Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Gen suwerena

Ile chłopa, ile Pana w Polaku

„Pomnik Chłopa” autorstwa Daniela Rycharskiego, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. „Pomnik Chłopa” autorstwa Daniela Rycharskiego, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Maciej Łuczniewski / Reporter
Lubimy odwoływać się do szlacheckiej przeszłości, choć większość Polaków ma chłopskie korzenie. Czy to się nadal przekłada na nasze relacje społeczne i zachowania?
Kultura folwarku jest w Polsce nie tylko niezwykle trwała, ale też zaraźliwa.Andrzej Sidor/Forum Kultura folwarku jest w Polsce nie tylko niezwykle trwała, ale też zaraźliwa.

Mgliste wspomnienie szlacheckiego dworku w sposób materialny przekłada się na rozsiane po całej Polsce domy i domki z gankiem wspartym na dwóch kolumnach. Tak to się zapisało w zbiorowej pamięci. Ciągle tkwi w nas sarmacki, irracjonalny rodzaj patriotyzmu, uświęcony i otoczony martyrologiczną aurą przez romantycznych wieszczów. Mający też swoją brzydszą drugą stronę: skłonność do anarchii, warcholstwa, klientelizmu. Jednak jeszcze silniej tkwi w nas chłopski genotyp. Musi. To wynika z prostych praw biologii.

Już w II RP warstwa chłopstwa dominowała zdecydowanie. Połowę społeczeństwa stanowili właściciele gospodarstw rolnych, a z wsią związanych było około 70 proc. ludności. Dla porównania – inteligencja (na ogół wywodząca się ze zubożałej szlachty), według różnych szacunków, to było 3–6 proc., ziemiaństwo – 0,6, przedsiębiorcy – poniżej 1 proc., drobnomieszczaństwo – 11 proc. i robotnicy 6 proc. W czasie drugiej wojny światowej niemal całkowicie zniknęły trzy warstwy: ziemiaństwo, drobnomieszczaństwo, głównie żydowskiego pochodzenia, a inteligencja została mocno przetrzebiona. Jedynie warstwa chłopska przetrwała wojnę w miarę cało. I to ona siłą rzeczy stała się bazą, na której nabudowały się nowa inteligencja i nowe mieszczaństwo, nazywane dziś klasą średnią.

„Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” – pamiętne słowa z komedii Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi” dobrze opisują stosunek polskich chłopów (ale też w jakiejś mierze szlachty) do instytucji. Przez wieki ich nie chroniły; przeciwnie – były raczej opresyjne. Stąd niechęć i podejrzliwość. Może to tłumaczy bierność, z jaką spora część społeczeństwa przygląda się dewastowaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości.

– Przypuszczam, że dla wielu widok sędziów branych pod but przez władzę jest wręcz powodem satysfakcji, bo odwołuje się do pierwotnych, głęboko zakorzenionych przeżyć i instynktów – mówi Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta.

Polityka 33.2018 (3173) z dnia 13.08.2018; Temat z okładki; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Gen suwerena"
Reklama