Jak na akcję #MeToo reagują mężczyźni?
Jedni piszą seksistowskie komentarze, inni okazują zrozumienie, część przyznaje się do winy. Skąd ta różnorodność?
Reakcje na akcję #MeToo były i są rozmaite.
freestocks.org/Unsplash

Reakcje na akcję #MeToo były i są rozmaite.

Lawinowo pojawiające się na Facebooku i Twitterze hasztagi #metoo ujawniły skalę molestowania seksualnego na całym świecie. Do akcji dołączyły osoby znane, jak islandzka piosenkarka Bjørk czy gimnastyczka Mckayla Maroney.

Ale to przede wszystkim głos anonimowych kobiet, które opisywały, co je spotkało w przeszłości, stał się zarzewiem dyskusji. Ta toczy się w rozproszeniu, w komentarzach pod postami pisanymi dosłownie spod każdej szerokości geograficznej. Uczestniczą w nich też mężczyźni.

#SłyszęCię

Pierwsze rzucają się w oczy komentarze wynikające z niezrozumienia powagi sytuacji: „Wygląda na to, że wszyscy już byli molestowani, tylko nie ja”, „Może mnie ktoś by wreszcie zmolestował” itp.

Trudno, żeby takie teksty nie wywoływały irytacji i nie były usuwane. Wiążą się one z mitem negatywnie rozumianej poprawności politycznej. Fantazji, w której ograniczenie możliwości mówienia tego, co ślina przyniesie na język, wiąże się z ograniczeniem wolności. To takie rozumowanie przysporzyło zwolenników Donaldowi Trumpowi podczas kampanii wyborczej – wreszcie pojawił się kandydat, który nie bał się mówić, co myśli.

Nie ma się czemu dziwić, mężczyźni mają różne doświadczenia, każdy z nas wkracza w inny sposób w dorosłość – komentuje Michał Pozdał, seksuolog z Uniwersytetu SWPS, autor książki „Męskie sprawy: życie, seks i cała reszta”. – Ale nie ma też co skupiać się na negatywnych komentarzach, kiedy tak duża zmiana przetacza się przez świat – dodaje.

Ta zmiana ujawnia skalę molestowania seksualnego na świecie. Ale i coś jeszcze. Wielu mężczyzn (głównie w Ameryce) odpisywało na historie molestowanych kobiet za pomocą hasztagów: #IhearYou (#SłyszęCię) czy nawet #ItWasMe (#ToByłemJa). Akcję komentowali komicy: Greg Finley i Barry Crimmins. Ten drugi przyznał, że sam był ofiarą przemocy seksualnej. Quentin Tarantino, który przez lata współpracował z producentem Harveyem Weinsteinem, od zdemaskowania którego rozpoczęła się akcja #metoo, mówił: „Wiedziałem wystarczająco dużo, żeby coś z tym zrobić. To było coś więcej niż zwykłe plotki z drugiej ręki. Wiedziałem, że zrobił kilka z tych rzeczy”.

Trudno dyskutować z twardymi faktami: więcej kobiet umiera na świecie na skutek przemocy domowej niż na malarię. Może wreszcie zacznie się o tym głośno mówić – dodaje Pozdał. Ale czy ta statystka oznacza, że niemal wszyscy jesteśmy w jakiś sposób winni? To zależy, jak na to spojrzeć. Jeśli młode kobiety mają problemy z kręgosłupem, bo garbiły się w liceum, a to z kolei jest wynikiem zadręczania przez kolegów notorycznie strzelających im ze staników, to z pewnością tak.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną