Najważniejszy pomnik w kraju

Pod schodami
Aby człowiek nie utracił zdrowia albo i życia, a pomnik powagi, dzień i noc pilnuje go policja.
Grzeczni policjanci są z przełożonym w łączności telefonicznej.
Hanna Musiałówna/Polityka

Grzeczni policjanci są z przełożonym w łączności telefonicznej.

Po niedzielnym obiedzie już nie można się dopchać do fotografii z monumentem. Atmosfera zaczyna wymykać się spod policyjnej kontroli.
Hanna Musiałówna/Polityka

Po niedzielnym obiedzie już nie można się dopchać do fotografii z monumentem. Atmosfera zaczyna wymykać się spod policyjnej kontroli.

Wreszcie stanął, odsłonięty w rocznicę smoleńską. Z każdej strony Warszawy na plac Piłsudskiego nadciągają zwiedzający, ignorując po drodze Nieznanego Żołnierza. Monument wzbudza ciekawość, gdyż jeszcze nigdy niczego w Polsce nie budowano pod osłoną namiotu. Obchodzą obelisk naokoło, tocząc ściszone rozmowy, bo nie wiadomo, kto swój. Czasem wybucha stara waśń.

Jakby mównica

Fotografującym się z monumentem nasuwają się najróżniejsze konotacje i skrajnie odmienne pierwsze wrażenia: Rażąco brzydki; Kupa rozładowanego węgla; Doskonały, jakby wbity w ziemię statecznik; Duży czarny klocek lego; Może być; Podest; Ma w sobie coś; Mównica; Widać, że projektował go ktoś nie pierwszy lepszy; Piła; Schowek na szczotki; Monolit z filmu „Odyseja kosmiczna 2001”; Meteor; Zejście do piwnicy; Genialnie, że stoi na tak rozległej betonowej pustce, przypominającej pas startowy; Spalony supermarket; Wejście na strych; Ogrom, który nie przytłacza, ale budzi pokorę; Schody, ale dlaczego prowadzą na pierwsze piętro?; Katastrofa; Gdzie poręcz?; Na bardzo wysokim poziomie; Muzułmanie będą krążyć wokół tego kamienia; Zgrabna, prościutka bryła.

Zaczynają się pierwsze wymiany zdań. Ktoś widział łudząco podobne schody na okładce heavymetalowego zespołu z Niemiec (tytuł brzmi nomen omen „Stary człowiek i duch”). – Skopiowali? Wstyd. Ewentualne odszkodowanie zapłacą z naszych podatków, o ile zespół nie zażąda zburzenia plagiatu. – To Niemcy ściągnęli pomysł od Polaka. Papcio Chmiel takie Schody Do Nikąd narysował już w latach 80. – I klepnęła je komisja? Sabotaż. W zestawieniu z Papciem kojarzą się przecież na wesoło, a młodzież teraz będzie umawiać się pod Tytusem. – Coś pan, takich plagiatów na świecie są miliardy. Czy u pana w bloku nie ma schodów? Do chałupy wchodzisz pan przez okno? – Świat nie istnieje od dnia dzisiejszego, większość pomysłów musi się powtarzać. – A ile jest pomników z koniem? Wszystkie to plagiaty?

– Czy ktoś pytał o koncept mieszkańców Warszawy? Nie mieliśmy nic do powiedzenia w tym względzie, jak Żydzi za okupacji. – Widzieliśmy z mężem zgrabniejsze pomniczki. – Gdzie? – W internecie.

Jakby głębia

Artysta przez kilka dni przechadzał się wokół monumentu, osłonięty od TVN i słońca kaszkietem moro. Przedstawiał się jako ten odważny twórca, który nie stchórzył i podjął się metafory. Indywidualnie prostował skojarzenia. Otóż obelisk składa się z dwóch części: nadziemnej w kształcie trapu, symbolizującej, że weszli i nastąpił koniec, oraz podziemnej w postaci oszklonego wykopu. Niestety, nie mógł zbudować podjazdu z 96 schodów z przyczyn konstrukcyjnych, zaś pierwszych trzech stopni brakuje z racji wymogów BHP, głównie chodziło o dzieci.

Trap – kontynuował – ma odbijać się w szklanej tafli, robiąc wrażenie, jakby prowadził jednocześnie do nieba i grobu. Jama jest usypana ziemią, bo przecież w pierwszych godzinach ofiary pozostawiono w błocie. Drugą symboliką wykopu są katyńskie doły.

Nieznajomy podaje rękę niedołężnej zwiedzającej, zachęcając, by stanęła na taflę. To dodatkowa stymulacja dla mózgu, uczytelni jej metaforę pustki. Ona ma opór: – Kultura nie pozwala mi stąpać po grobach. – Musi pani to przezwyciężyć. Nie może, tak ją wychowano.

Ale dlaczego nazwisko Lech Kaczyński jest w środku innych? Jakby był kimś pospolitym. Twórca celowo potraktował ofiary alfabetycznie, nie chcąc nikogo wywyższać. Kompozytorskim zamysłem jest także słaba widoczność nazwisk wyżłobionych w czarnym granicie. Chciał, by zwiedzający włożyli wysiłek w szukanie każdej ofiary z osobna.

Siedzący na inwalidzkim wózku, który przybył się pokłonić aż z Legionowa, jest zawiedziony tą koncepcją. Upiera się, by (ludzie kochani) założyć listę z podpisami będących za powiększeniem liter i wyeksponowaniem ich na złoto: – Pan poczeka na wieczór – ktoś uspokaja. – Na grobie mego męża litery też z początku były złote. Farba zeszła od deszczu i dziś nic nie widać pod słońce. Pan spróbuje popatrzeć z ukosa.

U stóp schodów słychać głosy, że skoro mają prowadzić do nieba, nie powinny być zwrócone na pospolity hotel, a co gorsza PKiN, lecz papieski krzyż. Sam czubek także zbyt skromny. Aż się prosi zwieńczyć go czymś, choćby brzozą. Twórca tłumaczy, iż jeszcze niekompletny. Zyska nowe elementy, m.in. żywopłot, symbolizujący zieloną ścianę życia i śmierci, oraz krzyż z Krakowskiego Przedmieścia, umieszczony w kuloodpornej gablocie. Otaczający twórcę wyrażają uznanie dla jego odwagi. Teraz – jak słusznie przewidują – grozi mu towarzyski ostracyzm.

Zaś co do pana prezydenta, będzie wywyższony osobno po przekątnej stronie ulicy. Od niego podciągnie się do trapu purpurowy dywan, mający sprawiać wrażenie, jakby stąpał do samolotu. – Czy pod szkłem? – zwiedzający niepokoją się, aby nie sparciał od wilgoci. Składający wiązanki u stóp kamienia węgielnego pod jeszcze niewyrzeźbionym prezydentem są zniesmaczeni, że niefortunnie stoi na parkingu. Granitowy obrys zajął dokładnie miejsce postojowe numer 16, wciśnięte między renault a peugeota. W wiązanki wciskają pierwsze odręczne raporty smoleńskie: Chcesz prawdy, oto fakty.

Jakie chamstwo

– Popraw krawat, Heniek. – Zapnij guzik od marynarki. – Poczekaj, odświeżę szminkę – fotografujący krzyczą do fotografowanych. Zdaje się, że popularniejsza jest lewa ściana obelisku, z orłem i słowem Smoleńsk w tle. Trzeba odpowiednio stanąć, by złapać w kadrze jedno i drugie. Przyklękają do zdjęć pierwsze komunijne dziewczynki w wiankach. Całują się narzeczeni, wyposażeni w stojaki na selfie. Niewidomi też chcą zobaczyć. Stukają białą laską o granit.

Niestety, jeżdżą po ofiarach na rowerach, wrotkach oraz deskorolkach. A nieświadome powagi sytuacji dzieci próbują się wspinać po schodkach, robiąc rwetes. Pokładają się na szklanej tafli w pieluchach, dezawuując metaforycznie wykoncypowaną przestrzeń. Stare kobiety upominają młode matki, że ledwie jedno urodziły, a i tak nie umieją wychować. Te odpyskują. Przecież to są tylko niemowlęta, z ich perspektywy pomnik, aż się prosi, by zechcieć się na niego wspiąć. Widziały pod Bundestagiem, jak wyluzowani ludzie rzucają do siebie frizbi, a inni, nawet w podeszłym wieku, nie mieli nic przeciwko. – Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista – matki pomagają klęczącej podnieść się z tafli. Śliska. Przypomina wstającej z klęczek podłogę hotelu w Toronto, gdzie zatrzymała się, będąc u córki.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną