Polka, która jako pierwsza kobieta opłynęła Ziemię

Pani mórz
W hałasie wokół rejsu dookoła świata organizowanego na 100-lecie niepodległości umyka historia innej wyprawy, sprzed 40 lat. Polka Krystyna Chojnowska-Liskiewicz opłynęła wtedy Ziemię jako pierwsza kobieta w historii. Na jachcie skonstruowanym przez męża.
Krystyna Chojnowska-Liskiewicz kończy swój rejs dookoła świata, Las Palmas, kwiecień 1978 r.
Jan Morek/PAP

Krystyna Chojnowska-Liskiewicz kończy swój rejs dookoła świata, Las Palmas, kwiecień 1978 r.

Chojnowska-Liskiewicz odsłania swą Gwiazdę w Alei Gwiazd Sportu, Władysławowo, 2013 r.
Adam Warżawa/PAP

Chojnowska-Liskiewicz odsłania swą Gwiazdę w Alei Gwiazd Sportu, Władysławowo, 2013 r.

Prawie nikt nie wierzył, że Krystyna to zrobi. – Zauważyłam, że na rejs patrzono tym przychylniej, im dalej od Wybrzeża. Może dlatego, że do wody tu blisko. Większość sobie wyobraża, że też by dała radę, co to tam nadzwyczajnego – Krystyna Chojnowska-Liskiewicz popija zieloną herbatę w swoim mieszkaniu na szóstym piętrze gdańskiego wieżowca. Na niebieskiej kanapie usadowiony jest pluszak, duży miś z kokardą. 40 lat temu był żółty, z czasem zrudziała mu sierść. Podarunek od matki chrzestnej „Mazurka” – jachtu, na którym Krystyna płynęła. Na chrzcie po przecięciu równika nadała pluszakowi imię Albatros. Jej zdaniem to, co stanowiło o pionierstwie rejsu, było źródłem kłopotów z jego odbiorem. – Patrzono na mnie podejrzliwie z prostej przyczyny: jestem kobietą. A wyprawy nie dało się spostponować, mówić, że ktoś mi pomagał, bo nikogo ze mną na jachcie nie było. Myślę, że to wielu osobom sprawiało trudność.

Od pierwszego opłynięcia świata na jachcie przez amerykańskiego marynarza Joshuę Slocuma do wyprawy Krystyny upłynęło 80 lat. Choć żeglarz spodziewał się, że jakaś kobieta wypłynie zaraz po nim.

Zaprawa w stoczni

Urodzona w Warszawie w 1936 r. Krystyna po wojnie z rodzicami przeniosła się do Ostródy. Z przypadku – nie było do czego wracać. W miejscu zajmowanego przez nich mieszkania dziś są schody Pałacu Kultury. Ojciec był fryzjerem, miał zakład na Siennej. Ostróda zachwyca Krystynę – wielkie jeziora, cudne lasy. Żegluje na wiosłowo-żaglowych Dezetach – niezbyt daleko, na drugą rodzice zawsze kazali wracać na obiad. Podoba jej się żeglowanie, ale nie jako ekscytująca przygoda – raczej jako oczywista życiowa czynność, wypełniająca dni od dzieciństwa. W kiosku zauważa pismo „Morze”, ze zdjęciami prawdziwych statków. Statki też zachwycają Krystynę. I intrygują: jak to jest, że to takie ładne i pływa?

Rodzina naciska, że kobieta musi mieć zawód, nie być zdana na męża. Siostra ojca przed wojną prowadziła w Warszawie drogerię. Krystyna ma iść na studia. Gdy wybiera Wydział Budowy Okrętów na Politechnice Gdańskiej, rodzina martwi się, że będzie miała coś wspólnego z marynarzami. Wśród marynarzy dziewczyny przecież nie są bezpieczne. Na roku dziewczyny są cztery.

Wacław Liskiewicz wychowuje się w Jeleniej Górze. Marzy o lotnictwie. Krótkowzroczność przekreśla marzenie. Szuka innego żywiołu, na okrętownictwo idzie za kolegą. Rok po Krystynie ze świadectwem przodownika nauki i pracy społecznej szybko zdaje egzamin.

Okrętownictwo to w tamtym czasie jedne z najtrudniejszych studiów w Polsce. Z naborów w latach 50. wychodzi podstawowa kadra dla ministerstw, kierownictw stoczni.

Krystyna z Wacławem 60 (dotychczasowych) lat wspólnego życia zaczynają od awantury. Studenci budowy okrętów zwyczajowo zapisują się do Akademickiego Klubu Morskiego przy PG. W 1958 r. na obozie żeglarskim Wacław przy kotwiczeniu brudzi żagiel. Instruktor każe Krystynie prać. Krystyna się wścieka. Godzą się w sylwestra. Ślub biorą w 1960 r. Dalej standardowy scenariusz życia młodych małżeństw w tamtych czasach: ona w żeńskim hotelu robotniczym, on osobno gdzieś na mieście. W końcu razem wynajmują pokój na Stogach.

On szybko zaczyna pracować jako inżynier od wszystkiego, w tym również jako konstruktor, w Gdańskiej Stoczni Jachtowej. Ona zostaje przyjęta do biura konstrukcyjnego w wielkookrętowej Stoczni Gdańskiej. W białym fartuchu, przy stołach kreślarskich, projektuje wyposażenie pokładowe – urządzenia cumownicze, ratunkowe, kotwiczne. Wacław zauważa, że już w stoczni robotnicy traktowali inżyniera kobietę lepiej niż koledzy po fachu: – Robotnicy zakładali, że skoro jej dali dyplom na politechnice, to coś musi umieć. A inżynier potrafił powiedzieć: niech pani zapyta kolegów, jak to ma być!

Krystyna: – Ale przez to właśnie, że musiałam ciągle udowadniać, że nie jestem gorsza, przeszłam psychiczny trening w dawaniu sobie rady. Na zasadzie: wiem, że mi nikt nie pomoże, nie ma opcji.

Żeglowali w czasie urlopów. Wacław w 1967 r. jako pierwszy doprowadził polski jacht „Swarożyc III” na Spitsbergen. Krystyna pływała m.in. z kobiecymi załogami na małym „Szmaragdzie” – po Bałtyku, do Szkocji.

W 1975 r. Polski Związek Żeglarski ogłosił nabór żeglarek ze stopniem kapitana chętnych do rejsu dookoła świata. – 1975 r. został ogłoszony przez ONZ Międzynarodowym Rokiem Kobiet. Można było liczyć na dofinansowanie rejsu. Szkopuł był jeden – trzeba było szybko zakończyć budowę jachtu tak, by wystawić fakturę z datą 1975 r. – tłumaczy Krystyna. I dodaje, że poza doświadczeniem żeglarskim pewnie przemawiało za nią to, że była z branży okrętowej. Zrzeszenie Przemysłu Okrętowego miało dewizy, które mogło wydać na import części potrzebnych do budowy. Walor stanowiło i to, że z Wacławem – głównym konstruktorem – stanowili duet. Spodziewano się, że Liskiewiczowie przy pracach się dogadają, nie będzie decyzyjnego pata.

– Decyzja, że to będę ja, zapadła w czerwcu. Co czułam? Zaczęłam myśleć, jak to zrobić? Mniej romantycznie, bardziej po inżyniersku. Wiedziałam, że bazą kadłuba musi być „Szmaragd”. Bo raz, że go znałam, a dwa – można było zrobić go szybko.

Wśród specjalnych zamówień żony konstruktor uwzględnia: brak okien (to zawsze słaby punkt), niewielką nadbudówkę, pokład maksymalnie gładki (żeby bezpiecznie się pracowało). „Conrad 32”, potem nazwany „Mazurkiem”, jest malutki – 9,5 m długości – ale większość zastosowanych systemów zaprojektowano według standardów okrętowych – możliwie prosto i łatwo do naprawy. Żeglarka przewidywała, że z naprawianiem będzie kłopot.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną