Czy Zachód czeka kolejna reformacja?

Człowiek, Bóg, Algorytm
Wielkie religie wciąż trzymają się mocno. Ludzie coraz częściej szukają Boga na własną rękę. Próbują pogodzić tradycyjne doktryny wiary z gwałtownie zmieniającym się współczesnym światem.
Skate park w dawnym kościele św. Barbary w Oviedo w Hiszpanii
David Ramos/Getty Images

Skate park w dawnym kościele św. Barbary w Oviedo w Hiszpanii

Bóg-człowiek wpływa na klimat, betonując lasy i nawadniając pustynie; zapoczątkował nawet nową epokę geologiczną – antropocen.
Shepard Sherbell/Getty Images

Bóg-człowiek wpływa na klimat, betonując lasy i nawadniając pustynie; zapoczątkował nawet nową epokę geologiczną – antropocen.

Homo sapiens, rozbijając w XX w. atom, wyrwał Niepojętemu więcej niż niegdyś Prometeusz bogom olimpijskim.
U.S. National Archives and Records Administration/Wikipedia

Homo sapiens, rozbijając w XX w. atom, wyrwał Niepojętemu więcej niż niegdyś Prometeusz bogom olimpijskim.

audio

AudioPolityka Adam Krzemiński - Człowiek Bóg, Algorytm

Gdy nasi narodowi katolicy różańcowym łańcuchem otaczali Polskę przed naporem islamu, to za zachodnią miedzą minister spraw wewnętrznych rozważał, czy w Niemczech obok świąt chrześcijańskich wolnymi od pracy nie powinny być także muzułmańskie. I gdy w Polsce desygnowany premier-modernizator tłumaczy sąsiadom w wywiadzie dla „Deutsche Welle”, że są sprawy ważniejsze od prawa, zgłaszając zarazem ambicje rechrystianizacji Europy, to na Zachodzie wisi w powietrzu kolejna reformacja, wykraczająca poza chrześcijaństwo.

Oto urodzony w Algierii Abdel-Hakim Ourghi (49 lat) przybija do drzwi berlińskiego meczetu Dar-as-Salam „40 tez na rzecz reformy islamu”. Ourghi wykłada we Freiburgu na wydziale teologicznym islam i pedagogikę religii i jest sygnatariuszem manifestu świeckich muzułmanów. Tradycjonaliści zarzucają mu medialny marketing. Niemniej spór o reformację w islamie czy o euroislam akceptujący dorobek oświecenia, nie jest udawany. Jest częścią sporu o miejsce religii w Europie XXI w. – między nawrotami fundamentalizmu a ateizacją naszych społeczeństw.

Przez ostatnie sto lat na wyznaniowej mapie świata wiele się zmieniło. W 1900 r. żyło na Ziemi 1,7 mld ludzi, dziś ponad 7,2 mld. Chrześcijan było około 0,5 mld, a jest ponad 2 mld. Ale muzułmanów było niespełna 0,2 mld, a jest 1,7 mld. Żydów było 12 mln, a po Holocauście jest 16 mln. Ateistów, agnostyków i bezwyznaniowych obliczano na 0,03 mld, a obecnie jest już 1,3 mld. Ponad połowa to Chińczycy.

Procentowo chrześcijan nie ubywa, ale erozja wiary w osobowego Boga jest w Europie wyczuwalna – również w Polsce. Według badań z 2015 r. tylko co czwarty wierzy, że istnieje piekło. I – mimo uroczyście obchodzonej Wielkanocy – tylko 36 proc. Polaków wierzy w życie pozagrobowe. Za to aż 80 proc. jest przekonanych o sile modlitwy. 61 proc. wierzy w zbawienie, ale tylko 4 proc. rezerwuje je wyłącznie dla chrześcijan.

Poziom wiary w osobowego Boga jest w Polsce niemal taki sam jak w Niemczech – poniżej 60 proc. Z tym że różni nas silne przywiązanie do Kościoła, podczas gdy Niemcy odchodzą od Kościołów ku indywidualnej religijności otwartej. Wierzący „na swój sposób”, bezwyznaniowcy, agnostycy i ateiści to w Niemczech już grupa największa – 30 mln, podczas gdy katolików jest 26, protestantów 25, a muzułmanów około 5 mln.

U nas państwo premiuje stereotyp Polaka katolika, podsycając nieufność do obcych, zwłaszcza muzułmanów traktowanych jako najeźdźcy i roznosiciele epidemii. W Niemczech natomiast bezwyznaniowość jest właściwie już uznana za konfesję.

Stąd dramatyczne pytanie 87-letniego Heinera Geisslera, jednego z ciekawszych polityków „starej” Republiki Federalnej, byłego jezuity po studiach teologicznych i prawniczych, potem sekretarza generalnego CDU i ministra w rządzie Helmuta Kohla. Tuż przed śmiercią ten świetny mówca i rozjemca opublikował w 2017 r. gorzki traktat: „Czy można jeszcze być chrześcijaninem, gdy wypada wątpić w istnienie Boga?”.

Oburzenie na dogmat

Geissler zastrzega się, że nie jest religijnym niewierzącym. Nie jest wyznawcą Allaha czy Sziwy, lecz jest i chce zostać chrześcijaninem. Niemniej nie przekonuje go ani katolicka, ani protestancka teodycea – nauka o sprawiedliwości bożej. Jako minister ds. rozwoju objeździł cały świat i napatrzył się na tyle niesprawiedliwości i niezawinionego nieszczęścia, że nie przekonują go scholastyczne wywody teologów – jakoby dobry i sprawiedliwy Wszechmocny po to dopuszczał do niewyobrażalnych cierpień, by człowieka poddać próbie wiary i wynagrodzić mu ją na tamtym świecie. Jeśli Bóg istnieje, to jego stosunek do człowieka zakrawa na skandal – wybuchnął przed śmiercią Geissler.

Tunezyjski morderca, który w ubiegłym roku zastrzelił w Berlinie polskiego kierowcę i rozjechał na wigilijnym jarmarku kilkadziesiąt osób, wołał Allahu Akbar, gdy strzelali do niego policjanci. Czy mogę być chrześcijaninem – zastanawia się niemiecki chadek – skoro nie dostrzegam Boga, którego mógłbym nazwać wielkim?

„Czyżby religia chrześcijańska była wielkim teatrem, dla którego scenariusz napisała teologia? Czy nie jest opartym na złudzeniach środkiem odurzającym?”

Tej zapożyczonej od Marksa metaforze towarzyszy u Geisslera całkiem konkretne oburzenie na dogmatyzm hierarchów, choćby za ekskomunikę zgwałconej przez ojca dziewięcioletniej dziewczynki, z powodu przerwania bliźniaczej ciąży zagrażającej jej życiu. I na miałkie słowa kaznodziejów. „Bóg pokazał swą bezsilność”, mówiła protestantka po katastrofie samolotu pasażerskiego, którym pilot samobójca wyrżnął w stok alpejski. „Bóg jest z rodzinami ofiar”, sekundował jej katolik. Wszechmocny bezsilny? Dlaczego nie było Go z ofiarami? Napisać to przed śmiercią to dla byłego jezuity odwaga.

Bóg znikł ostatecznie w Oświęcimiu, powtarzał Geissler za Hanną Arendt. Zaraz jednak dodał: „Ale jest przecież ten goddamn Jesus, jak mawiają Amerykanie, ten cholerny Jezus z jego wspaniałą, niepowtarzalną, niedoścignioną Nowiną. Czy z powodu Boga, którego może nie ma, możemy machnąć ręką na Jezusa?”. To na jego postaci i na jego nauczaniu oparł Geissler swoje chrześcijaństwo bez Boga na wiek XXI.

Nie przekonuje go obraz łaskawego, gniewnego, cierpiącego, wszechmocnego, dobroczynnego, miłosiernego, Boga Świętej Trójcy, ucieleśnionego, zrodzonego z Dziewicy, a zarazem wieczystego Boga, który przygląda się światu, by sądzić żywych i umarłych, który oświeca Lutra, ale zaślepia papieża – karze nas, otacza wrogami, głodem i chorobami. „Przecież tutejszy świat bezsensowny i pełen cierpienia nie nabiera sensu przez to, że pewnego dnia przyjdzie kolej na inny”, już bez zbrodni, cierpień i chorób. To niewyobrażalne, bił się z myślami Geissler, by jakiś Bóg ukryty – deus absconditus jak mówią teolodzy – przyglądał się temu wszystkiemu, karząc nas grzechem pierworodnym za to, że jego własny twór nie jest taki, jak sobie wyobraził. I co to za odpowiedź na zwątpienie, jaką kiedyś w czasie pasterki dał wiernym biskup Moguncji: „Jest tylko jedna alternatywa – wierzyć albo chlać”.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną