„Polityka”. Pilnujemy władzy, służymy czytelnikom.

Prenumerata roczna taniej o 20%

OK, pokaż ofertę
Społeczeństwo

Bohater naszych czasów

Jak wnuk Anny Walentynowicz chce wejść w politykę

Piotr Walentynowicz Piotr Walentynowicz Łukasz Dejnarowicz / Forum
O Piotrze Walentynowiczu robi się głośno jedynie, gdy: publicznie obrazi kolegów babci z dawnej „S”, dosadnie wypowie się na temat katastrofy smoleńskiej czy usiłuje wejść w wielką politykę.
Za życia babci Piotr pojawiał się w ogólnopolskich mediach tylko wtedy, gdy babcia o nim wspomniała w jakimś wywiadzie, czyli raz lub dwa.Kamila Kubat/Agencja Gazeta Za życia babci Piotr pojawiał się w ogólnopolskich mediach tylko wtedy, gdy babcia o nim wspomniała w jakimś wywiadzie, czyli raz lub dwa.

Oprócz tego cisza. Piotr Walentynowicz, 40-latek, z zawodu m.in. mechanik samochodowy, operator dźwigów, robotnik portowy, budowlaniec i taksówkarz, to na co dzień człowiek skromny jak jego babcia Anna – legendarna suwnicowa ze Stoczni Gdańskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej w kwietniu 2010 r. Babcię podaje za życiowy wzór. Mieszka w skromnym mieszkaniu po niej we Wrzeszczu.

Dwa tygodnie temu portale obiegła wiadomość, że Piotr Walentynowicz nie wpisał do oświadczenia majątkowego 250 tys. zł zadośćuczynienia za śmierć babci. Znów się zrobiło głośno.

Rozgłos

W Radzie Miasta Gdańska, gdzie zasiada od 2014 r., mówią o Piotrze „samotny wilk” – koledzy z koalicji PiS też przyznają, że nie utrzymuje z nimi bliższych kontaktów i bywa „niesterowalny”, jeśli chodzi o głosowania. Pojawia się na sesji rady, podpisuje listę, mówi nawet sensownie, ale bardzo niedużo – zresztą, od kiedy jako inspektor w państwowej spółce służbowo podróżuje po kraju, rzadko go widują. Częściej można go zobaczyć w telewizjach i portalach internetowych, gdy: wypowiada się o katastrofie, żałuje usunięcia Antoniego Macierewicza z funkcji ministra obrony narodowej lub gdy ostentacyjnie odwraca się plecami do prezydenta Andrzeja Dudy podczas odsłonięcia pomnika smoleńskiego za to, że ten nie podpisał tzw. ustawy degradacyjnej oraz że nie dość przykładał się do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Na temat nieujawnionych 250 tys. zł Walentynowicz ma gotową odpowiedź, powtarza ją także dziennikarzowi POLITYKI: to jego prywatna sprawa, na co wydał pieniądze, ale jeśli ktoś uważa, że popełnił przestępstwo – niech zgłasza tę sprawę do prokuratury. A jeśli mu zwrócić uwagę, że takie przypadki może z urzędu ścigać urząd skarbowy, odpowiada z pewnością w głosie: – Nie obawiam się, że mnie ścigną.

Polityka 22.2018 (3162) z dnia 28.05.2018; Społeczeństwo; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Bohater naszych czasów"
Reklama