Wszyscy jesteśmy Turkami
Po I wojnie światowej Imperium Otomańskie, wciąż jeszcze formalnie obejmujące cały Bliski Wschód, rozpadało się równie gracko jak 70 lat później Związek Radziecki. „Chory człowiek nad Bosforem” oddawał ducha, a Zachód wystawiał mu akt zgonu. Turcję od zejścia z kart historii uratował pewien major, nazwany potem Atatürkiem. Dziś Turcy – starający się o wejście do UE – zaczynają ostrożnie rewidować nauki autorytarnego założyciela republiki.
quinn.anya/Flickr CC by SA

Francuski generał Franchet d‘Espre, który po zwycięskiej wojnie z Niemcami zajmował cieśniny tureckie, wejście wojsk alianckich do Istambułu zainscenizował na rewanż historii. 8 lutego 1919 r. jechał do Hagii Sofii – jak 466 lat przed nim muzułmański zdobywca Konstantynopola Mehmed II – na bułanku, po ulicach wyłożonych przez miejscowych Greków dywanami. Dla nich wejście wojsk francuskich i brytyjskich do Azji Mniejszej było początkiem urzeczywistnienia snu o drugim Bizancjum.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną