Społeczeństwo

Zgrani do granic

Uzależnieni od zakładów: Najpierw jest weekendowe granie

Początki są niewinne. Raz w tygodniu, kupon za 5 zł. Początki są niewinne. Raz w tygodniu, kupon za 5 zł. Alamy Stock Photo/Be&W, Studio Polityka
Czy obstawiający zakłady bukmacherskie wygra czy przegra, trudno przewidzieć. Pewniejsze jest to, że może się od nich uzależnić.
Hazardzistów łączy wspólny rys: egocentrycy, ocierający się o narcyzm, kiepscy w kontaktach międzyludzkich, z dysfunkcjami emocjonalnymi w rodzinie, wmawiający sobie, że najlepiej czują się sami ze sobą.geeorrge/PantherMedia Hazardzistów łączy wspólny rys: egocentrycy, ocierający się o narcyzm, kiepscy w kontaktach międzyludzkich, z dysfunkcjami emocjonalnymi w rodzinie, wmawiający sobie, że najlepiej czują się sami ze sobą.

Artykuł w wersji audio

Strona internetowa jednego z zakładów bukmacherskich pulsuje cyframi. Wyeksponowany powitalny bonus dla graczy: dorzucają sto procent wkładu własnego, ale nie więcej niż 1 tys. zł. Obok aktualizacja trwającego meczu tenisowego z udziałem graczy znajdujących się pod koniec pierwszego tysiąca rankingu ATP. Wabik „Graj grubo!” tasuje się na ekranie z promocją „Poleć przyjaciela”. Niżej informacje o kumulacji w zakładach piłkarskich, klubie graczy i możliwości zainstalowania aplikacji mobilnej.

Na dole strony, w prawym rogu, niewielkie ikony: Graj z głową! 18+. W lewym górnym rogu, maleńką czcionką, zakładka Odpowiedzialna gra. Po kliknięciu odsyłacz do informacji w ramce: jak grać bezpiecznie i legalnie, o ochronie małoletnich, sześć pytań mających pomóc w identyfikacji problemu z nałogową grą oraz kontakt do placówek pomagających w walce z uzależnieniem. Obowiązek umieszczania tych informacji na stronie internetowej nałożyła na bukmacherów niedawna nowelizacja ustawy hazardowej.

Najpierw jest weekendowe granie

Początki są niewinne. Raz w tygodniu, kupon za 5 zł, gra się towarzysko, taka zabawa w piłkarskiego znawcę, a może przy okazji wpadnie stówka, dwie. W poniedziałek, po ligowej kolejce, następuje weryfikacja. Ula, 27 lat, 8 lat obstawiania, czysta od 13 miesięcy: – Na pierwszy zakład namówił mnie chłopak siostry – bo się znam na piłce. Miałam 13 lat. On też był niepełnoletni, ale oczywiście w punkcie przyjmującym zakłady nikt nie sprawdził naszego wieku. Gdy dowiedziałam się o istnieniu internetowych bukmacherów, wciąż nie miałam 18 lat. Pierwsze konto założyłam więc na mamę. Zgodziła się bez problemu. To miała być zabawa.

Wielu na tym poprzestaje. Ale są i tacy, którym weekendowe granie i czekanie w nieskończoność na koniec ligowej kolejki już nie wystarcza. Mózg domaga się adrenaliny. Bukmacherska oferta odpowiada na tę potrzebę, można obstawić właściwie wszystko: liczbę rzutów rożnych w meczu, liczbę żółtych kartek, wynik tenisowego gema albo partii w rzutkach. Wynik dostaje się w ciągu kilku minut.

Igor, 30 lat (nałogowo grał 5 lat, abstynent od lutego 2016 r.): – Byłem wiecznie nieobecny, zatopiony w laptopie i telefonie. Dziewczyna podejrzewała, że ją zdradzam, więc ze mną zerwała. Pomyślałem: będę miał całe dnie na granie, wynajmę pokój obok kasyna, bo to już był ten etap, że same zakłady mi nie wystarczały. Grałem więc w ruletkę, na automatach, a równocześnie obstawiałem przez komórkę mecze.

Martyna Wierzbicka, terapeutka pracująca na dziennym oddziale odwykowym przy ul. Zgierskiej w Warszawie, mówi, że zagrożenie związane z zakładami bukmacherskimi się bagatelizuje. – Punkt stacjonarny, wciśnięty między aptekę a sklep spożywczy, wygląda niewinnie. Nie to, co kasyno, kojarzone z nocą, atmosferą tajemnicy, grubymi pieniędzmi, często z podejrzanego źródła.

Piotr Gronkiewicz w kasynach zmarnował szmat młodzieńczego życia, nałogowo grał trzy lata, dziś jest prezesem stowarzyszenia Nie Gram i pomaga hazardzistom próbującym wyjść z nałogu podczas spotkań grupy samopomocowej w ośrodku przy ul. Siennej w Warszawie. Nie owija w bawełnę: – Inteligentni ludzie w złej wierze stworzyli emocjonalną huśtawkę, która jest szalenie groźna. Skoki ciśnienia towarzyszące dużym wygranym albo przegranym mogą być zabójcze. I dodaje: – To choroba, która prowadzi do zakładu psychiatrycznego, do noclegowni, do śmierci. Znam przypadki ludzi, którzy wrócili do hazardu, do gry u bukmacherów po kilku latach abstynencji i już ich nie ma. Zawały i samobójstwa z powodu depresji i długów.

Rzeczywistość Igora podporządkowana bukmacherce wyglądała tak: zaniedbana własna firma transportowa; szmuglowanie narkotyków w plecaku między warszawskimi punktami A i B; podbieranie pieniędzy rodzicom; 11 zębów do leczenia; śmieciowe jedzenie na porządku dziennym; obstawianie, póki na koncie nie zaświeci zero. Piotr Gronkiewicz: – Całe życie ustawia się pod grę. Miałem firmę. Zaplanowałem płatności od kontrahentów na kolejne dni w miesiącu, żeby mieć stały dopływ gotówki.

Ula wpadłszy w cug podjęła pieniądze z lokaty rodziców. Sto tysięcy, była upoważniona. – Pierwsze 10 tys., które utopiłam, jeszcze kojarzę. Reszty – już nie. Gdy zdała sobie sprawę, co zrobiła, spakowała się z zamiarem ucieczki za granicę, napisała do siostry dwuznacznego esemesa, który rodzina odebrała jako zapowiedź samobójstwa. Siostra przyjechała do jej mieszkania, gdy Ula stała z walizkami w drzwiach.

Firmy jak pijawki

Sieć zarzuca się na kibiców obeznanych ze sportowymi newsami, przekonanych, że na tej wiedzy da się zarobić. Firmy bukmacherskie przylgnęły do zawodowego sportu jak pijawki. Sponsorują drużyny, reklamują się w sportowej prasie, redakcyjne meldunki ligowe przed każdą kolejką uzupełniane są o typy wyniku: 1 (wygra gospodarz), X (remis), 2 (wygrają goście). Znani dziennikarze oraz byli piłkarze stają się twarzami bukmacherskich kampanii reklamowych. Na każdym kroku podkreślając, że obstawianie to tylko zabawa.

Ula mówi, że na początku starała się typować wyniki uzbrojona w dziennikarskie raporty: jak wygląda lista kontuzjowanych, kto jest bez formy, który trener wisi na włosku. Igor: – Gdzieś znalazłem swój stary zeszyt z drobiazgowymi analizami przed każdą ligową kolejką. Potem przerzuciłem się na tabele w Excelu. Następnie przychodzi faza, że po porady już się nie sięga – nabiera się przekonania o własnej fachowości. W okresie patologicznego uzależnienia obstawia się absurdalnie. Igor typował mecze japońskiej ligi koszykówki, nie mając o niej zielonego pojęcia. Potem oglądał je na ekraniku wielkości paczki zapałek, na stronie internetowej bukmachera.

Ula w swoim okresie irracjonalnym stawiała jak leci: liga filipińska, badminton w Indonezji, w Korei już nawet nie pamięta co. Zawsze, przez całą dobę, można było znaleźć strefę czasową, w której coś się działo. Ula: – Liczyło się tylko jedno: grać dalej, poczuć ten skok adrenaliny związany z obstawianiem. Gdy potem, już na chłodno, starałam się zrozumieć, jak to możliwe, że ja, inteligentna i wrażliwa dziewczyna, byłam w stanie polować w marketach na żółty ser tańszy o jakieś grosze, a jednocześnie obstawiać za tysiąc złotych mecze na Filipinach, doszłam do wniosku, że to był amok, który odebrał mi władze umysłowe.

Igor, grając nałogowo, śnił o zakładach, które obstawił przed pójściem spać nad ranem – gdy na drugiej półkuli startowała kolejka ligi australijskiej. W końcu przyszedł etap otępienia. Wygrana czy przegrana – nie robiło to na nim kompletnie żadnego wrażenia.

Najwięksi gracze

Firmy bukmacherskie nie udają, że problemu uzależnienia nie ma. Wysyłają pracowników na szkolenia mające rozpoznać symptomy nałogu, chwalą się certyfikatami świadczącymi o wyczuleniu na problem. Mariusz Rzeczkowski, dyrektor marketingu w Totolotku, wylicza mechanizmy mające pomóc grającym w samokontroli: – Każdy może ustalić limit czasu poświęcanego zakładom oraz górny pułap stawek. Po ich przekroczeniu nie ma możliwości obstawiania. Można zawiesić konto na 24 godziny lub wystąpić o zablokowanie dostępu na trzy miesiące. Gracz, który zgłosił problem z uzależnieniem, nie ma możliwości powrotu (wszyscy są identyfikowani m.in. poprzez numer PESEL – red.). Ale oczywiście może przenieść się do konkurencji. I dodaje, że w ostatnim roku konta zamknęło ponad 300 osób. Kilkanaście ujawniło, że powodem było uzależnienie.

W Polsce, w przeciwieństwie np. do Szwecji, nie ma ujednoliconego systemu umożliwiającego trwałe wyeliminowanie z udziału w zakładach online osoby, która raz poprosiła o zamknięcie konta. Wielu graczy rejestruje się u kilku bukmacherów jednocześnie, porównuje oferty i obstawia tam, gdzie kursy są najkorzystniejsze. Nowelizacja ustawy hazardowej utrudniła nieco życie firmom niezarejestrowanym w Polsce, ale i tak szacuje się, że około 50 proc. obrotów ma miejsce w szarej strefie. Sytuacja legalnie działających firm jednak zdecydowanie się poprawiła – z danych stowarzyszenia Graj Legalnie wynika, że przychody branży wyniosły w 2017 r. 3,3 mld zł (w porównaniu z 1,9 mld zł w 2016 r.). Wstępne szacunki na ten rok mówią o kolejnym skoku – nawet do 4,8 mld zł.

Najwięksi gracze na rynku to STS, Fortuna i Totolotek – mają ponad 80 proc. udziału w rynku, o pozostałą część walczy kilka mniejszych firm. Klienta trzeba zanęcać. Na wyobraźnię działa oferta bonusowa, na porządku dziennym są zapewnienia o zerze ryzyka.

Mechanizm bonusu jest następujący: po zawarciu zakładów za sto złotych, drugie sto grający dostaje od bukmachera. Ale pod pewnymi warunkami. Zwykle – dokonaniu odpowiedniego obrotu (np. za trzykrotność oferowanej ekstrakwoty), i to z zastrzeżeniem, że nie można stawiać wyłącznie na wydarzenia mające zdecydowanego faworyta. Dopiero po spełnieniu tych regulaminowych obostrzeń można wypłacić pieniądze. O ile jeszcze jest co.

Mariusz Rzeczkowski uważa, że warunki są konieczne, bo gdyby bonusy były oferowane ot tak, żadna firma by długo na rynku nie pociągnęła. Zdarzają się próby przechytrzenia systemu: – Część graczy próbuje zakładać więcej kont, by wielokrotnie korzystać z oferty powitalnej. Ula: – To perfidne działanie na psychikę. Jeśli przegram swoją inicjacyjną stawkę, chcę się odegrać. Dzięki bonusowi mam za co, ale zamiast jednego zakładu muszę obstawić więcej. Jeśli wygram, też się na bonus skuszę, bo przecież tak dobrze mi poszło, zarobiłam na swoim znawstwie. No, ale na jednym zakładzie poprzestać nie mogę. Jak to nazwać, jeśli nie wciąganiem?

Z biznesowego punktu widzenia gracze topiący majątek są bezcenni. W kasynach krupierzy zwracają się do nich po imieniu. Nałogowca może i szkoda, ale też żal go stracić. Ula: – Pewnego razu zgrałam się do zera. Weszłam na czat, napisałam do bukmachera, że jeśli nie przeleje mi na konto 5 tys. zł, odejdę do innego. Klasyczny szantaż. Przelali.

Igor: – Byłem klientem vipowskim, dostawałem od firmy jakieś gadżety, kiedyś dali mi nawet wejściówki na jakąś ekskluzywną imprezę motoryzacyjną. Oddałem koledze.

Wabikiem dla kibica jest też dostęp do transmisji meczów – dla zalogowanych bukmacher oferuje streaming, nie trzeba wydawać pieniędzy na abonamenty z piłkarską ofertą. – Bukmacherzy, u którym grałem, stosowali jeszcze jeden sprytny trik – dyspozycje wypłaty były bardzo długo realizowane – dodaje Igor. – W razie potrzeby anulujesz przelew i grasz dalej.

Z badań CBOS z 2015 r. wynika, że symptomy zagrożenia uzależnieniem od hazardu zdradza 5,3 proc. Polaków w wieku 15 plus – od jednorękich bandytów, przez kasyna, po zakłady bukmacherskie. Grupą podwyższonego ryzyka jest młodzież w wieku 18–24 lata (prawie 27 proc. zagrożonych uzależnieniem). Piotr Gronkiewicz przytacza zagraniczne statystyki: prawie procent dorosłej populacji jest uzależniony od hazardu. Jeśli przyłożyć tę miarę do optymistycznego założenia, że w Polsce grają głównie dorośli mężczyźni w wieku 18–70 lat, których jest ponad 13 mln (dane GUS za 2017 r.), oznaczałoby to co najmniej 130 tys. hazardzistów, którym gra wymknęła się spod kontroli.

Ilu z nich to uzależnieni od zakładów bukmacherskich? Trudno powiedzieć. Gronkiewicz mówi, że wyraźny wzrost szukających pomocy nastąpił kilkanaście lat temu, wraz z pojawieniem się oferty w internecie. Martyna Wierzbicka: – Uzależnieni od hazardu to mniej więcej jedna trzecia pacjentów dziennego oddziału odwykowego. Spośród nich połowa to nałogowi typerzy. Znaczna grupa, żaden margines.

Wychodzenie z nałogu to wyzwanie. Ula mówi, że ukrywanie przed światem uzależnienia od zakładów wciąga w spiralę kłamstwa: – W najgorszym momencie kłamanie było dla mnie naturalne niczym oddychanie. Wciąż rzekomo zapominałam portfela. Jadłam na obiad schabowego, a mówiłam, że rybę. Dla Igora punktem zwrotnym była kumulacja farta: jednej nocy w kasynie i u bukmachera wygrał 200 tys. – Wypłaciłem z tego 18 tys., żeby uregulować bieżące zaległości. A resztę przegrałem. Te 18 tys. w końcu też – wpłacałem sukcesywnie na konto, żeby mieć za co obstawiać dalej, bo przecież chciałem się odegrać. Aż się zgrałem do zera. Wtedy pierwszy raz pomyślałem: co ja narobiłem?!

Wszedł na stronę internetową anonimowihazardziści.org. A tam ankieta: 20 pytań mających pomóc w rozpoznaniu nałogu. Na przykład: Czy z powodu hazardu kiedykolwiek traciłeś czas przeznaczony na pracę? Igor (wtedy): – Nie no, gdzie tam. Czy kiedykolwiek popełniłeś albo rozważałeś popełnienie nielegalnego czynu, żeby sfinansować hazard? Igor: – Nigdy w życiu. Czy uprawianie hazardu spowodowało, że przestałeś dbać o dobrobyt własny lub swojej rodziny? Igor: – Ja? Szczęście bliskich jest dla mnie najważniejsze. Czy często uprawiałeś hazard, aż przegrałeś ostatnią złotówkę? Igor: – Nie no, przecież jestem odpowiedzialny. I tak dalej. – W końcu zdałem sobie sprawę, że jeśli dalej będę kłamał przed samym sobą, to się z tego syfu nie wydostanę. Na 19 pytań odpowiedziałem twierdząco. A 7 odpowiedzi na „tak” oznacza, że jesteś uzależniony.

A obok była gralnia...

Wytrwać przy decyzji o leczeniu nie jest łatwo. Igor dwa razy wracał do obstawiania. Ula od razu zdecydowała się na dwumiesięczny pobyt w zakładzie zamkniętym, bo jak mówi była zupełnie rozwalona. A potem i tak wpadła: czekała na przystanku, autobus nie przyjeżdżał, a obok była gralnia. Weszła i znów wsiąkła na parę miesięcy. Ci, którzy szukają pomocy, są już bardzo zdeterminowani. – Zostawiają za sobą pogruchotane życie rodzinne i olbrzymie kłopoty finansowe. W powietrzu wiszą pozwy rozwodowe, nakazy eksmisji, stosy wezwań komorniczych. Mają konflikty z prawem. Jeden z moich pacjentów przegrał u bukmachera pieniądze, które wraz z żoną odłożyli na in vitro – opowiada Martyna Wierzbicka.

Podczas terapii trzeba sobie uświadomić, że nic nie dzieje się bez przyczyny – uzależnienie ma swoje podłoże. W przypadku Uli to była reakcja na warszawską samotność – przeprowadziła się na studia z Podlasia, nie znała w stolicy miejsc ani ludzi, więc odpalała stronę bukmachera. Potem odkryła, że za miraż wygranej chciała kupić przyjaźń tych, na których jej zależało. Zabierając ich na wycieczki, fundując prezenty. – Bałam się krytyki, odrzucenia przez ludzi, którzy odkryją moje wady. Dlatego za wszelką cenę starałam się być taka fajna, wyluzowana, uśmiechnięta. Więc jeśli sięgnąć głębiej, to był brak pewności siebie – przyznaje.

Igora pogrążył kompleks silnego mężczyzny, samca alfa, który musi karmić się poczuciem władzy, napawać satysfakcją ze zwycięstw, czyli w tym przypadku udanego typowania. Po porażkach zjeżdżał na emocjonalnej huśtawce, udawał skruchę, a rodzina i bliscy wierzyli w szczerość jego rachunku sumienia i chęci poprawy. Tymczasem to była zwykła manipulacja, robienie z siebie ofiary, by uciec od odpowiedzialności, przestać się tłumaczyć. Grając na ich emocjach, znów miał poczucie triumfu. Igor: – Na odwyku nie chodzi o to, żeby nie grać, ale o to, żeby się zmienić.

Piotr Gronkiewicz mówi, że znanych mu hazardzistów łączy wspólny rys: egocentrycy, ocierający się o narcyzm, kiepscy w kontaktach międzyludzkich, z dysfunkcjami emocjonalnymi w rodzinie, wmawiający sobie, że najlepiej czują się sami ze sobą. Z potrzeby dostarczania sobie emocji zastępczych, pobudzenia, wciągają się w hazard. Martyna Wierzbicka uzupełnia: – To przeważnie osoby utożsamiające poczucie własnej wartości z posiadaniem, z pieniędzmi.

Ukończona terapia na dziennych oddziałach odwykowych, trwająca od 6 tygodni do 2 lat, 5 dni w tygodniu, to dopiero początek sukcesu. Wraca się do rzeczywistego świata, w którym aż roi się od pokus. Albo jak mówią terapeuci wyzwalaczy. Trzeba odciąć się od znajomych mających cokolwiek wspólnego z nałogiem. Wyrzec się przyjemności oglądania meczów, wyjść ze swojej skóry kibica. Zamknąć dostęp do internetowego konta, nosić przy sobie niewiele gotówki – co najwyżej 20 zł. Omijać szerokim łukiem punkty bukmacherskie, wszelkie gralnie, a więc zmienić koleiny dotychczasowego życia. I wreszcie – samemu zrobić porządek z długami, których się narobiło.

Ula mówi, że odseparowanie się od wyzwalaczy jest praktycznie niemożliwe. Substytuty, skojarzenia są wszędzie: – Kup czekoladki, napój, cokolwiek, a będzie ci dane: wygrasz samochód, wycieczkę, pieniądze. To te same marzenia, które sprzedają bukmacherzy. Przez jakiś czas pracowała w banku, w dziale windykacji. Dzwoniła do zadłużonych, a oni kłamali jak najęci. Czuła, że znów pogrąża się w złej rzeczywistości, z której dopiero uciekła. Złożyła wypowiedzenie.

Ale w końcu do normalnego życia trzeba wrócić. Trudne jest oswajanie się na nowo z wartością pieniędzy i nietraktowanie ich jak zaproszenia do grania. Piotr Gronkiewicz: – W USA przeprowadzono eksperyment na hazardzistach, którzy twierdzili, że czują się wolni od nałogu. Położono przed nimi gruby plik banknotów. Na ten widok większości z nich zaczęły trząść się ręce.

Żeby pozbyć się pieniędzy, kupuje się hurtowo, maniakalnie. W lodówce zapasy jak dla wojska. Ula opowiada, że jej znajoma hazardzistka kupowała złote buty i inne szczyty bezguścia, których nigdy nie zakładała. Piotr Gronkiewicz za każdym razem tankował samochód do pełna. Z czasem można też wrócić do kibicowania, oglądania meczów. Ale ostrożnie, małymi dawkami. Igor: – Dwa lata temu były mistrzostwa Europy we Francji, nie mogłem sobie odmówić oglądania spotkań Polaków. Na jedno z nich spóźnił się mój tata. Wchodzi i pyta: jak tam? Mówię mu, na razie 0:0, ale wiesz, były już dwie żółte kartki i trzy rożne. Gdy zdałem sobie sprawę, że zakodowałem to podświadomie, wystraszyłem się i odszedłem od telewizora.

O przegranych się nie mówi

W wychodzeniu na prostą pomagają spotkania uzależnionych. Igor i Ula chodzą do ośrodka przy Siennej w Warszawie, założonego przez hazardzistów czystych od lat. Spotkania – pigułki antyhazardowe – są codziennie; każdy, kto traktuje swój problem poważnie i jest zdeterminowany, by wrócić do normalnego życia, stara się być jak najczęściej. W ostateczności, gdy nachodzi pokusa, można zadzwonić do przyjaciela z mityngów, porozmawiać, rozładować napięcie, nabrać sił, by powiedzieć nie. Igor: – Nie jest łatwo. Czasami śni mi się, że łamię abstynencję.

Na mityngach nie można rozmawiać o tym, ile się przegrało. Chyba że ktoś powie sam z siebie, żeby i w ten sposób zobrazować głębię własnego upadku. Ula mówi, że dokładnego rachunku nie robiła, ale z pewnością uzbierałoby się pół miliona. Igor przegrał tyle, że wystarczyłoby na fajne mieszkanie i samochód. W sumie niewiele, skoro na końcu tej równi pochyłej może czekać śmierć albo zakład psychiatryczny. Z terapeutycznych doświadczeń Martyny Wierzbickiej wynika, że uzależnieni chcą się leczyć: 90 proc. pacjentów wytrzymuje rygor codziennej terapii. A na końcu zdarzają się nagrody: żona owego pacjenta, który przegrał u bukmachera pieniądze na in vitro, wspierała go w wychodzeniu na prostą i właśnie wtedy zaszła w ciążę. Mają córkę.

***

Pomoc uzależnionym od hazardu oferuje strona internetowa anonimowihazardzisci.org. Ula prowadzi na Facebooku blog: Życie hazardzistki.

Polityka 29.2018 (3169) z dnia 17.07.2018; Społeczeństwo; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Zgrani do granic"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną