Młodzi brunatnieją

Sieć brudzi
Dzisiaj w uczniowskim slangu największym poniżeniem jest nazwanie kogoś „imigrantem”, „Ukraińcem” albo „Żydem”. Na portalach społecznościowych w rubryce praca można znaleźć wpisy: „Auschwitz, operator gazowy”.
Od 2015 r. liczba przestępstw na tle rasistowskim i ksenofobicznym wzrosła o 40 proc.
Tomasz Barański/Reporter

Od 2015 r. liczba przestępstw na tle rasistowskim i ksenofobicznym wzrosła o 40 proc.

Manifestacja antyimigrancka w Gdyni, 2015 r.
Wojciech Strożyk/REPORTER/EAST NEWS

Manifestacja antyimigrancka w Gdyni, 2015 r.

Bydgoszcz, centrum miasta, trzy dziewczyny oparte o ścianę pastelowej kamienicy czekają na tramwaj. Jest lutowe popołudnie, temperatura w granicach zera. Na piętrze w oknie dwóch chłopaków wyraźnie coś knuje, nagle jeden z nich szybkim ruchem wylewa wiadro zimnej wody. Chuligani zanoszą się od śmiechu, przemoczone dziewczęta są w szoku. Po chwili przechodzą jednak do kontrataku. Jedna z nich drze się, ile sił w gardle: – Ty jebany uchodźco, Arabusie, geju! Zdechnij czarna świnio! Ludzie na przystanku odwracają głowy, udają, że nie słyszą.

Jak to się stało, że dla młodzieży uosobieniem zła są Arabowie i uchodźcy? Skąd tyle pogardy dla obcych, nawet tych zza miedzy? Czy to problem niewielkiej grupki ekstremistów, czy powszechne zjawisko?

Na te pytania częściowo odpowiada raport „Wilki i owce w internecie”, opublikowany przez rzecznika praw obywatelskich. Co piąty nastolatek przyznaje, że używa w sieci mowy nienawiści, również w stosunku do obcych, co dziesiąty hejtuje każdego, kto mu się nawinie w wirtualnym świecie. Bez powodu, tak po prostu, z nudów.

Internet pozwala wyżyć się anonimowo, dlaczego z tego nie skorzystać? Młodzi idą z falą. Przecież nikt w klasie, w szkole czy na podwórku nie lubi obcych, a nawet jeśli lubi, to głośno tego nie powie. „Uchodźca” to już nie jest człowiek uciekający z kraju ogarniętego wojną do innego świata, tylko ten, którego nie stać na markowe ciuchy, odludek, lizus, łajza.

Życie nastolatków toczy się równolegle w wirtualu i realu (kolejność nieprzypadkowa). Ponad 90 proc. z nich z komórkami się budzi i zasypia, je, randkuje, podróżuje, bawi się na prywatkach. Posiedli umiejętność sprawnego obsłużenia Facebooka, Twittera albo Snapchata na lekcji, podczas rodzinnego obiadu, a nawet w kościele. Komórka w dzień wrosła w nastoletnie dłonie, a w nocy – w poduszkę.

To tylko dla beki

Pierwszy przystanek na drodze do pogardy i nienawiści: komentarze. To łatwe i – tak się wydaje – bezkarne, zelżyć kogoś pod wpisem, postem, artykułem. 66 proc. nastolatków przyznaje: – Pozwalamy sobie na wulgarne teksty wobec tych, z którymi się nie zgadzamy. Atakujemy chętnie i często.

Ofiary też nie siedzą bezczynnie, odwzajemniają nienawiść nienawiścią. Przechodzą, świadomie lub nie, na drugą stronę mocy. Tak nakręca się spirala, zaciera granica między hejtowanymi a hejtującymi – zauważają autorzy „Wilków i owiec w internecie”. Efekty już widać. U młodych niemal całkowicie stępiła się wrażliwość na mowę nienawiści. Na co dzień (i co noc) obcują z wyzwiskami, obelgami, lżeniem. Wulgaryzmy są dla nich jak powietrze – oddychają nimi i nie zwracają większej uwagi. – Nawet wzorowi uczniowie przeklinają, nie tylko przy rówieśnikach, ale też nauczycielach i rodzicach – mówi pedagog szkolny z 30-letnim stażem. – Poprzednie pokolenia nigdy nie przekraczały tej granicy. Teraz przekleństwa są tak wszechobecne w komunikacji młodzieży, że się zapominają, klną mechanicznie. Zwracam im uwagę, staram się dyscyplinować, a oni na to: „Dobrze, że nie widzi pani, co piszemy na Facebooku”.

Tego nie widzi nikt z dorosłych. Rodzice często nie radzą sobie z technologicznymi nowinkami, nie potrafią sforsować prostych zabezpieczeń: blokady na smartfonie dziecka, zakodowanej klasowej grupy facebookowej. A tam: hulaj dusza! Komunikacyjne eldorado poza jakąkolwiek kontrolą zgredów. – Jeden rodzic na tysiąc przeniknie czasem przez mur kodów i zaklęć. Po tym długo nie może dojść do siebie – mówi pedagog szkolny. – Nie wierzy, że to jego dziecko gra dwie skrajne role. Przy dorosłych – grzeczny synek z niezłymi wynikami w nauce. W smartfonie – wulgarny nienawistnik. Słyszę wtedy często pytanie: Która twarz mojego dziecka jest prawdziwa? Obie. Język to nie tylko wypowiedziane słowa, tylko wyrzucenie myśli, emocji, zamiarów. Wszystko zaczyna się od słów, niezależnie, czy wykrzyczanych w realu, czy wystukanych w wirtualu.

Co gorsza, te słowa mogą zamieniać się w czyny. – Taki proces trwa, ma swoje fazy. Słowa uruchamiają pierwszą fazę, groźną. Fazę obojętności i podwyższonej tolerancji. Nie przeszkadza w niej zelżenie drugiego człowieka, obrażanie obcych. To staje się obojętne. Znamy z historii taką obojętność. Niemcom na przełomie lat 20. i 30. XX w. też było obojętne, że jakaś tam partyjka NSDAP odczłowiecza Żydów.

Centrum Badań nad Uprzedzeniami Fundacji Batorego przebadało 700 nastolatków właśnie pod kątem obojętności. Wyniki potwierdzają spostrzeżenia praktyków. W ostatnich dwóch latach znacznie spadła wrażliwość młodych na mowę nienawiści. Wypowiedzi skierowane przeciw mniejszościom narodowym i obcym nie są już uważane za obraźliwe.

– Uodpornili się – komentuje dr Sylwia Spurek, zastępczyni rzecznika praw obywatelskich. – Szczególnie jeśli chodzi o muzułmanów i żydów. Polska szkoła najczęściej nie jest przygotowana do skutecznego przeciwdziałania takim zjawiskom. Potrzebujemy dobrych regulacji prawnych, efektywnego wdrażania ich przez rządzących, a także nowoczesnej edukacji antydyskryminacyjnej oraz uczenia tolerancji i szacunku. W Polsce od lat mamy deficyt wszystkich trzech elementów.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną