Wieś wygrywa z miastem?

Ile wsi we wsi
Gdy świat pędzi do miast, Polacy z miast uciekają na wieś, która coraz mniej ma wspólnego z rolnictwem i sielankową arkadią oferującą ciszę, spokój i kontakt z naturą. Tradycyjna wieś, jaką myśleliśmy, że znamy, nie istnieje.
„Wieś, jaką ciągle mamy w zbiorowej wyobraźni, miejsce tożsame z rolnictwem i tradycyjnym stylem życia, nie istnieje” – podsumowuje dr Przemysław Sadura, socjolog z UW.
Igor Morski/Polityka

„Wieś, jaką ciągle mamy w zbiorowej wyobraźni, miejsce tożsame z rolnictwem i tradycyjnym stylem życia, nie istnieje” – podsumowuje dr Przemysław Sadura, socjolog z UW.

Kolonizatorzy różnią się od animatorów tym, że lokalna wspólnota niezbyt ich interesuje, raczej służy jako zasób (np. taniej siły roboczej) do realizacji własnych celów.
PantherMedia

Kolonizatorzy różnią się od animatorów tym, że lokalna wspólnota niezbyt ich interesuje, raczej służy jako zasób (np. taniej siły roboczej) do realizacji własnych celów.

Niemiejskie miasta i niewiejskie wsie, stykając się z sobą i mieszając ludnościowo, stają się międzymieściami, obszarami łączącymi różnorodne funkcje.
PantherMedia

Niemiejskie miasta i niewiejskie wsie, stykając się z sobą i mieszając ludnościowo, stają się międzymieściami, obszarami łączącymi różnorodne funkcje.

audio

AudioPolityka Edwin Bendyk - Ile wsi we wsi

Radek Nowacki jest fotografem, fachu uczył się na uniwersytetach w Szkocji, gdzie wyjechał jak wielu młodych Polaków na początku XXI w. Mieszkał tam przez wiele lat z żoną graficzką, marząc o powrocie do Polski. Jedne z wakacji poświęcili na poszukiwanie siedliska na resztę życia, przejechali od Gdańska aż poza Sejny, sprawdzając 40 miejsc. Padło na Gorło w gminie Stare Juchy. – Za naszą decyzją nie stała jakaś wielka filozofia, chcieliśmy dla siebie i rodziny miejsca, gdzie możemy realizować siebie, mieć wpływ na rzeczywistość i korzystać z takich walorów, jak piękny krajobraz, czyste powietrze i środowisko – opowiada Radek Nowacki. I dodaje, że utopijne marzenia już po kilku miesiącach musiały zderzyć się z rzeczywistością, kiedy zgromadzony w Szkocji kapitał stopniał i pojawiać się zaczęło pytanie, jak i z czego żyć? Dziś, po czterech latach od osiedlenia się w Gorle, Nowacki jest dyrektorem Biblioteki-Centrum Informacji i Kultury w Gminie Stare Juchy, strażakiem w Gorle, nadal fotografuje, wraz z żoną animuje i kombinuje, jak uczynić ze Starych Juch dobre miejsce do życia nie tylko dla siebie i swojej rodziny, ale i dla innych mieszkańców.

– Radek to typowy frik, jakich coraz więcej zaczyna napływać na Warmię i Mazury z dużych miast lub nawet z zagranicy – komentuje Ryszard Michalski, prezes olsztyńskiego Stowarzyszenia Tratwa. Przywożą z sobą trochę kapitału, energię, wiedzę, kontakty i próbują zmieniać rzeczywistość, wciągając w to rdzennych mieszkańców. Stawką jest przyszłość gminy, w której dziś największym pracodawcą jest gminny urząd i wspomniana biblioteka, a głównym źródłem większych zarobków wyjazdy za pracą. Mieszkańcy Starych Juch, gminy liczącej nominalnie 4 tys. mieszkańców, upodobali sobie Islandię, gdzie, jak podliczono, pod koniec 2013 r. było 400 „juchasów”.

Wieś bez rolników

Stare Juchy są doskonałą ilustracją procesów, jakie zmieniają polską wieś w XXI w. Przemiany te podsumowuje raport „Wieś w Polsce 2017: diagnoza i prognoza” przygotowany na 30-lecie Fundacji Wspomagania Wsi. – Wieś, jaką ciągle mamy w zbiorowej wyobraźni, miejsce tożsame z rolnictwem i tradycyjnym stylem życia, nie istnieje – podsumowuje krótko dr Przemysław Sadura (socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego), współautor raportu. Bo choć rolnictwem ciągle można zajmować się tylko na terenach wiejskich, to jednak wieś żyje z rolnictwa tylko w 10 proc., najbardziej, w 38 proc., polegając na pracy najemnej i w 25 proc. na emeryturach, zasiłkach, rentach.

Uogólnione statystyki potrafią jednak mylić, ostrzega Sadura. Na pewno pokazują generalne tendencje i skok cywilizacyjny, jaki dokonał się na polskiej wsi po akcesji do Unii Europejskiej w 2004 r. W okresie 2004–15 na wieś trafiło 39 mld euro, z czego ponad 21 mld stanowiły dopłaty bezpośrednie dla rolników (udział dopłat w dochodach rolniczych osiągnął w Polsce 50 proc.). Unijne środki pomogły na tyle poprawić infrastrukturę, że techniczne warunki życia na wsi zbliżyły się do miejskich, a dostęp do internetu w Starych Juchach jest lepszy niż w peryferyjnych osiedlach Warszawy. Wydłuża się oczekiwana długość życia mieszkańców wsi, mieszkanki wsi już w tej chwili mogą spodziewać się, że będą żyć dłużej od mieszkanek miast. Średni poziom dochodów na wsi osiągnął 82 proc. średniej krajowej, a zadowolenie z życia, jak donosi Diagnoza Społeczna, z wartością 80,6 proc. zadowolonych przewyższa średnią krajową (78,4 proc.). Owszem, ciągle mieszkańcy wsi w większym stopniu zagrożeni są ubóstwem, ale jak donoszą autorzy innego raportu („Polska wieś 2016” Fundacji Rozwoju Polskiego Rolnictwa pod red. Jerzego Wilkina i Iwony Nurzyńskiej), zaciera się stary podział na Polskę A i B, bo gospodarstwo domowe w województwie podlaskim rozporządza podobnym dochodem jak gospodarstwa w województwie opolskim lub w Wielkopolsce.

W końcu bilans demograficzny – wbrew światowym tendencjom, które są opisywane przez pojęcie urbanizacji oznaczające wielką wędrówkę ze wsi do miast, Polacy rozpoczęli XXI w. na opak: ruszając na wieś. W chwili obecnej na terenach wiejskich mieszka 40 proc. mieszkańców Polski i jeśli nie nastąpią jakieś gwałtowne zmiany, trend ten będzie się utrzymywać i w połowie stulecia na wsi mieszkać już będzie blisko 45 proc. z niespełna 34 mln żyjących wtedy w kraju Polaków.

Przypomnijmy ostrzeżenie Przemysława Sadury i podejrzyjmy rzeczywistość ukrytą pod statystyką. Ta jest o wiele bardziej złożona. To prawda, że maleją różnice między wsią i miastem w dostępie do wyższej edukacji, nie zmienia się jednak różnica w dostępie ze względu na status społeczno-ekonomiczny. Wsie nieatrakcyjne turystycznie, położone daleko od ośrodków miejskich, podupadają. Wsie atrakcyjne, jak Stare Juchy, szarpane są przeciwstawnymi procesami – stają się przedmiotem zainteresowania miejskiej klasy średniej szukającej na wsi lepszego życia. Jak zauważa Radek Nowacki: – Jest nas, frików, coraz więcej, spotykamy się regularnie, żeby rozmawiać o tym, jak rozwijać produkty regionalne, jak zorganizować szkołę i przedszkole, wymieniać doświadczeniem. Na ostatnim spotkaniu było nas już 60. A nie chodzi tylko o miejskich imigrantów, bo doliczyć trzeba jeszcze np. mieszkańców Warszawy budujących swoje sezonowe siedliska, często jednak z myślą o stałym osiedleniu na emeryturze, emerytach i przedsiębiorcach tworzących SPA, hotele i pensjonaty.

Osiedleńcom docierającym na Warmię i Mazury przyjrzała się Alicja Kulik w ramach programu „Ponowa”, którego celem było opracowanie scenariuszy przyszłości regionu. Okazało się, że można podzielić ich na dwie duże kategorie: animatorów i kolonizatorów. Pierwsi starają się wniknąć w lokalną tkankę, by wspólnie z rdzennymi mieszkańcami znaleźć pomysły na lepszą przyszłość. Szukają na różne sposoby. Regionaliści koncentrują się na odnowieniu lokalnej historii, tradycji i obyczaju; aktywiści angażują w bieżące życie wspólnoty; wizjonerzy próbują przekonać do tworzenia alternatywy, np. poprzez wykorzystanie ekologicznego rolnictwa i przetwórstwa. Kolonizatorzy różnią się od animatorów tym, że lokalna wspólnota niezbyt ich interesuje, raczej służy jako zasób (np. taniej siły roboczej) do realizacji własnych celów.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną