Wicekurator oświaty chce ograniczenia prac domowych. Ale są wątpliwości
Przepracowaniem uczniów martwią się nie tylko rodzice, ale i Rzecznik Praw Dziecka, który formułował w tej sprawie wystąpienia.
Wychowawczynie czasami deklarują, że „nie zadają dużo”.
Aaron Burden/Unsplash

Wychowawczynie czasami deklarują, że „nie zadają dużo”.

„Istotne jest zwrócenie uwagi na prawo dziecka do odpoczynku, szczególnie w dni wolne od zajęć lekcyjnych, oraz odejście od klasycznej formy zadawania prac domowych na rzecz ich indywidualizowania, odpowiednio do potrzeb i możliwości dzieci” – pisze Wojciech Cybulski, warmińsko-mazurski wicekurator oświaty w liście do dyrektorów szkół i nauczycieli.

Poddaje pod rozwagę jeden z gorętszych tematów w oświacie ostatnich miesięcy. Przepracowaniem uczniów martwią się nie tylko rodzice, ale i Rzecznik Praw Dziecka, który formułował w tej sprawie wystąpienia.

Nauczyciele liczą czas inaczej niż uczniowie

Wicekurator z Olsztyna apeluje do nauczycieli o refleksję nad tym, że „często czas przeznaczony na realizację pracy domowej jest znacznie większy niż optymalna efektywna jego wartość szacowana dla ucznia”. Ale pierwsza trudność w dyskusji dotyczy faktu, że nauczyciele liczą ten czas inaczej niż uczniowie. To jeden z wniosków z badań Evidence Institute, który także kilka miesięcy temu zajął się kwestią prac domowych. Jak ustalili analitycy, zdecydowana większość nauczycieli szkół podstawowych szacuje czas odrabiania lekcji na nie więcej niż pół godziny dziennie. Przy tym w opinii ich podopiecznych czas ten jest często dłuższy.

Co czwarty uczeń twierdził, że poświęca na pracę domową ok. godziny dziennie, a łącznie jedna trzecia uczniów przeznaczała na zadania domowe godzinę lub więcej. W 2012 roku polski gimnazjalista spędzał na pracy w domu 6,5 godziny tygodniowo (więcej było tylko w Irlandii, Estonii i Włoszech). A to wyniki sprzed zmian w strukturze oświaty, które poskutkowały zamieszaniem w podstawie programowej i szczególnym obciążeniem m.in. starszych uczniów podstawówek.

Prace domowe nie poprawiają wyników uczniów

Druga trudność wiąże się z pojęciem „optymalna efektywna wartość (czasu pracy w domu) dla ucznia”. Co to znaczy? Według Evidence Institute badania pokazują, że w szkołach podstawowych prace domowe nie przynoszą spodziewanych korzyści w postaci poprawy efektów nauczania. „Dla starszych uczniów (gimnazja, szkoły średnie) prace domowe przynoszą efekty w postaci poprawy wyników uczniów. Korzyści te odpowiadają efektom kilku miesięcy szkolnej nauki. Widoczne jest jednak duże zróżnicowanie zarówno pod względem czasu poświęcanego pracom domowym, jak i efektów, które przynoszą. Badania sugerują, że ważniejsza jest jakość zadań domowych niż ich ilość. Jeśli uczeń rozumie, jaki jest cel tej pracy, oraz otrzymuje klarowną i zrozumiałą informację zwrotną po rozwiązaniu zadań domowych, to możemy się spodziewać pozytywnych efektów” – konkludują badacze.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną