Małżeństwa multi-kulti w polskim wydaniu

Emocje binacjonalne
Panie biorą mężów z Zachodu, panowie żony ze Wschodu. Wychodzi na to, że polska rodzina jest bardziej multi-kulti niż sama Polska.
Łódź, jeden z coraz liczniejszych w Polsce ślubów multi-kulti: Hind z Maroka i Sylwester z   Łodzi.
Grzegorz Michałowski/PAP

Łódź, jeden z coraz liczniejszych w Polsce ślubów multi-kulti: Hind z Maroka i Sylwester z Łodzi.

„Mieszane małżeństwa to już nie egzotyka, ale nowa norma” – wieszczy prasa na Zachodzie. W Polsce też tak się dzieje.
halfpoint/PantherMedia

„Mieszane małżeństwa to już nie egzotyka, ale nowa norma” – wieszczy prasa na Zachodzie. W Polsce też tak się dzieje.

Od 2001 do 2014 r. mieszane związki małżeńskie zawarło 74 tys. par (nie licząc tych sformalizowanych za granicą). Sporo, biorąc pod uwagę, że dekadę wcześniej to było 45 tys.
Gustav Gonget/G&&B Images/Alamy Stock Photo/BEW

Od 2001 do 2014 r. mieszane związki małżeńskie zawarło 74 tys. par (nie licząc tych sformalizowanych za granicą). Sporo, biorąc pod uwagę, że dekadę wcześniej to było 45 tys.

audio

AudioPolityka Aleksandra Żelazińska - Emocje binacjonalne

Wchodzenie w Polsce w związek mieszany – z człowiekiem innego obywatelstwa – to trochę jak praca u podstaw wobec nasilających się nastrojów ksenofobicznych i atmosfery ogólnej izolacji. Co nie wychodzi naszej dyplomacji, to często udaje się na poziomie najmniejszej komórki społecznej. Tworzą się więc związki i małżeństwa, i to według nowoczesnego modelu: w poprzek podziałów etnicznych, kulturowych, wyznaniowych. Światowo. „Mieszane małżeństwa to już nie egzotyka, ale nowa norma” – wieszczy prasa na Zachodzie.

W Polsce też tak się dzieje. Główny Urząd Statystyczny policzył, że w 2016 r. zawarto 13,5 tys. małżeństw mieszanych (nazywanych binacjonalnymi albo transgranicznymi), 19,5 proc. więcej niż rok wcześniej. 4,7 tys. spośród nich sformalizowano w kraju, resztę – za granicą. To ostrożne szacunki, bo dotyczą tylko tych związków, które zostały zarejestrowane w rodzimych urzędach stanu cywilnego niezależnie od tego, gdzie miała miejsce ceremonia. Statystyki pomijają tę grupę, która pobrała się za granicą, ale zrezygnowała z wpisu w krajowym rejestrze. Prawo tego nie wymaga, ale bywa, że decyduje pragmatyzm – perspektywa ulg podatkowych i innych ułatwień. Czasem ważna jest też symbolika oficjalnego dokumentu, bo wbrew obiegowej opinii małżeństwo ma swoją wagę i nadal chce się je w Polsce zawierać. Choć nie zawsze z Polakami.

Migrowanie

Zresztą Polki i Polacy mają – by tak rzec – odmienne upodobania. Jeśli już szukają partnerów na obczyźnie, to zwykle w przeciwnych kierunkach. Demografia i rynek matrymonialny podążają zaś wyraźnie szlakami migracji. – Jeśli się prześledzi statystyki GUS od lat 90., to widać pewne tendencje – wyjaśnia Anita Brzozowska, socjolożka z Ośrodka Badań nad Migracjami UW w Instytucie Socjologii. – Po pierwsze, trzy dekady temu najliczniejsze były związki polskich kobiet z cudzoziemcami. Ten stosunek wynosił wtedy mniej więcej 80 do 20 proc. Czyli 80 proc. wszystkich mieszanych małżeństw rejestrowanych w Polsce i ujętych w statystykach to były związki Polek z mężczyznami innych narodowości. Głównie obywatelami krajów Europy Zachodniej: Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch. Rzadziej, choć też, Stanów Zjednoczonych i Kanady. Taka była i w dalszym ciągu bywa ścieżka polskiej emigracji na Zachód.

Ale ścieżki migracji wiodły też nad Wisłę. Ze Wschodu, z byłych republik radzieckich, wędrują zaś głównie kobiety. – Ze względu na tę silnie sfeminizowaną migrację proporcje małżeństw mieszanych Polek i Polaków na moment się nieco wyrównały, a wręcz odwróciły – mówi Brzozowska. I choć po rozszerzeniu Unii Europejskiej w 2004 r. znowu więcej Polek wychodzi za mąż za obcokrajowców niż Polaków żeni się z cudzoziemkami, to preferencje pozostały bez zmian. Mężczyźni oświadczają się Ukrainkom, Białorusinkom i Rosjankom. Zwłaszcza Ukrainkom, bo to w Polsce najliczniejsza grupa pracowników z zagranicy. W 2011 r. zawarto 298 takich małżeństw, w 2016 – już 782. Polki wybierają głównie Brytyjczyków (567 małżeństw w 2016 r.), Niemców (334) i Włochów (181). Przez to niesłabnące zainteresowanie Niemcami słychać czasem dowcipy, że raptem „Wandzie Niemca się zachciało”. Badacze studzą ten entuzjazm – zdarza się, że Polki wychodzą za Polaków, którzy wyemigrowali do Niemiec parę dekad temu i zdążyli zmienić obywatelstwo. Dlatego odsetek małżeństw mieszanych w ogóle jest trudny do oszacowania. A Niemiec w papierach okazuje się Polakiem w życiu.

Niewiele wiadomo też o tych, którzy wyjechali, wzięli ślub i nie wrócili. Takie małżeństwa są nawet liczniejsze. Co prawda śluby kościelne i wesela często zalicza się w Polsce. Wedle schematu: cywilny tam, gdzie się mieszka, a celebra w ojczyźnie, zgodnie z obyczajem i tradycją. – W zbiorowej wyobraźni funkcjonuje takie przekonanie, że ślub i wesele powinny się odbyć w miejscu pochodzenia panny młodej. Liczą się też koszty, w Polsce jednak niższe – tłumaczy Brzozowska.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną