Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Państwo przyjmie panią

Coraz więcej Polaków zatrudnia pomoc domową

Dekadę temu tylko co dziesiąta sprzątająca w Polsce była Ukrainką, dziś jest ich znacznie więcej, ale Polki wciąż w tym sektorze dominują. Dekadę temu tylko co dziesiąta sprzątająca w Polsce była Ukrainką, dziś jest ich znacznie więcej, ale Polki wciąż w tym sektorze dominują. Igor Morski / Polityka
Polak, a częściej Polka z aspirującej klasy średniej, już powszechnie oswoił się z zatrudnianiem pomocy domowej.
Zatrudnione w charakterze sprzątaczek czy niań zwykle próbują zracjonalizować przed sobą, dlaczego robią to, co robią.Kzenon/PantherMedia Zatrudnione w charakterze sprzątaczek czy niań zwykle próbują zracjonalizować przed sobą, dlaczego robią to, co robią.
Jak wyliczyła kilka lat temu Fundacja MaMa, prace domowe składają się z 232 czynności.Krzysztof Zabłocki/PantherMedia Jak wyliczyła kilka lat temu Fundacja MaMa, prace domowe składają się z 232 czynności.

Serwisy wyspecjalizowane w poszukiwaniach „pani, która posprząta tanio/solidnie/szybko” (właściwe zakreślić), „zajmie się dzieckiem/osobą starszą/psem” odwiedza po kilkaset tysięcy użytkowników miesięcznie. Na mniejszych portalach wisi po kilka tysięcy ofert osób zainteresowanych zarobkiem przy sprzątaniu i opiece, na największych nawet 200 tys. „Chcesz, aby Twój dom lśnił czystością? Dobrze trafiłeś. Stworzyliśmy obiektywny ranking pomocy domowych, który pomoże Ci dokonać odpowiedni wybór” (pis. oryg.) – zachęcają internetowi eksperci. Symptomatyczna jest też emisja – i popularność – serialu TVP „Dziewczyny ze Lwowa”, opowiadającego o losach ukraińskich sprzątaczek w Polsce; niedawno wystartował drugi sezon.

W projekcie Ośrodka Badań nad Migracjami UW sprzed 10 lat tylko 3 proc. pytanych przyznało, że płaci „osobie wykonującej usługi domowe”, ale więcej prawdy o skali rynku mogły nieść deklaracje twierdzących, że w ich domu ktoś do pomocy by się przydał. A tych było średnio 15 proc., a w województwie mazowieckim – jedna czwarta. W ciągu minionej dekady zjawisko z incydentalnego zrobiło się powszechne.

Jeszcze w latach 90. Polacy mieli wyraźny opór przed zlecaniem sprzątania swoich domów. Hanna Palska z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, która w tamtym czasie prowadziła badania stylów życia, zauważała, że choć, bogacąc się, kupowali apartamenty, parkiety w nich woleli pielęgnować sami. Czuli opór przed byciem szefem po wskoczeniu w domowy dres. O tym, jak jest dziś, wiele mówi tytuł, który nadała książce powstałej na podstawie badań dr Anna Kordasiewicz, socjolożka z Uniwersytetu Warszawskiego: „(U)sługi domowe”. „Współczesne pracownice domowe pod pewnymi względami odeszły daleko od »sług«, jednak tylko część z nich wpisuje się w świat »usług«. Większość sytuuje się gdzieś między tymi dwoma biegunami” – ocenia autorka.

Na rodzinnie…

Marzena, 35 lat, graficzka w agencji reklamowej, zdecydowała się zatrudnić panią do sprzątania, gdy zaszła w ciążę. Wśród koleżanek ostatnia samodzielnie ogarniała dom. Nie mogłam sobie wyobrazić, że ktoś myje mój sedes, a ja rozliczam, czy ten sedes jest wystarczająco czysty – opowiada. Może dlatego z zatrudnioną o kilka lat młodszą Ukrainką szybko przeszła na „ty”. A na wejściu zrobiła jej kawę, bo przecież kto przychodzi do domu, ten gość. Przy tej kawie zaczęły sobie opowiadać o facetach. Potem Marzena zauważyła, że po wizytach Marii na ścianach powiewają pajęczyny: – Coś tam delikatnie powiedziałam, ale wciąż głupio mi było ochrzaniać kogoś, komu z jednej strony się zwierzam, a z drugiej już i tak wykorzystuję do zasuwania na mopie za 100 zł na dzień. Ostatecznie Marzena uznała, że chyba nie tak powinien wyglądać ten układ, gdy zorientowała się, że sama stoi przy zlewie (bo głupio zostawiać komuś brudne gary), a Maria na fotelu sączy kawę, przeglądając Facebooka.

Dr Anna Kordasiewicz po przebadaniu 37 osób zatrudniających pomoce domowe i 21 pracownic (14 Polek i siedem Ukrainek, co prawdopodobnie odpowiada proporcjom na rynku) ustaliła kilka powtarzalnych wzorów, wedle których Polacy układają relacje z pomocami – od urodzinniania lub zaprzyjaźniania się, poprzez wywyższanie się i wbijanie pracownika domowego w niższą pozycję, po ustawianie sprzątaczki, niani, opiekunki w roli szeregowej podwładnej, którą się zarządza na modłę przyjętego w korporacjach ładu.

Zauważyła przy tym, że Polacy dość chętnie wchodzą właśnie w urodzinnianie. Jedna z bohaterek książki opowiada o gosposi, która do niedawna pracowała w ich rodzinie. Martwiła się, że gdy umrze, syn nie będzie miał pieniędzy na pochówek, a państwo – bo tego słowa używano w domu – na pół żartobliwie pocieszali ją, że „będzie z nimi leżała”. Gdy w dwa dni po jej śmierci syn zawiadomił pracodawców o pogrzebie, rodzina pracodawców zażądała ekshumacji. „Szwagier wyjął z grobu tę gosposię, oddał pieniądze jej synowi i wsadził ją do naszego grobu” – opowiada rozmówczyni Kordasiewicz.

Owo urodzinnianie w polskim wydaniu mocno ciąży ku wzorcom przedwojennym. Są państwo, jest i panna. Inna pracodawczyni, Bożena, do ubiegłego roku zatrudniała u siebie w domu pannę Elę. – Panno Elu, tak kazała do siebie mówić. Zaczęła do nas przychodzić na kilka godzin w tygodniu, gdy była dobrze po sześćdziesiątce. Została siedem lat – opowiada. – Poznałyśmy się przez pieski, na spacerach. Ja mam w domu dwa psy, a mama, z którą mieszkam, jest po udarze. Więc panna Ela leciała z pieskami, potem ugotowała jakąś zupę, jadła z moją mamą obiad, posprzątała łazienkę i kuchnię. Nigdy nie rozmawiałyśmy o jej życiu, dopiero od sąsiadów dowiedziałam się, że jest emerytowanym naukowcem i wciąż wykłada na uniwersytecie. Wyjechała do Stanów, bo przyjaciele ściągnęli ją tam na uczelnię. Teraz szukam kogoś, kto dobrze by ją zastąpił, bo moja mama potrzebuje towarzystwa, a ja pracuję po 10 godzin dziennie i nie mam siły sprzątać u siebie.

…i korpopodobnie

Tak się składa, że Bożena sama sprząta w innych domach. Jest też opiekunką dzieci i osób starszych. Zarabia 15 zł za godzinę, do tego miewa premie. Które wydaje na pomoce domowe. Poszła sprzątać, gdy burzliwie rozstała się z mężem. Została bez środków do życia. Potem koleżanka poleciła ją do dziecka. Niańczyła pięć dni w tygodniu, a sprzątała po godzinach. Wreszcie zaczęła się martwić o składki, więc dodatkowo – legalnie – zatrudniła się w firmie opiekującej się seniorami na zlecenie opieki społecznej.

Z perspektywy własnych doświadczeń zawodowych Bożena obserwuje nie urodzinnianie jej, ale coraz częstsze wśród pracodawców sięganie po strategię „mam służącą”, czyli w ujęciu dr Kordasiewicz „wbijania w niższą pozycję”. Relacje układa się np. tak: siedzi Bożena z dziećmi po przedszkolu. Ich ojciec przychodzi, wita się z dziećmi i zamyka z nimi w kuchni. A ja zostaję na korytarzu. Jak powietrze. Ani „dzień dobry”, ani „do widzenia”, ani słowa żadnych ustaleń.

Strategia „na korpopodobnie” chętnie przyjmowana jest przez panie i panów z dłuższym stażem pracy w rozbudowanych organizacjach. W polski grunt wrasta jednak dość płytko. Z jednej strony standardem stają się castingi na nianie, a nawet i na gospodynie domowe. Bezdzietna para z Warszawy szuka osoby do sprzątania i „dobrego wegetariańskiego gotowania” trzy razy w tygodniu. W ramach interview przewidziana jest degustacja przygotowywanych potraw. „Oczywiście za to zapłacimy!” – zapewniają ogłoszeniodawcy. Z drugiej strony Anna Kordasiewicz zwróciła uwagę, że z ust pracodawców po wielu zdaniach na temat „kluczowych kompetencji” i „strategii motywowania” zatrudnionych pomocy domowych nagle pada wyznanie „…bo ona jest dla nas jak babcia”. I sypie się wieżowiec ze stali i szkła.

Z widokiem na traumę

Zatrudnione w charakterze sprzątaczek czy niań zwykle próbują zracjonalizować przed sobą, dlaczego robią to, co robią. „To strategia na chwilę” – często mówią sobie studentki, np. pedagogiki czy rehabilitacji. Praca w czyimś domu umożliwia zdobycie doświadczenia albo po prostu trochę ruchu po siedzeniu nad pracą zaliczeniową. Dalej jest strategia „na przeczekanie”: „Nie z własnej winy straciłam środki do życia, a wkrótce może i lokum” – sygnalizuje życiową zawieruchę internautka szukająca pracy jako gosposia z zamieszkaniem. Jedna z częstszych opowieści mówi o przypadku. Sylwia jest z wykształcenia aktorką. Pierwszy raz najęła się jako pomoc ponad 20 lat temu, by przekonująco zagrać sprzątaczkę w teatrze offowym. Gdy po kilku tygodniach wyznała państwu (małżeństwo łódzkich mecenasów), że jej praca to trening do roli, powiedzieli, że chcieliby, żeby mimo wszystko została. Grała wieczorami, za dnia ścierała kurze, zarabiając dwa razy więcej niż na scenie. A potem Sylwii nie wypalił projekt artystyczno-biznesowy, gorzko skończyła się kluczowa współpraca, więc przenicowała życiowe koncepcje. Gdy rano wskakuje w legginsy i schludny T-shirt, czasem myśli, że sprzątaczkę tylko gra.

Dr Anna Kordasiewicz zauważa, że choć posada sprzątaczki bardzo często jest ostateczną koniecznością, to pracodawcy znacznie gorliwiej i barwniej opowiadają o dramatycznych kolejach losu zatrudnianych przez siebie kobiet niż one same. „Wydaje się, że w Polsce pracownice domowe stanowią dla pracodawców okna z widokiem na traumę” – ocenia badaczka. Nawiązuje do prac amerykańskich socjologów, którzy piszą, że dla białych pracodawców w USA relacje z pomocami domowymi pełnią funkcję okien z widokiem na egzotykę. Dokładniej Kordasiewicz odczytuje przekaz pracodawców – tych polskich – tak: „Pracownice domowe to nieszczęśliwi ludzie, których biografia jest skrajnie odmienna od mojej i z którymi (na szczęście) nie mam nic wspólnego”.

I czasem to też ułatwia nadużycia. – Dzwoni pani z ogłoszenia: czy posprzątam mieszkanie, 15 zł za godzinę, standardowa warszawska stawka – opowiada Sylwia. – Przyjeżdżam, okazuje się, że mam zrobić klatki schodowe, po trzy kondygnacje. Do dyspozycji stare rękawice, wiadro, zużyta szczotka i szmata. 11 zł za godzinę.

Bożena przez rok zajmowała się dwójką dzieci. W ostatnim dniu przed wakacjami ich matka oznajmiła, że za wakacje Bożenie nie zapłaci: – Choć byłyśmy umówione na płatny urlop. Ale, wyjaśniła, koleżanki z pracy powiedziały jej, że mnie rozpuszcza. Pierwszą pracę, 12 lat temu, wspominam bardzo dobrze, choć stawka była ledwie 6 zł za godzinę. Potem, choć zatrudniałam się do opieki nad dziećmi, słyszałam a to, że powinnam też wstawić pranie, rozwiesić, złożyć, a to zetrzeć kurze, a to ugotować. Gdy kilka lat temu weszły dziewczyny ze Wschodu, ze stawką 5 zł za to wszystko, to już w ogóle była katastrofa.

Perfekcyjne panie domu

Ostatnio aspirujących Polaków zaczęło razić, że ich dwulatki witają ich: „Zdlastwuj!”, a na psa mówią „sobaka”. Dekadę temu tylko co dziesiąta sprzątająca w Polsce była Ukrainką, dziś jest ich znacznie więcej, ale Polki wciąż w tym sektorze dominują. Zgrubny podział rynku wygląda tak: do dzieci zatrudnia się raczej Polki, choć Ukrainkom wciąż silną kartę przetargową daje ich strategia „biorę wszystko, także zadania dodatkowe”. W opiece nad seniorami podział jest pół na pół, choć, gdy potrzebna opieka z zamieszkaniem, Ukrainki bywają bardziej zainteresowane. W sprzątaniu też pół na pół. – Ukrainki z czasem zaczęły współpracować w sieciach, wymieniając się, gdy trzeba załatwić formalności wizowe i w tych sieciach ustalają stawkę, poniżej której nie schodzą – zauważa Anna Kordasiewicz. – Polki są słabiej zsieciowane, nie mają jak wypracować podobnej strategii. Może się więc zdarzyć, że to Polka sprząta za niższą stawkę niż Ukrainka.

W sektorze od pewnego czasu rozwija się też strategia „jestem ekspertką w swoim fachu”, jak perfekcyjna pani domu. „Zapraszam do zapoznania się z moimi referencjami. Aktualnie opiekuję się 13 mieszkaniami [tu ulice i opisy]. Wiem, jakie środki czystości są odpowiednie do poszczególnych pomieszczeń oraz rzeczy (jeśli dany środek jest do marmuru – to wiem, iż do marmuru jest!). Osobom lubiącym kontrolować przesadnie drugą osobę podczas jej pracy dziękuję za propozycję współpracy. Osobom nastawionym na »tanio i jak najszybciej« również dziękuję. Służę pomocą w dziedzinie kosmetyki – w dobraniu odpowiednich kosmetyków do twarzy, ciała. Jestem również w stanie pomóc poprawić kondycję włosów (zahamować wypadanie, uzyskać blask, nawilżenie)! Jestem w stanie nauczyć wykonywać własnoręcznie mydła, szampony, płukanki, spraye do włosów” – reklamuje się użytkowniczka jednego z serwisów.

Jak wyliczyła kilka lat temu Fundacja MaMa, prace domowe składają się z 232 czynności. Zatrudniający pomoce oczekują wykonania pewnej części z nich, ale katalog oczekiwań na ogół z czasem się rozrasta. Bożena na pierwsze spotkania z pracodawcami zawsze jeździ więc z tekturową teczką. Z tej teczki wyjmuje kartkę, spisuje oczekiwania pracodawców i prosi o podpis. Potem wyjmuje drugą kartkę, z listą własnych oczekiwań. Nic wielkiego: dostęp do wody mineralnej, jedna kawa, jedna herbata, respektowanie ustalonych godzin pracy itp. I też prosi o podpis. Pracodawcy zwykle są zaskoczeni, że i pomoc czegoś żąda. Bożena nie przechodzi z pracodawcami na „ty”. Jasne granice ułatwiają definicję sytuacji.

UFO posprząta

Bo też zdefiniowanie sytuacji najmowania kogoś do pracy we własnym domu i zatrudniania się u kogoś ciągle stanowi wyzwanie. Kim przyjęta do pomocy w domu osoba jest, a kim nie? Na co pozwalać jej, na co sobie? Jak daleko wpuszczać w domową intymność? PRL odzwyczaił od podobnych relacji i zatarł wspomnienia tym, którzy je mieli. A większość sięgających dziś po płatną pomoc domową pochodzi z drugiej strony: to wnuki prababek służących, babć praczek i dziadków parobków w gospodarstwach. Tych było znacznie więcej niż dawnych zatrudniających.

Dr Anna Kordasiewicz uznała, że celem różnych, zdawałoby się, niezrozumiałych nieraz działań pracodawców, zwłaszcza dramatyzowania kolei życia pracownic, jest próba radzenia sobie z poczuciem winy. Że towarzyszy ono zatrudnianiu innych we własnym domu do prac odbieranych – jednak! – jako brudne i niegodne w czasach deklarowanej równości.

Ale – ocenia dalej socjolożka – snując te smutne historie jako opowieści o jednostkowych przypadkach, ignoruje się i zamyka oczy na fakt rozwarstwienia społecznego we współczesnej Polsce, na to, że są w Polsce osoby uprzywilejowane i zmarginalizowane: – Wciąż panuje indywidualistyczne wyobrażenie, że jesteś kowalem swojego losu: „Biedny dzieciak ze wsi, jak będzie zdolny, to sobie poradzi”. Dlatego też, zdaniem badaczki, w serialu o sprzątaczkach polskie aktorki udają Ukrainki. Dla społecznego samopoczucia lepiej jest, gdy niedolę i uciemiężenie przypisać innym, obcym. Skądinąd dr Kordasiewicz pragnęłaby, by w serialu pokazywano nie głównie upiorne i wypaczone sposoby odnoszenia się pracodawców do pracownic, jak to ma miejsce. Telewizyjne produkcje posiadają wielką moc kształtowania postaw.

Pytanie, czy aspirujący członek klasy średniej zdąży przetrawić towarzyszące relacjom służebnym dylematy. Silnie wzbiera już kolejna fala zmian w gospodarstwie domowym, upowszechnienia samobieżnych robotów sprzątających. Gdy dysk o wyglądzie UFO objeżdża parkiet w trzech pokojach z aneksem kuchennym, aspirujący Polak i Polka mogą dokończyć prezentację w Macu, przeczytać dziecku bajkę czy sącząc wino, obejrzeć nowe odcinki serialu. Jakiegokolwiek. Bez przeżywania dyskomfortu, poczucia winy i nużących wątpliwości, jak zachować się w sytuacji opłaconego czyszczenia M4.

Polityka 46.2017 (3136) z dnia 14.11.2017; Społeczeństwo; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Państwo przyjmie panią"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną