrze to pokazuje, przykład zabójcy Beksińskiego też. Ci sprawcy nie cierpią na żadne choroby, które przeszkadzałyby im w normalnym funkcjonowaniu. Kierują się w zasadzie zrozumiałymi, zdrowymi przesłankami. Jeden chce spłacić dług, potrzebuje pieniędzy. Drugi chce się wyzwolić spod władzy rodziców. Oczywiście mógłby spakować swoje rzeczy i uciec z dziewczyną, jak robi pewna grupa ludzi i jak robiło też wielu bohaterów różnego rodzaju fikcji. Ale to jest właśnie ta cecha psychopatyczna – oni chcą osiągnąć cel natychmiast i do końca.

Notabene, sprawcy chorujący też się zdarzają. Jest grupa młodocianych, którzy zabójstw dokonują pod wpływem rozwijającej się choroby psychicznej, w jej pierwszym okresie przed diagnozą. To też często są dramatyczne zdarzenia, a umykają rozgłosowi medialnemu. Sprawa jest szybko umarzana, bo przyczyny stają się oczywiste. Te przypadki nie są rzadkie, ponieważ choroby psychiczne, głównie schizofrenia, rozwijają się w okresie młodzieńczym. Ale z drugiej strony czasem niełatwo rozróżnić początkową fazę choroby od zachowań niedostosowanych społecznie, które wynikają z procesów rozwojowych.

W Polsce rozmowę na ten temat trudno prowadzić tak, by nie pogłębiać dyskryminacji i lęku przed osobami chorującymi psychicznie.
Tych problemów i nieporozumień jest więcej i są wielokierunkowe. Dużo już mówi się, że choroby psychiczne to źródło cierpień, że depresja jest chorobą psychiczną śmiertelną. A z drugiej strony, jeśli osoba podejrzana o jakieś przestępstwa ujawnia, że choruje na depresję, to społeczny odbiór jest natychmiastowy: udaje, aby uniknąć odpowiedzialności. Mówię to z pozycji człowieka, który przez dekady wydawał opinie psychiatryczne w sprawach karnych.

A są tacy, którzy zabijają z wyrachowania?
Jest taka część. Zabijają celowo, bo oczekują, że w związku z tym osiągną jakąś korzyść, materialną czy społeczną. Wśród zabójców, z którymi ja się spotkałem, tych działających w sposób przemyślany i zaplanowany było 14 proc. Tych łączy skłonność, by z zasady nie stosować się do powszechnie uznawanych norm. Mają antyspołeczne rysy osobowości. Dążą do realizacji celów, nie licząc się z okolicznościami. Chcą je osiągać jak najszybciej i jak najprościej.

W ostatnich latach sądy skazywały rocznie od sześciu do trzech takich sprawców. W 2016 r. według statystyk policji stwierdzono 11 zabójstw dokonanych przez nieletnich.
Taki jednorazowy wzrost trudno głębiej analizować. Generalnie częstość takich przestępstw w ostatnich latach spada. Warto zastanawiać się, z czego to wynika. Na pewno znaczenie mają większe możliwości zajęcia młodych ludzi. To nie zawsze ma tylko pozytywne skutki – różnorakie lekcje dodatkowe, treningi w skrajnych przypadkach bywają zbyt obciążające. Ale zajmują im czas. A nawet gdy mają wolne, są zajęci siedzeniem w internecie, w telefonach. Nie jestem tym zachwycony, bo to również niesie różnego rodzaju problemy. Ale ma i taki skutek, że znacznie rzadziej niż kilkanaście lat temu widać na ulicach grupki bezczynnych wyrostków, którzy włóczyli się podpici, szukali zaczepki.

W ostatnich latach dużo mówiło się jednak, że to właśnie internet, gry komputerowe z przemocą powodują wzrost agresji wśród dzieci.
Tak jak mówiłem, różne fikcyjne światy, do których dzieci mają dostęp, wpływają na ich zachowania. Był moment, kiedy wysyp gier z patologicznymi zachowaniami spowodował nasilenie patologicznych działań w rzeczywistości. Każda taka nowa sytuacja przynosi lepsze i gorsze następstwa, ale mody na szczęście mają to do siebie, że mijają. Teraz bardziej niepokoi mnie nękanie z wykorzystaniem serwisów społecznościowych, patologiczne rozpowszechnianie treści pornograficznych w internecie w sposób, który umożliwia dostęp do nich także dzieciom. I liczba przestępstw o charakterze seksualnym – zgwałceń, tzw. obcowania z osobą małoletnią – nie spada.

Czy znaczenie może mieć zmiana praktyk wychowawczych, bardziej świadome wypełnianie ról matki i ojca?
Może. Wyraźnie widoczny jest też wzrost wykształcenia rodziców współczesnych nastolatków. A w rodzinach inteligenckich zabójców zawsze było mniej. Nie ma jednak reguł, że bardziej zadbane dzieci nie łamią prawa. Inne warunki sprawiają, że dziecko z dobrego domu popełnia czyn zabroniony, a inne – że to z zaniedbanej rodziny. Nie ma świata idealnego.

Zabójca Beksińskiego, skazany na 25 lat więzienia, wkrótce może starać się o zwolnienie warunkowe po odbyciu połowy kary. Podobno nieźle się sprawuje, więc może wyjść na wolność jako człowiek ok. 30-letni. Ma szanse normalnie żyć? Pracować? Stworzyć związek, założyć rodzinę?
Im przestępca jest młodszy, im lepiej wykształcony, im większe ma wsparcie społeczne, tym jego możliwość resocjalizacji jest większa. O ile wiem, z tamtym chłopakiem regularny kontakt utrzymuje przynajmniej jego matka. Twierdzi, że zrozumiał swój błąd i chce być lepszym człowiekiem, pomagać innym. Wielkie znaczenie ma możliwość nauki i zdobycia zawodu przez odbywającego karę. A to się w dużej mierze udaje. Młodociani mają pierwszeństwo zatrudnienia, teoretycznie więc wyjście na prostą jest możliwe. Teoretycznie też większe szanse mają sprawcy poważniejszych przestępstw trafiający do zakładów poprawczych niż sprawcy lżejszych przewinień umieszczeni w Młodzieżowych Ośrodkach Wychowawczych.

W ostatnich latach zakłady poprawcze pustoszeją, są wypełnione ledwie w 30–50 proc., a MOW są przepełnione. A przepełnienie w miejscu odbywania sprzyja pogłębieniu demoralizacji osadzonych. Powroty do przestępstw wciąż są częste. Połowa młodych sprawców, którzy trafiają za kratki, z czasem wraca do więzienia. Ale ponieważ zabójstw jest szczęśliwie niewiele, trudno formułować uogólnienia. Zdarza się, że odbywający karę zawierają związki z osobami z zewnątrz, na różnych zasadach. Czasami grupy religijne angażują się w pomoc więźniom. To jeden z kanałów nawiązywania znajomości, które mogą się skończyć relacją. Znam skazanych, którzy w ten sposób ułożyli sobie życie.

Znałem też skazanego, zabójcę, który na trzy lata przed końcem kary odbywał ją w trybie półotwartym – pracował poza zakładem, po południu wracał, wychodził na przepustki, uczestniczył w życiu rodzinnym. Dzięki temu jego lądowanie na wolności, po wyjściu z więzienia, było znacznie łagodniejsze. Los zabójcy Beksińskiego też nie jest więc przesądzony. Pytanie, czy będzie umiał wykorzystać szanse, które może dostać.

rozmawiała Joanna Cieśla

***

Dr Stanisław M. Teleśnicki jest psychiatrą. Był ordynatorem oddziału obserwacji sądowo-psychiatrycznej szpitala przy areszcie śledczym przy ul. Montelupich w Krakowie. Jest także biegłym sądowym. Odcinek „Nastoletnich morderców” opisujący sprawę zabójstwa Zdzisława Beksińskiego będzie powtórnie emitowany 19 września o godz. 21.00 na kanale CBS Reality.

Polityka 37.2017 (3127) z dnia 12.09.2017; Społeczeństwo; s. 29
Oryginalny tytuł tekstu: "Baju, baju, zabijają"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Hiroszima i Nagasaki – trauma Japonii

Ameryka przeczytała opis skutków zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę dopiero w rok po fakcie. Dla Japończyków to symbol narodowego męczeństwa. Wolą jednak nie rozpamiętywać, jaka droga zaprowadziła Japonię ku tragedii.

Adam Szostkiewicz
06.08.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną