Społeczeństwo

Usługa czysto platoniczna

Pierwszy w Polsce salon profesjonalnych przytulaczy

Od lewej: Sylwia Kalinowska, Magda Fiałkowska i Zuza Lindemann Od lewej: Sylwia Kalinowska, Magda Fiałkowska i Zuza Lindemann Marta Mazuś / Polityka
Dotyk profesjonalnego przytulacza, który zaspokoi twoją potrzebę międzyludzkiej bliskości, można już kupić.
Przytulanie – usługa, której istotą jest zaspokojenie potrzeby bliskości z drugim człowiekiem, nie ma charakteru erotycznego, lecz wyłącznie platoniczny.SIphotography/PantherMedia Przytulanie – usługa, której istotą jest zaspokojenie potrzeby bliskości z drugim człowiekiem, nie ma charakteru erotycznego, lecz wyłącznie platoniczny.

Artykuł w wersji audio

Usługa na miarę (człowieka). Nieerotyczne przytulanie, 49 zł za pół godziny. Przeszłość odkopywana w archiwach – za kilka, kilkanaście tys. zł. Usuwanie z szaf niepotrzebnych rzeczy, z którymi sami nie umiemy się rozstać, od kilkudziesięciu do 100 zł za godzinę. Oto nowe, trochę zaskakujące usługi. Podbijają rynek, bo wszyscy potrzebujemy przestrzeni, tożsamości, bliskości.

***

W samym centrum Warszawy, tuż przy stacji metra Nowy Świat, powstała odpowiedź na bolączki współczesności. Dwa miesiące temu otworzył się tu salon profesjonalnego przytulania. Zagonieni w wyścigu o karierę pracownicy korporacji mogą odpocząć od sztywnych i formalnych relacji z drugim człowiekiem. Zagubieni w stolicy przyjezdni z małych miasteczek odnajdą na nowo spokój i wyciszenie. Samotni nie będą już samotni. Porzuceni mogą choć przez chwilę poczuć bliskość przyjaznej im osoby. A ci, którzy mają problem z okazywaniem uczuć, doświadczą, jak ważna w życiu jest rola dotyku.

Zanim jednak ktokolwiek zdecyduje się odwiedzić to miejsce, powinien uzupełnić swój słownik o kilka nowych definicji i terminów.

Przytulanie – usługa, której istotą jest zaspokojenie potrzeby bliskości z drugim człowiekiem, nie ma charakteru erotycznego, lecz wyłącznie platoniczny, wykonywana jest podczas sesji przytulania w salonie przytulania przez specjalnie do tego wyszkolony personel nazywany przytulaczami;

Przytulacz – wyłoniona w trybie wieloetapowej rekrutacji wykwalifikowana i odznaczona specjalnym certyfikatem osoba zajmująca się profesjonalnym przytulaniem w salonie przytulania;

Klient – każda pełnoletnia osoba potrzebująca przytulania, która zapoznała się z regulaminem korzystania z usługi, akceptuje jej aseksualny charakter oraz metody wykonywania nazywane metodami przytulania;

Metody przytulania – zestaw dopuszczalnych form przytulania określony w specjalnej instrukcji, który dopuszcza wspólne leżenie, głaskanie, obejmowanie lub masaż, natomiast nie dopuszcza pieszczot ani dotyku miejsc intymnych.

Tyle na początek.

Z punktu widzenia założycielek

Ten właściwy początek miał miejsce w kwietniu 2017 r. Niespełna 30-letnie bizneswoman, koleżanki, absolwentki zarządzania na SGH, Magda Fiałkowska i Sylwia Kalinowska, odbywały wtedy podróż po Stanach Zjednoczonych. Jechały w celu rozpropagowania wśród tamtejszej Polonii swojego pierwszego biznesu, firmy organizującej zajęcia edukacyjne dla dzieci. Przypadkiem natknęły się na ulotkę czegoś, czemu w Stanach od dawna nikt już się nie dziwił – odpłatnych sesji przytulania, które na tamtejszym rynku sprofesjonalizowały i skomercjalizowały się mniej więcej od 2010 r., najpierw obejmując głównie chorych, niemowlęta oraz weteranów wojennych, aż z czasem rozszerzyły się na wszystkich łaknących dotyku.

Początkowe zdziwienie Magdy i Sylwii przerodziło się w zaciekawienie: bo czemu właściwie taki biznes nie mógłby działać w Polsce? Oczywiście na początku na pewno będzie oburzenie. Że po co płacić za coś, co każdy ma we własnym domu? No i że to na pewno usługa kryptoerotyczna. Ale z drugiej strony, myślała sobie Magda, płatna depilacja bikini, masaż pośladków czy rozmowa u psychologa to, przynajmniej w dużych miastach, już coś normalnego, więc również przytulanie powinno się z czasem przyjąć. Przecież przytulanie wpisuje się w polskie wartości. Jesteśmy z natury gościnni, trzeba więc tylko przełamać barierę nowości i niezrozumienia.

Na szkoleniach organizowanych przez amerykańskie firmy, chętne do dzielenia się wiedzą o rozkręcaniu przytulaniowych biznesów, dowiedziały się, że najważniejsza jest jasna komunikacja i naukowa podbudowa. Trzeba ludziom prosto wytłumaczyć, że tu chodzi o przyjaźń, o empatię, o dotyk bez podtekstu, czyli fachowo rzecz ujmując, dotyk platoniczny, i że ma to, jak wskazują badania, zbawienny wpływ na zdrowie, ponieważ podczas przytulania wydziela się oksytocyna, hormon szczęścia, niezależnie od tego, czy dotyka nas ktoś bliski czy całkiem obca osoba.

Do tego potrzebne było jeszcze przytulne wnętrze w jasnych barwach, pełne pluszowych poduszek, lampek i kocyków, żeby było jak w domu. W końcu udało się stworzyć siedzibę w przedwojennej kamienicy w centrum Warszawy. Pod łatwym do zapamiętania adresem przytulanie.pl strona internetowa ze zdjęciami wnętrz, opisami dostępnych przytulaczy, odpowiedziami na częste wątpliwości klientów (np. Pytanie: Co jeśli zakocham się w przytulaczu? Odpowiedź: Warto wtedy otwarcie o tym porozmawiać) oraz możliwością zapisów i opłat za sesje online. Był początek listopada 2017 r. Można było zaczynać.

Z punktu widzenia przytulaczy

Zuza zgłosiła się, gdy tylko zobaczyła ogłoszenie. Jako 29-letnia absolwentka psychologii klinicznej pomyślała, że to praca idealna dla niej. Obserwowanie ludzi, ich potrzeb i reakcji to coś, co w przyszłym zawodzie może jej się przydać. Zresztą już od dłuższego czasu obserwowała swoją babcię, samotną, starszą osobę, i widziała, jak bardzo potrzebuje ona dotyku i zainteresowania. W ogóle, jak ludzie w Polsce bardzo potrzebują dotyku, a jak nasza kultura bardzo jest niedotykowa.

Opowiedziała więc o tym wszystkim w nagranym filmiku, który wysłała razem z CV (1 etap rekrutacji na profesjonalnego przytulacza), potem przeszła rozmowę kwalifikacyjną: telefoniczną (2 etap) i w salonie przytulania (etap 3), wykazała się odpowiednim zasobem umiejętności miękkich (4 etap rekrutacji), wzięła udział w dwudniowym szkoleniu prowadzonym przez założycielki i właściwie mogła już rozpocząć pracę w salonie przytulania.

Zuza, zgodnie z wytycznymi ze szkolenia, stara się podczas sesji stosować metodę małych kroków. Bo nie można tak od razu rzucać się na klienta. Zaczyna się powoli, od uścisku dłoni, następnie krótka rozmowa, wytłumaczenie zasad, i dopiero potem przytulenie na misia, które zwykle wywołuje wśród klientów śmiech, a więc rozładowuje napięcie. Trzeba podążać za klientem, stosując metodę otwartej komunikacji, dopytywać o jego potrzeby. Czy jest ci wygodnie? Czy mogę cię pogłaskać? Czy już przestać głaskać? Czy życzysz sobie kocyk?

Zuza, przez pierwszy tydzień od otwarcia salonu, profesjonalnie wyprzytulała co najmniej kilkanaście osób. Głównie mężczyzn, w najróżniejszym wieku, od studentów po starszego pana na emeryturze. Każdy klient był inny – jeden nic nie mówił, inny nie chciał się przytulać, po prostu potrzebował rozmowy, kolejny na początku był spięty, ale potem się rozluźnił i mało nie zasnął tulony przez Zuzę metodą krzesełkową. Zuza, nauczona tym doświadczeniem, wie już, że na początku każdej sesji musi nastawiać budzik, aby zadzwonił na 5–10 minut przed końcem przytulania i dał jeszcze klientowi czas na powrót do brutalnego świata, z którego się wyrwał na tę pół- czy całogodzinną sesję.

Klientów z każdym tygodniem przybywa, są już nawet tacy, którzy zapisali się kolejny raz. Do wyboru wśród zespołu przytulaczy mają nie tylko Zuzę. Jest również Marcin, miłośnik literatury, kochająca zwierzęta Agnieszka czy Łukasz, ekspert od zdrowego żywienia. Ostatnio do zespołu dołączyła również Hania, 63-letnia świeżo upieczona babcia, emerytowana terapeutka z doświadczeniem w zakresie gimnastyki mózgu i po skończonym kursie leczącego wszelkie traumy masażu motyla. Klient może zdecydować, na czyj dotyk, miłej starszej pani czy wytatuowanego rockmana, danego dnia ma akurat ochotę.

Z punktu widzenia klientów

Magda miała ochotę przede wszystkim spróbować. Bo nie lubi słuchać plotek, woli wyrobić sobie własne zdanie. Poza tym jako terapeutka zastanawiała się, czy taka usługa nie sprawdziłaby się w przypadku niektórych jej pacjentów.

U przytulaczki Zuzy wykupiła więc pół godziny standardowej usługi – mężczyzny przytulacza, ze względu na męża, nie brała raczej pod uwagę. Na początku czuła się trochę nieswojo, w końcu to jednak zupełnie obca osoba, a mają się dotykać, jakby się od dawna znały. Szybko jednak wytłumaczyła sobie, że to takie uprzedzenie zakorzenione kulturowo. Przecież często to właśnie najbliższe osoby są odpowiedzialne za nasze różne deficyty, a ktoś zupełnie obcy może mieć z nami o wiele więcej wspólnego. Chciała jak najlepiej wykorzystać ten czas dla siebie. Bo w sumie, jak się tak naprawdę szczerze zastanowi, to na co dzień głównie ona wszystkich wokół siebie przytula. Mąż, trójka dzieci, nie może powiedzieć, że czuje się samotna, ale jednak czasem chciałoby się, żeby to wreszcie ktoś inny zrobił coś dla ciebie. Wybrała sobie poduszkę, położyła przytulaczce głowę na kolanach, przytulaczka zapytała, czy może ją pogładzić po głowie, i te pół godziny dość szybko minęło. Wyprzytulana i wygłaskana Magda z całokształtu usługi jest raczej zadowolona, choć podkreśla, że to doświadczenie nie jest dla każdego. Nie każdy w Polsce jest tak otwarty na nowości i drugiego człowieka.

Na przykład Marcin myślał, że on na pewno nie jest. Na co dzień raczej nieśmiały i skryty, 33-letni pracownik korporacji. Z małej miejscowości przyjechał do Warszawy na studia prawnicze. I tak został, już ponad osiem lat mieszka w stolicy. Dziewczyny chwilowo brak, za to pracy dużo. Kolejne dni tygodnia spędza, do 20 lub później, w swoim openspace’owym boksiku. I czasem tylko ze znajomymi mecz albo jakaś impreza. Szczera rozmowa z kimkolwiek na co dzień raczej mu się nie zdarza. Stereotyp aż boli. Więc zaryzykował. I o dziwo następnego dnia po raz pierwszy od dawna obudził się zadowolony. Jakoś energii miał więcej i uśmiech na twarzy. Niedługo planuje zapisać się na kolejną sesję, rozważa też, czy nie polecić przytulania swojemu szefowi.

Z punktu widzenia psychologa

Do kwestii płatnego przytulania psycholog zdrowia z Uniwersytetu SWPS Mateusz Banaszkiewicz jest nastawiony raczej pozytywnie, choć podkreśla, że tak jak ze wszystkimi nowościami warto i przy tej usłudze zachować zdrowy rozsądek. Bo są pewne plusy profesjonalizacji przytulania. Pozwala ono zaspokoić podstawową i uniwersalną dla wszystkich ludzi potrzebę dotyku, a przy tym jest alternatywą dla osób samotnych, które nie chcą korzystać z usług seksualnych. Taki klarowny standard bezpiecznej, międzyludzkiej bliskości.

Ale są też minusy, o których trzeba pamiętać – taka usługa może niektórych ludzi zwalniać z wysiłku poszukiwania autentycznej i szczerej relacji z drugim człowiekiem albo zniechęcać do pracy nad związkiem, w którym aktualnie żyją, trzeba więc traktować ją raczej jako dodatkową możliwość. No i niektórzy mogą mieć problem z tym, że trzeba za to płacić, ale to już kwestia indywidualnego nastawienia.

Jest zima, czasy są niepewne – nie bez powodu Magda i Sylwia wybrały taką, a nie inną datę otwarcia salonu. Zresztą mają już zapytania od ludzi z innych dużych miast w Polsce, kiedy również u nich, za 49 zł, będzie można się poprzytulać choćby przez te pół godziny. Dobrze byłoby tylko, gdyby jeszcze KRS nadążył za ich planami. Wśród kodów PKD (polska klasyfikacja działalności) nie ma takiej usługi, jak przytulanie ludzi. Na razie są więc zmuszone figurować w dziale: edukacja, szkolenia.

Polityka 51/52.2017 (3141) z dnia 17.12.2017; Temat na Święta; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Usługa czysto platoniczna"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną